czwartek, września 05, 2013

Nike? Nobel? Oscar? - Ty wybierasz!

Jest rok 2025. Młody Izchak mieszka w zamkniętym osiedlu jakich wiele na równinnych terenach środkowej Europy, u ujścia rzeki Vistula. Przyjaźni się z rówieśnicą o imieniu Tzipa, mieszkającą w niedalekim osiedlu im. Bohaterów UB. (Osiedle Itzaka nosi imię Feliksa Kona.) Młodzi porozumiewają się przez internet, ponieważ okolica jest bardzo niebezpieczna z powodu dzikich zwierząt, a przede wszystkim z powodu grasujących wciąż band tzw. "moherów", które mordują, gwałcą i palą na stosach.

Któregoś dnia Tzipa zwierza się Itzakowi, że postanowiła na próbę zmienić płeć. Chłopak jest wstrząśnięty, czuje się odrzucony, postanawia, nie bacząc na ryzyko, spotkać się z nią "w realu" i zmienić jej postanowienie. Bierze zapas prowiantu, zakłada solidne buty i w tajemnicy przed wszystkimi wykrada się z osiedla. Do osiedla im. Bohaterów UB, gdzie mieszka Tzipa, jest około pięciu kilometrów, ale w tej okolicy akurat ostatnio zgłaszano pojawienie się okrutnej bandy dowodzonej przez niejakiego Adolfa.

Kiedy nasz młody bohater dostrzega już niemal wysokie mury osiedla im. Bohaterów UB, nagle z wrzaskiem opada go banda tubylców. Chłopak widzi, że to nie zwykli potulni Polacy, dopraszający się kawałka chleba albo drobnej monety, tylko osławione mehery Adolfa. Ach, jakżeż nagle żałuje, że nie do końca wierzył w zagrożenie ze strony tubylców! Że w tym pośpiechu nie chciało mu się nawet dobierać do szafki ojca - którego służbowe UZI na pewno by rozmowę z Polakami ułatwiło!

Mohery łapią Itzaka i zaczynają zbierać chrust, żeby go, zgodnie z katolicką tradycją, spalić na stosie. Jednak jeden z oprawców, wyglądający na równolatka Itzaka, choć zniszczony alkoholem i niesamowicie brudny, ma, pod warstwą brudu, o dziwo, całkiem inteligentną twarz... Między nim i Itzakiem nawiązuje się coś jakby wątła nić porozumienia. W końcu razem uciekają.

(Jak się porozumiewają, skoro ten tubylec nie zna żadnego ludzkiego języka, mówi zaś tylko miejscowym narzeczem, to kwestia którą nie musisz się, jako Autor, zbytnio kłopotać. Twoi ew. czytelnicy będą na to i tak zbyt głupi, żeby nie przełknąć. Nie mówiąc już o ew. publiczności kinowej. Gdybyś jednak się obawiał, że ta sprawa bez wyjaśnienia może ci zmniejszyć szansę na nagrodę Nobla albo Oscara, wytłumacz im, że ów młody moher, Marek, skonstruował kiedyś diodowy radioodbiornik ze starej żyletki, pęczka drutu i ołówka, którego potem słuchał po nocach, dzięki czemu nauczył się nieco hebrajskiego.)

Młodzi ludzie uciekają, ale mohery okrutnego Adolfa depczą im po piętach. Na szczęście wycieczka cywilnych emerytów z pobliskiego miasta Kaliningrad otwiera celny i skuteczny ogień. Słychać żałosne okrzyki "O Matko Boska!", "O Jezu!", "Kurwa mać!"... Niemal wszystkie mohery giną. Itzak dziękuje dzielnym emerytom. Zresztą akurat nadlatuje helikopter. Rosyjscy emeryci i policjanci bratają się, pijąc śliwowicę i śpiewając "Podmoskowskije wiecziera".

Po powrocie Itzak za karę dostaje szlaban na miesiąc, ale nie żałuje swojej ryzykownej wyprawy. O Tzipie niemal zapomina. Marek, młody moher, uczy się szybko. Itzak ofiarowuje mu kawałek mydła i pokazuje jak go używać. Chłopcy zaczynają esperymentować z własną seksualnością i dyskutować o świecie. Oczywiście Itzak przeważnie mówi, a Marek słucha.

W tym samym czasie Itzak zbliża się także do doktora Mengelmana, dobrotliwego starszego pana, przyjaciela ojca chłopaka. To właściwie doktor Megnelman przekonał chłopca, że, zamiast mieć pretensje do Tzipy, warto samemu zbadać własną seksualność i nabrać doświadczeń. "Nic co ludzkie", lubi mawiać dobry doktor, "nie jest mi obce".

Czasem eksperymentują we trójkę: doktor, Itzak i jego tubylczy "niemal przyjaciel". Dzieki poparciu doktora, który ma związki z tajnymi służbami, Marek dostaje oficjalny status szabesgoja, a nawet stałą pracę. Uzbrojony w stalowy pręt i paralizator, chodzi wokół muru osiedla im. Feliksa Kona, odganiając tubylcze dzieci, które wciąż starają się przeskoczyć mur, żeby na osiedlu żebrać albo kraść. Lub też próbują rysować na murach, co także kończy się dla nich smutno.

Dr Mengelman mówi kiedyś Itzakowi, że Marek ma zbyt dużo ludzkich cech, aby mógł być po prostu gojem. Trzeba postarać się dojść do prawdy o jego pochodzeniu. Jak powiedział, tak też zrobił, a możliwości miał spore.

Doktor mówi też któregoś dnia chłopcom, całkiem jakby od niechcenia, że wkrótce na niedalekim pustkowiu, gdzie kiedyś był moherowy cmentarz, setki moherów mają się zebrać, aby czcić swoich przodków - bandytów i nacjonalistów, zlikwidowanych przez siły postępu i prawowitą władzę. Mówi to z figlarnym uśmiechem w swych dobrotliwych oczach, wokół których pokazuje się wtedy siatka drobniutkich zmarszczek. (Szczególnie film ładnie by to mógł pokazać!)

Chłopcy postanawiają coś w tej sprawie zrobić. Proszą doktora o pomoc, a on dostarcza im kamizelkę wybuchową. Marek ma iść, skoczyć przez płot, wmieszać sie w tłum moherów i wysadzić, razem z jak największą ilością tych zbuntowanych gojów. Z powodu ryzyka, że chłopak wpadnie w łapy moherów zanim dotrze na miejsce, doktor zobowiązał się zapewnić mu transport w postaci opancerzonej limuzyny, a potem motorówki. (Ów opuszczony cmentarz leży bowiem nad brzegiem jeziora.)

Nadchodzi ów dzień. Marek wyjeżdża z osiedla opancerzonym samochodem. Obaj przyjaciele machają mu chusteczkami na pożegnanie. Itzchak wraca do domu i postanawia dowiedzieć sie, co u Tzipy. Łączy się z nią i dowiaduje, że dziewczyna bardzo jest zadowolona ze swej nowej płci. Itzak jej gratuluje, nie czując już żadnego żalu z powodu straty "ukochanej".

Nagle dzwoni telefon komórkowy. Itzak widzi, że to od profesora. Odbiera. Profesor mówi mu, że właśnie się dowiedział o pochodzeniu Marka. To dziecko wysokiego oficera politycznego z okresu stalinowskiego i wyższej urzędniczki UB, ukradzione jako niemowlę przez tubylczą służącą i oddane nieznanej rodzinie tubylców. "Zapewne na... Na jakąś rytualną potrawę. Acha, 'opłatek' to się chyba u nich nazywa."

Dziecko jednak przeżyła, a nawet, dzięki swej znacznie wyższej iteligencji, nauczyło się nieco czytać ze znalezionych gdzieś roczników Gazety Wyborczej. A nawet liznęło skądś hebrajskiego. Ale nie ma czasu do stracenia! Jeśli jeszcze można, trzeba zatrzymać akcję! Najwyżej mohery potraktuje się napalmem.

Itzak wybiega z osiedla, nie bacząc na ostrzeżenia strażników. Biegnie ile sił. W płucach brakuje tchu, w prawym boku kłuje. Ale musi biec, musi! Nagle słyszy huk detonacji i widzi wielki słup dymu podnoszący się z miejsca, gdzie, jak wie, zginął właśnie jego przyjaciel. W oczach pojawiaja mu się łzy, a usta poruszają się jakby w niemej modlitwie.

W jego oczach widzimy zadumę nad ludzkim losem, niezgodę na to, by młodzi ludzie tak bez sensu ginęli... Zamiast cieszyć się życiem, zamiast tworzyć lepszą przyszłość dla wszystkich. "Ach, dlaczego ludzie nie mogą żyć w zgodzie i miłości? Czyż kiedyś doczekamy się świata bez moherów i innego tego typu robactwa? Ach! Dlaczego?" 

Tu by mógł być koniec, ale możnaby jeszcze ew. dodać, jak nagle z krzaków wyskakują z wrzaskiem mohery i naszego bohatera brutalnie mordują. Do wyboru, zależnie od nagrody, do której aspirujemy i od aktualnej mody.

No a jeśli ktoś jest naprawdę warsztatowo sprawny i bardzo ambitny, to mógłby na zakończenie pokazać doktora, z twarzą poszarzałą ze smutku... A w tle wesoło bawiące się dzieci z osiedla im. Feliksa Kona. Śpiewają... Zresztą, czy to ważne z jakiego osiedla? W końcu wszystkie dzieci są nasze, prawda? Niezależnie z którego osiedla.

Koniec!

* * * * *

Co to jest, to powyższe? To jest, proszę państwa, moja odpowiedź na cuda szczawiowej wyspy. Tego typu - I TEJ KLASY! - szkice, czy może zarysy, ambitnych powieści, ambitnych nowel, ambitnych scenariuszy filmowych... Mam wam zamiar sprzedawać i żyć z tego jak pączek w przysłowiowym maśle. Cena zapewne szybko będzie rosnąć, ale na dziś, to powyższy szkic/scenariusz sprzedam - z prawem wyłączności - za 499 zł. A bez prawa wyłączności za, powiedzmy, 299 zł.

Ew. nieco inne podobne prace mogą być dostępne po uzgodnieniu. Np. dłuższe, krótsze, bardziej drapieżne i jeszcze mniej pieszczące się z katolickimi moherami i polską tubylczą hołotą.

Proszę się temu szkicowi/scenariuszowi przyjrzeć. Jeśli ktoś skończył szkołę podstawową (przed min. Hall-cum-Kudrycką oczywiście) to potrafi to sobie ładnie wypełnić i ma gotowe dzieło literackie czy filmowe. Zależnie od potrzeb. To całkiem jak malowanie po numerkach - nawet Adaś by sobie z tym poradził!

Wpłaty na PayPal albo na konto. Podam, jeśli ktoś ładnie poprosi. Radzę szybko korzystać, bo oferta tak atrakcyjna na pewno długo nie będzie dostępna za tak śmiesznie niską cenę!

triarius

15 komentarzy:

  1. Genialne. Trzyma w napięciu do ostatniej chwili, zakończenie zaś wyciska łzy z oczu. Biedny Marek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kupujesz? ;-)

      Nieco manualnej pracy i masz Nobla, a jeszcze trochę więcej i także Złotego Cielca z Wenecji. Czy jakoś tam.

      (Też sądzę, że genialne. Ale tylko Ty i jedna inna osoba miała rozum i odwagę, żeby mi to powiedzieć. No i ja sam sobie to ciągle cichutko powtarzam. Ma się ten, cholera, talent. Aż sam się dziwię, że to we mnie siedziało. A przecie tego typu produkcji konsekwentnie unikam i znam je jedynie z narzekania blogowej prawicy. Może miałem szansę w Szabesgoj Cajtung, którą głupio zmarnowałem na blogaskach...?)

      Pzdrwm

      Usuń
    2. A poza tym wiesz, że to jest paskudne anty, kiedy się roztkliwiasz nad Markiem, a ani Cię cieszą te śpiewające dzieci, ani nie martwi przedwczesna śmierć Icka... (Czy jak mu tam było.)

      No i powinieneś też był rzec, że bardzo chciałbyś mieć takiego wujka, jak Doktor. Albo - lepiej - ojca.

      Pzdrwm

      Usuń
  2. Ale zaraz... Co ja gadam? Przecież w końcu Marek też się okazał być tym... No - naszym. W każdym razie z tych fajnych.

    (Widać, że mi to murzyn napisał, skoro sam nie pamiętam co tam było. Nie? ;-)

    Alem se sam natworzył komętów! To jednak ze wzruszenia. Dzięki serdeczne, żeś mnie (tego murzyna znaczy, ale miałem łeb kogo zatrudnić) docenił!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie – najsmutniejsze jest to, że Marek nie dowiedział się, jak wspaniałymi ludźmi byli jego rodzice…

    A propos doceniania – przede wszystkim podziękowania należą się Tobie za rozpropagowanie Spenglera, którego-m po polsku przeczytał (niekoniecznie zrozumiał) wszystko i do wersji pełnej, angielskiej się zabieram. Nie zapominajmy o Ardreyu i naparzaniu: pierwsze nieco wzbudziło moje zainteresowania socjobiologią (nieco), drugie skłoniło mnie do rozpoczęcia treningów BJJ!
    Nie chcę zabrzmieć głupio, ale Twój blog był jednym z ważniejszych źródeł, na podstawie których opierałem się w budowie swego światopoglądu. Więcej – pomogłeś mi wyleczyć się z k*rwinizmu! Nie myśl więc, że to wszystko na marne idzie. Ziarna zostały zasianie ;)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też mam tak jak Luca, tyle, że bez treningów :-)
    Pozdrwm.

    Zgierzanin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! No to może jeszcze coś kiedyś tu napiszę.

      (Ale wiesz - za bicie ludzi też się w końcu kiedyś należy wziać. Chyba się w pracy dla Postępu i Szczęścia Ludzkości całkowicie nie realizujesz?)

      Pzdrwm

      Usuń
  5. Nie doczekałam się linka na NP, więc musiałam trochę pogmerać, żeby to znaleźć, ale było warto. To jest boskie! :))) A "didaskalia" i dobrotliwy doktor Mengelman to absolutne perełki. ;-)

    Pzdr.
    PP

    PS. Coś tu masz dziwnego z komętami. Wystarczy na chwilę podjechać w górę (np. żeby sprawdzić nazwisko doktorka), a już się wszystko blokuje. Aha, i okienko do udowadniania, że nie jest się wielbłądem (czy tam automatem) okazuje się być nieaktywne (tzn. okazało się parę razy). Jeszcze jedno podejście...

    OdpowiedzUsuń
  6. Linka na NP? Nie wiedziałem żem miał dać. Sorry! Patrzyłem tylko czy czegoś nowego nie rzekłaś, bo całkiem ciekawa rozmowa wyszło (a ja się wymądrzyłem niesamowicie,ale stary jestem, więc może wypadła się przemyśleniami dzielić?)..;

    Z komętami faktycznie jest od jakiegoś czasu koszmarnie. I zresztą już mało kto komentuje. Pod tak genialnym (powiem skromnie) tekstem jak ten tutaj... Ech, żiźń! ;-)

    Nie wiem, czy to Google zwalcza Firefoxa (bo w końcu blogger jest od dawna jego, a Gugiel lansuje własną chromą przeglądarkę)? Czy to mnie Zemke z Mąką tak tępią? Szkoda, bo miewałem setkę komętów, a teraz nic. I jak tu pisać?

    Dr. Mengelman mi się faktycznie udał. Czasem tak mam. (I tym razem nawet nie wyszło dzikie xxx, jak przeważnie kiedy daję ostrogę mym literackim narowom. Dziwne!) No i pomyśl - nikt się jeszcze nie zgłosił po scenariusz albo szkic do powieści-rzeki! Wajda wygłupia się po festiwalach z byle filmem o tym homofobie. Marny marketing? Publiczność sparszywiała na serialach? Czy jednak czegoś w tym moim pisaniu jednak brakuje?

    To chyba chwilowo na tyle Pozdrawiam czule

    OdpowiedzUsuń
  7. Przesadziłem z tym 2015 rokiem. Miał chyba być 2025. Trza poprawić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie rzekłam, bo pisałeś, że nie masz czasu, więc co się miałam tak bezproduktywnie wychylać. :)

    I dobrze, że się wymądrzyłeś, skoro jest czym… przynajmniej inni mogli się czegoś dowiedzieć (np. ja!).

    Jeśli tak się z tymi komętami robi często, to się nie dziwię, że jest ich mało - ja się chyba męczyłam z 10 minut, żeby mojego wrzucić. Łatwo stracić cierpliwość. Może jakiś informatyk powinien zerknąć?

    Co do Twojego pytania... no cóż… wydaje mi się, że nie do końca się wczułeś. ;-) Nie rozumiem np., dlaczego Itzak jest na początku tak wstrząśnięty próbą ustalenia prawdziwej tożsamości seksualnej Tzipy przez Tzipę. Przecież w 2025 to będzie oczywiste!

    A to tutaj (?!): „Łączy się z nią i dowiaduje, że dziewczyna bardzo jest zadowolona ze swej nowej płci. Itzak jej gratuluje, nie czując już żadnego żalu z powodu straty "ukochanej".

    Tego, przyznaję, w ogóle nie rozumiem. Jaka dziewczyna? Jaka strata? Po pierwsze, Tzipa zdecydowanie odrzuciła brutalną próbę narzucenia jej tożsamości cielesnej i nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że czuje jakikolwiek pociąg do bycia „dziewczyną” (czy nawet „chłopakiem”), więc obrażasz ją/go tą tanią próbą szufladkowania. Po drugie, nie ma mowy o stracie, wręcz przeciwnie - dopiero teraz można mówić o prawdziwym spełnieniu w prawdziwym związku (Itzak, Marek, Dr Mengelman i Tzipa)!

    Pzdr.

    PS. Masz tu jeszcze coś w tym guście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłem, że nie mam czasu? Czy też że mnie liberalizm dręczy? ;-)

      Co do rzekomych niedoróbek w moim genialnym tekście, to po pierwsze primo - to była szybka ęprowizacja, a po drugie primo - idiotyzm był w zasadzie wbudowany i zamierzony. W końcu chodziło o nagrodę NIke i Nobla.

      Co do Itzaka, to chyba nie dość przestudiowałaś socrealistycznych arcydzieł. (Przykro mi stawiać Ci tak miażdżący zarzut, ale muszę.) Tam jest DOJRZEWANIE! Ideologiczne ma się rozumieć, bo jakie inne? Ten chłopak na początku nie rozumie, że uświadomiona konieczność to właśnie, ex definitione, wolność. Bo jest młody. Buntuje się, hormony, heteroseksualizm... Bywają takie zboczenia i właśnie one stanowią prześliczną kanwę, na której my, socrealiści i postmodern-ojrogeniusze, snujemy nasze budujące opowieści. (Takie proste, jak już się wie, n'est-ce pas?)

      Czy mam inne takie (nie bójmy się tego słowa!) LITERACKIE ARCYDZIEŁA? (Dwa słowa. Zlane w jedno. Ale to drobiazg wobec... Wiadomo.) Coś tam literatury mam. Genialnych rzeczy oczywiście też. Ale czy akurat coś, o co Ci chodzi? Nie wiem, szczerze!

      Jest "Miniaturka" - śliczne malutkie opowiadanko - nawet zalinkowana po prawej u góry. Było parę niesamowitych, szalonych, zboczonych bredni. Coś takiego było kiedyś o podwórzowych kurach i kogutach. Ale jak to się nazywało? Zawszeć mogę coś, specjalnie dla Ciebie, napisać. Tylko że mi niemal zawsze wychodzi niesamowicie perwersyjne i groteskowe xxx. Więc nie wiem.

      A, jeszcze była taka kretyńska (brawurowa i chyba b. śmieszna) historyjka pod tytułem... "Tajemnica dziadka Tuska"... Była też na szalomie, zanim pierwszy raz odszedłem. Miała nawet dwa czy trzy odcinki, ale chyba tutaj niektóre wywaliłem bo już wydało mi się to przesadnie schizofreniczne. (Ale tytuł mi się udał, i parę konceptów o Bolku.) Powinno to się dać znaleźć, bo nawet tytuł zapamiętałem.

      Był też "Powrót do [tutaj duże A z ogonkiem, nie mogę go wygenerować bo mi się jakieś kurestwo włącza]. Był to autentyczny w 95% zapis mojego snu. Pewnie proroczego, ale nie wiem, czy takie coś Cię interesuje.

      No i jest też parę tłumaczeń. Np. "Tragedia w Harlemie" O. Henry'ego. Polecam!

      To chyba na tyle, jak coś to pytaj!

      Pzdrwm

      Usuń
  9. Zrozumiałam, że nie masz czasu, bo musisz pracować, ale nie ręczę za moje interpretacje. ;)

    Przekonałeś mnie - tak mi wstyd, że nie zrozumiałam od razu profetycznej głębi Twego przekazu - o Wieszczu! Dopiero teraz wiem, że Itzak był zboczeńcem… całe szczęście, że dobrotliwy dr Mengelman wyprowadził go na prostą!

    Z "Miniaturką" trafiłeś w 10, a w zasadzie w samo centrum 10-tki. Sen też mi się podoba, choć nie aż tak (trochę mniej centralna 10 ;). "Tajemnicy" niestety nie znalazłam, "dziadka" też - chyba coś pochachmęciłeś albo wszystkie odcinki usunąłeś. :(

    „Zawszeć mogę coś, specjalnie dla Ciebie, napisać.”
    Na serio?!
    „Tylko że mi niemal zawsze wychodzi niesamowicie perwersyjne i groteskowe xxx.”
    To nic!!!

    Szczęśliwego Nowego Roku! (I kolejnych 364 dni ;-)
    PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałem Ci długi komęt, ale (idiota! z Firefoxa, więc oczywiście poszedł się kochać. Ale przywrociłem Tuskowi dziadka.

      Życzenia, jak odzyskam komęt, to go wkleję. Nadzieja umiera ostatnia.

      Pzdrwm

      Usuń