poniedziałek, października 21, 2019

Cudna zaiste walka na języki toczy się na naszych ocz... uszach!

Język bojowy
Przeczytałem sobie (ci ja) właśnie w książce takiego szwedzkiego Mio... O, sorry! Ten chyba jednak nie był agentem komuszej bezpieki... W każdym razie takiego eksperta od ichniego języka i dbacza (!) o jego poprawność... Co przeczytałem? O czym? Już mówię, Mądrasiński. Zaraz się dowiesz! No więc przeczytałem (ci ja) o szwedzkim odpowiedniku zwrotu "ten kraj" - dosłownie to samo, bo "det här landet" albo "detta land" - no i chyba miałem rację, że mnie, we właściwych uściech, ten zwrot przesadnie nie odrzuca...

Facet wspomina wprawdzie, że ten zwrot, mowa tu o jego szwedzkim odpowiedniku, może wyrażać lekceważenie, niechęć i pogardę, i ja się zgadzam, że w lewizna, z Platformą na czele, tak właśnie go stosuje... (A może raczej "stosowała", bo jakoś ostatnio mniej tego słyszę, czyżbyśmy ich tutaj nauczyli moresu? Aż nie chce mi się wierzyć.) Jednak ten szwedzki zwrot występuje w ichniej literaturze, także tej naprawdę z górnej półki, i wtedy wcale lekceważenia nie wyraża. Czyli nie słowa same w sobie są najważniejsze, tylko - jak zawsze - kto mówi! Czyli, Leninem jadąc, KADRY!

Tak samo zresztą, jak nawoływania "nie róbmy polityki, uszczęśliwiajmy Polaków budując cośtam, skracając cośtam, dodając tu, odejmując gdzie indziej", to tylko paskudna lewacka demagogia, i kto się na to nabiera, ten głupi. Polityka to właśnie sprawa KADR przede wszystkim - KTO będzie rządził. W demokracji "w naszym imieniu, za nas, pozbawiając nas konieczności samemu w tym siedzenia".

Np. udawania, że podniecają nas wyniki naszych młocistek... młotniarek... rzucarek młotkowyvh... Jak takie dziwadło nazwać... Tych tatuowanych i tych piegowatych. Wszystkie te pierdoły, że to niby "program się liczy, a nie walka", to pierdoły właśnie i syrenie śpiewy. (Z przeproszeniem syren, bo one jednak brzmiały ponoć dużo lepiej.)

Czy zatem język znalazł się znów na marginesie życia politycznego? Czy lewizna naprawdę nie próbuje nas nim zgwałcić? Nie może nam już nim nam uczynić krzywdy? Czyżby naprawdę odpuścili? A jeśli tak, do dlaczego i co na to tow. Trocki?! No i czy cykl przenikliwych analiz na tematy językowe właśnie, tak pięknie niegdyś przez nas tu zapoczątkowany - te wszystkie "W oparach języka" (co za tytuł!) - całkiem już nie ma w tym współczesnym świecie zastosowania i może co najwyżej zainteresować zasuszonych archiwistów?

Otóż nie, nie sądzę. Zdziwię się, jeśli ktoś mi powie, że nie zauważył specyficznego zjawiska w języku naszej, polskiej znaczy, kochanej lewizny... U leberałów z Platformy jest tego jakby mniej, choć to też taka sama przecież lewizna, ale inne są zabarwienia i chwilowe taktyki... Zauważyłeś coś Mądrasiński? Nie? Nic?! No to ci zmienię nazwisko, bo nie ma rady. Chodzi mi o to, moi ludkowie rostomili, że ta lewizna nigdy już nie powie "Polacy zasługują na...", tylko zawsze musi być "Polacy i Polki zasługują na...", albo nawet "Polski i Polacy..."

Czyli oni nam tu próbują z języka wywalić to, co się fachowo nazywa "rodzajem męskoosobowym". Chodził ktoś do szkoły? (Teraz to jesteś mądry, Mądrasiński, ale zauważyć cokolwiek własnym okiem i uchem to nie ma!) Ów rodzaj, powtórzę: "męskoosobowy" polega na tym, że brzmi jak rodzaj męski, ale obejmuje wszystkich, bez względu na płeć czy rodzaj. Czyli "Polki" też, bez żadnej absolutnie dyskryminacji! Nie wierzy ktoś, że dyskryminacji nie ma?

No dobra, jest, tylko że ja od dzisiaj domagam się, żeby słowo "osoba" nie było rodzaju żeńskiego, bo to mnie dyskryminuje... Nie wolno tego od dziś, 21-10-2019... Godzina powiedzmy 15:00... Używać, bo będę z tym latał do Trybunału w Sztrasburku i innego ONZ! Mówię absolutnie serio - żadna "osoba" od dzisiaj nie ma prawa istnieć... Możecie mówić "osób lub osoba", albo coś w tym stylu!

A całkiem na serio, to dostrzega ktoś z Moich Niezliczonych P.T. Czytelników, że lewizna dokonuje tutaj GWAŁTU NA POLSKIEJ GRAMATYCE - ni mniej ni więcej! - a przyszły wynik tego starcia naprawdę ma znaczenie, zarówno symboliczne, jak i zapewne w sferze całkiem realnych faktów. Byłym ciekaw opinii Moich Niezliczonych, ew. innych podobnych w charakterze obserwacji... I w ogóle. Jak zawsze. (A ty Mądrasiński popraw się, nie tylko z nosem w książkach, na blogach i dziewczynach trzeba siedzieć, ale też oglądać telewizje tego świata, byle z odpowiednim nastawieniem! No dobra, niektóre są już całkiem dojrzałe. Ale nazywać się np. "Schetynowicz" byś nie chciał?)

triarius

4 komentarze:

  1. Drogi Tygrysie,

    wydaje mi się to kalkowaniem użycia* w j. angielskim zaimka (sic! funkcjonuje jako całość „dżenderowo neutralna”) him/her.
    Wspomnieć trzeba, istnieje w polszczyźnie zwrot „Panie i Panowie”… ale chyba lewlib/liwleb nie stosuje go ot tak, a próbuje coś ugrać. Językowo. Np. językowe równouprawnienie.
    Czy to gwałt na polskiej gramatyce? Nie powiedziałbym. Raczej molestowanie.

    Odnośnie „tego kraju”: zgadzam się. Czasem trzeba podkreślić, że chodzi o ten kraj, a nie ów. Zaś powtarzanie słowa „Ojczyzna” w każdym zdaniu brzmi nieładnie (polski powtórzeń nie lubi).

    Pzdrwm
    A. Nonski (ten od komęta o Dávili)

    *dawniejszego, wkażmśazie. Teraz to prędzej „her”, o ile już nie „xer”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrze prawisz, ale dla mnie to także giewałt na gramatyce. Widzisz, ja (niestety) od lat jestem praktykującym tłumaczem i coraz częściej muszę się zastanowić, czy mogę napisać np. "użytkownik", bo może być i baba. Po polsku chyba jeszcze nigdy, ale po angielsku i szwedzki bywało. I lewiźnie chodzi o to, byśmy musieli zmienić nasz język, bo inaczej będziemy "dyskrymitować połowę ludzkości". To najprawdziwszy gwałt na polszczyźnie - językiem przez uszy!

      A co do angielskiego - czytałeś te moje kawałki sprzed lat, jak "W oparach języka"? Oni was ludzie od pół wieku kastrują, a teraz wymyślili bezpośredni atak na korę.

      Pzdrwm

      Usuń
  2. Przeczytałem cały kurs TS (tygrysizmu stosowanego) vel SAT (spengleryzmu-ardreyizmu-tygrysizmu) (choć nieco zapomniałem, bo czytałem dawno).

    Coś na pewno zrobić chcą, w dodatku nic dobrego.

    Ad rem generum: nie wiem, czemu nikt nie podjął tej kwestii od drugiej strony, tj. „kobiety mają specjalny rodzaj, który w dodatku jest uniwersalny, bo i rzeczy dotyczy, i zwierząt, a mężczyźni - przeciwnie: gdy o wielopłciowej grupie ludzi mowa, trzeba użyć rodzaju męskoosobowego i koniec.” No ale to oczywiście żart.

    Należy być może cieszyć się, że „w miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się”. Językowa kontorsjonistyka niszczy język, lecz ów jest - po prostu - potrzebny. Potrzebny ludziom w komunikacji - w zakresie zupełnie podstawowym (fundamentalnym).
    Istnieją przesłanki (to moja teza), że radykalna lingwistyczna transformacja to projekt zgoła nierealny.

    Optymistycznym akcentem kończąc,
    pzdrwm
    A. Nonski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Optymista z Ciebie - uważasz, że język, i normalność, muszą wygrać? Coś w tym jest, Ardrey zresztą przez większość swego 4-tomowego dzieła także stara się utrzymać ten optymizm... Tyle że - jaki język? Arabski? Ruski? To może jednak lepiej chiński, choć cholernie trudny i stanowczo nic dla dyslektyka...

      To są to prawdziwe aktualne problemy - lingwistyka, historiozofia... A co przestudiowania całego SAT... Bloody hell! Gdybym w ogóle pomyślał, że ktoś to zrobi, to ten blog wyglądałby zupełnie inaczej! Bez erotomańskich dowcipasów i głupawych wpisów pod wpływem impulsu, za to więcej... Ach! Rzeczy opartych na naszych (naszych, nie?) ukochanych wzorcach.

      W każdym razie uratowałeś dla mnie ten dzień 22-10-2019. Ktoś jeszcze chce się czymś takim pochwalić? Paru chyba przeczytało Ardreya, ale potem sobie coś uszkodziło w krzyżach od tygrysicznej fizkultury i znikli... Bosze, jakie to trudne zadanie to generowanie und propagowanie tygrysicznych treści! Dr. Judym to przy mnie leń i oportunista!

      Pzdrwm czule

      Usuń