wtorek, października 06, 2015

Dys end det

Taką oto mamy fantazję, żeby napisać coś i zobaczyć, czy nam się zwiększy ilość licznikowych odwiedzin... I w ogóle, czy coś się stanie. (Trzęsienie ziemi? Ile na skali? Będzie jednak krótkie, choć - ach jakżesz błyskotliwe, bo już się nie poczuwamy do dostarczania ludziom duchowej strawy. Ot co!)

* * * * *

Wczoraj Nobla dostał Campbell, więc góry można było obstawiać, że zaraz będzie McDonald. No, chyba żeby Kungliga Vetanskapsademien nie znała historii. Ale zna, bo się spełniło. A więc polityka historyczna wciąż trzyma się nieźle, a to w końcu dobrze ponad 300 lat.

(Nie macie pojęcia o co chodzi? No dobra, nie każdy ma czas na takie głupoty jak książki, i nie każdy ma w żyłach nieśmiertelną krew MacLeodów. Więc tu macie:

https://en.wikipedia.org/wiki/Massacre_of_Glencoe

http://www.heartoscotland.com/Categories/CampbellsandMacDonalds.htm

 I teraz już mi na wieki wieków pamiętać - dobra?

* * *

Tak się słodko brenzlować "kozimi synami" i ogólnie nurzać się w samozadowoleniu, prawda? No to zastanówcie się chwilę jak niesamowicie takie zwykłe zgrzebne taliby załatwili parę dni temu Amerykanów...

I żeby mi tu nikt - ani uczciwy czytelnik, ani służbowy ubek - nie wmawiał, że mi się taliby, czy inne Państwo Islamskie, podobają! Nie, nie podobają mi się! Masowi islamscy imigranci w Europie też mi się nie podobają, a w Polsce to już szkoda gadać. Niezależnie od tego, co akurat aktualnie na ten temat ma do powiedzania Tusk czy inna Merkela.

Choćby to, że te, dziwnie rzadkie, brody islamistów są niemal równie obrzydliwe do oglądania, jak pejsy, a od pejsów naprawdę mało co paskudniejszego potrafię sobie wyobrazić. Mówimy teraz o czystej walce, a nie o etycznych racjach, które zresztą też wcale tak w stu procentach po stronie "liberalnych demokracji" się nie znajdują.

No dobra, powie ktoś, ale co właściwie zrobili te taliby Amerykanom? Otóż z całego tego bełkotu dla upośledzonych na umyśle, który nam sączą (różnojęzyczne, żeby nie było!) media, wynika (choć oni nam tego z pewnością NIGDY nie powiedzą, a być może nawet sami sobie nie będą mieli odwagi tego powiedzieć), że taliby, mając fajnie ulokowanego agenta w tzw. "afgańskiej armii" tam na północy kraju, gdzie, jak słyszę, dotąd nie działali, poszli tam, zaatakowali to tam miasto, prowokując amerykańskie naloty, z których jeden cwanie skierowali wprost na ten tam szpital.

Skutki muszą już być ogromne, przede wszystkim te, o których na media nie raczą, a będą jeszcze o wiele większe. Przyznam, że analogii to tak ogromnej klęski potężnej, jakby nie było (w końcu, nie zapominajmy, że uzbrojonej także i w atomy i inne takie szpeja) armii (w sensie sił zbrojnych) ze strony dysponującej prymitywnymi środkami partyzantki, musiałbym w w swojej wiedzy o historii szukać długo i nie wiem czy by mi się udało.

I to nawet nie było jakieś ordynarne zaproszenie na rozmowy i zamordowanie wodzów, jak z Crassusem czy w Anabasis Ksenofonta. Arminius to też przy tym cienias, co miał w końcu ogromne środki, a co osiągnął? Załatwił głupie trzy legiony. A to w dodatku tym razem były to tylko zwykłe kozie syny, więc...

Jest to hipoteza (co słusznie poniekąd ktoś nam może zarzucić) z gatunku niewywrotnych, no bo przecież nie ma możliwości, by, jeśli my tu mamy rację, Amerykanie ogłosili światu, jak żałośnie zostali ograni przez "kozich synów" i czym w istocie jest ta cała "afgańska armia". Tak oczywiście jednak, żeby byle leming nie zrozumiał co się naprawdę stało. Jednak, choć oczywiście my tu Poppera kochamy nad życie, chybotliwe hipotezy moglibyśmy jeść łyżkami, to Prawdę kochamy jeszcze mocniej i jeśli tak musi być, to cóż - c'est la vie. Tak pewnie było i tak my piszemy.

Więc co? Nic, spokojnie! Najlepiej o takich sprawach nie myśleć, a jeśli się już pomyśli, to przecież zawsze można facetów kąśliwym epitetem (jak komunę wierszowanym hasełkiem i cytatem z JP2, ach, jak to komucha bolało!), aż im w pięty pójdzie. I dalej słodko śnimy o wiecznym życiu w niewyobrażalnym, ach, luksusie. No bo jak inaczej? (Tylko niech wam się koza nie przyśni.)

Swoją drogą, Amalryk, którego tu oczywiście ogromnie wszyscy kochamy i cenimy, głosił nam zawsze, że partyzantka nigdy nic w istocie nie może i regularnym wojskom nie podskoczy. Ciekaw byłbym jego komentarza do poruszonej tu przed chwilą sprawy.

To nawet bardziej chyba klarowna rzecz od innej kontrowersyjnej Amalryka (i "Wydawnictwa Podziemnego") tezy - tej, że w PRL bis wybory nie mają absolutnie żadnego znaczenia. Co się, jak ja to widzę, ewidentnie, a za to całkiem zgodnie z moimi ocenami, ostatnio nie sprawdziło. (Nie żebym nie dostrzegał ogromnych zagrożeń także w tym hipotetycznym obecnym przemieszczeniu Polski spod buta naszych kochanych sąsiadów pod puszyste wymię mocarstwa zza oceanu.)

triarius

P.S. Jak zechcę, to sobie może coś tu napiszę. Wolno mi? Albo nie tu. Ale spokojnie, bo raczej rzadko lub nigdy.

9 komentarzy:

  1. Nie wiem, czy to wina późnej pory, czy braków intelektualnych, ale nie chwytam tego wpisu. Pozostaje mi więc zaznaczyć tylko swoją obecność. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. witam szanownego pana, cieszę się, że pan wrócił na blog :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest kleska tylko jakobaj oczywiscie wiemy ze durnowaty Zachod dal sobie wmowic ze to kleska a nie zdarzajaca sie od czasu do czasu pomylka.Ale tak dzikusy zalatwiaja dekadenckie cywilizacje-nie wlasna sila bo tej nie maja tylko slaboscia "duchowa" przeciwnika.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widze ze cos mi tam zjadlo-oczyiwscie powinno byc
      "To jest kleska tylko DLATEGO ze jak obaj oczywiscie wiemy durnowaty Zachod dal sobie wmowic..."

      P.S.@triarus
      Widze po Twojej odpowiedzi ze oczywiscie sie domysliles o co mi chodzilo ale wolalem to naprostowac dla...czytajacych sluzbowo;)Ale napisz co tam sadzisz owego ardeicznego bo owa "imigracja" wlasnie zdaje mi sie choc spengleryczna w swym znaczeniu to jednka ardeiczna w swej naturze.
      A te problemy z wspisywaniem odpowiedzi to chyba zwiazane sa z tlumaczem Google u gory strony-przynajmniej u mnie jego wylaczanie skutkuje.

      Piotr34

      Usuń
  4. Co jest, do kurwy nędzy, że się nie daje wpisać odpowiedzi, i to z dwóch przeglądałek?!

    Wpisuję tutaj:

    @ Celnik

    A czego tu nie rozumieć? Że spytam, a moje modre oczęta zaokrąglą się w dziecięcym zdziwieniu. Zresztą to nie jest aż taka zła rzecz, bo jest nadzieja, że Obama także nie pojmie, a więc... Itd.

    W sumie chodzi o to, że tamci dzikusi robią nas w ciapka raz za razem (że już o Putinach tego świata nie wspomnę), a my brenzlujemy się radośnie myślą, że przecież w różowych golarkach do... wiadomo... wciąż jesteśmy bezkonkurencyjni i latamy na Marsa, czy gdzieś tam, co zresztą psa z kulawą nogą już nie interesuje i słusznie.

    Jak coś to pytaj dalej!

    Za pozdrowienia, odwiedziny itd. oczywiście serdecznie dziękuję i wzajem. Skromność podziwiam, późną porę też znam z doświadczenia (co innego z wczesną). I polecam się na przyszłość. ;-*

    @ Anonimowy

    Witam i doceniam odwiedziny. Z tym pisaniem nie wiem jak będzie, ale czasem mnie wkurwia myśl, że tylu idiotów robi za ekspertów i zarabia krocie, a ja milczę. Poza tym musiałem znowu wybulić za domenę triarius.pl, co mnie nieco liberalnie... jakoś tak.

    Pzdrwm

    @ Piotr34

    Exactement! (Nawiasem, mam pewne nowe i b. ardreyiczne myśli na temat obecnej inwacji "imigrantów" - i to spoza dość oczywistej kwestii terytorialności - ale to by było sporo pisania, więc spokojnie!)

    Pzdrwm czule i polecam się na przyszłość

    OdpowiedzUsuń
  5. Na wojnie burdel to rzecz codzienna, przecież zdarzały się już bombardowania Sojuszu Północnego przez pomyłkę. A co do naprowadzania nalotów na cele należące do przeciwnika, to z powodzeniem robili tak nasi w czasie Powstania Warszawskiego za pomocą zdobycznych pistoletów sygnałowych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiedziałem, dzięki za cenne info, ale przyznaj, że jednak mówimy o "kozich synach" i wszyscy tu wciąż w lubym przekonaniu, że z takimi nie może być żadnego prawdziwego problemu i jakoś się musi ułożyć. A to jest dokładnie odwrotnie: to są b. inteligentni ludzie, dziedzice tych wszystkich Babilonów i Abbasydów; oni mają działające hierarchie, podczas gdy my mamy Merkele i Tuski; oni jeszcze widzą pewne wartości, dla których warto jest... te rzeczy; a Zachód jest tak spedalony, że po prostu każdy, kto się nieco postara, kto wykaże nieco wytrwałości, rozpieprzy go w puch.

    O ile się coś szybko i radykalnie nie zmieni (hłe hłe), czego nie przewiduję, mimo najszczerszych pragnień. Zmieni się - będą haremy, czarczafy i zgraje, już wprost, bez przenośni, kastrowanych niewolników.

    Do tego czasu będzie kwitło równouprawnienie (nie chcę nic o Premier in spe, bo to niepolityczne, ale tez się wpisuje), bagno behawioralne i totalna inwigilacja. Ech, w pięknych czasach przyszło nam... żyć? To jest życie?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. Wklejam komęt, który został wcięty i doszedł do mnie mailem... (Kurwa co te Gugle wyprawiają! W ten sposób, nic dziwnego że ten blogas zdechnie. Bo po prostu tak się nie da. I o to chyba tym @#$% chodzi. Co innego Korwin.)

    Widze ze cos mi tam zjadlo-oczyiwscie powinno byc
    "To jest kleska tylko DLATEGO ze jak obaj oczywiscie wiemy durnowaty Zachod dal sobie wmowic..."

    P.S.@triarus
    Widze po Twojej odpowiedzi ze oczywiscie sie domysliles o co mi chodzilo ale wolalem to naprostowac dla...czytajacych sluzbowo;)Ale napisz co tam sadzisz owego ardeicznego bo owa "imigracja" wlasnie zdaje mi sie choc spengleryczna w swym znaczeniu to jednka ardeiczna w swej naturze.
    A te problemy z wspisywaniem odpowiedzi to chyba zwiazane sa z tlumaczem Google u gory strony-przynajmniej u mnie jego wylaczanie skutkuje.

    Piotr34

    Koniec cytatu (i pisatu). Odpowiadam:

    Co z tym tłumaczem u góry? Ja tam widzę tylko wyszukiwałkę, ale jeśli jakiś tłumacz jest i bruździ, to oczywiście trza skurwiela za łeb i wywalić. Inaczej ten blog znowu zdechnie, bo święty by nie miał cierpliwości w takich warunkach tu komętać.

    A co do Ardreya, to chodzi mi o ten, co go odkryłem i tak czule kocham, "instynkt linchu". Rozumiesz - ogromne stada mamutów, które "są po to", żebyśmy je zabi-sobie-jali i sobie jedli, a niechby jakiś taki mamut podskoczył, no to... No i jak dorwiemy opuszczone mamucie cielątko, to instynkt mordu w nas wzbiera...

    Jest tego wszędzie pełno - w historii ludzkości, w polityce III RP, pisałem o tym parę razy. W takiej sytuacji - mamuta znaczy - był PiS u lemingów, i to było dokładnie najgorsze, co mogło go spotkać. Na szczęście lekko się odwraca.

    No i teraz ci durni galaretowani Europejczycy (?) stawiają się dokładnie w takiej samej sytuacji, wobec tych tam "imigrantów". Kiedy ich pieszczą, jest "normalnie", ale niechby tylko spróbowali kiedyś czegoś odmówić... Będą jaja! Wyczuwasz?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznałem rację argumentom niejakiego Philippe Masson'a prof. historii i straregii na niejakiej École supérieure de guerre navale (co ciągle ma jeszcze nieco większy ciężar gatunkowy niż te wszystkie nasze wszechnice!) i dotyczyło "wielkoniemieckiego" wehrmachtu. Przy czym trzeba pamiętać , że towarzysze hitlerowcy nie zawracali sobie dupy prawoczłowieczymi pierdoletami więc zasada odpowiedzialności zbiorowej działała bezbłędnie. (Na dodatek za tą partyzancką zbieraniną uganiały się jakieś trzeciorzędne siły policyjne , tudzież inni folksdojcze bo używanie do tego celu wojsk frontowych, nie mówiąc już o takiej dyw. "Grossdeutschland", "LSSAH" czy "Herman Goering", byłoby karalnym marnotrawstwem.)

    A w Afganie? No pierdolnęli Jankesi w jakąś lecznicę i wielkie halo! Co do wspaniałej wartości bojowej afgańskiej tzw."armii rządowej", to nasłuchałem się byłem na jej temat parę lat temu od pewnego znajomka z 2e Régiment étranger de parachutistes więc zdziwień nie zaposiadam żadnych.

    OdpowiedzUsuń