niedziela, września 19, 2021

Dlaczego Polska?

Dlaczego to właśnie Polskę należałoby uznać za największego przegranego Drugiej Wojny Światowej? (Chyba, że ktoś łyka te pierdoły o "wolnym, dumnym kraju", czym by miała być tzw. "Trzecia RP"!)

Moim tygrysicznym zdaniem dlatego, że główny agresor, skutkiem tej swojej agresji (a i do dziś i nie wygląda, by to się kiedykolwiek miało istotnie zmienić) ma tę Polskę niemal dokładnie tam, gdzie ją mieć zamierzał, i będzie się tego trzymał do ew. końca swego istnienia. Do linczowania ofiary przyłączyły się zaraz inne sępy, i to niebylejakie, a szczególnie jeden taki, z turbodoładowaniem, specjalnym upodobaniem do akurat tego terenu dla zdobywania padliny, i globalny... No i mamy! Czy to teraz nie jest jasne i oczywiste?

triarius

P.S. Tygrysizm to rzeczywiście Niezłomny Oręż i Narzędzie do Wykuwania...! I tak dalej.

czwartek, września 16, 2021

O tzw. "równouprawnieniu"

Tzw. "równouprawnienie kobiet" bynajmniej nie wynika z szacunku dla nich, czy ze szczerej troski o ich dobro. Wynika przede wszystkim z chęci ułatwienia sobie roboty przez biurokracje o totalitarnych zapędach. (I paru innych rzeczy, równie uroczych.) "Zamiast dwóch rodzajów ludzi - jeden. Ach, jakie to słodkie!" myśli sobie urzędnik, liżąc pieczątkę.

triarius

środa, września 15, 2021

DEFINICJE: Demokracja

Ja już naprawdę się nie poczuwam do pisania, kto nie wierzy, niech sprawdzi kiedy się tu coś ostatnio pojawiło, ale przyszło mi do głowy coś, co powinno być powiedziane wieki temu, bo słuszne i ważne. Oto i...

Demokracja - idea, że mężczyźni przydatni do obrony kraju (i ogólnie w jego wojnach), powinni mieć istotny wpływ na losy tego kraju. Tylko tyle i aż tyle!

Oczywiście nie jest to dokładnie to, co się nam tu na Zachodzie w ostatnich dekadach jako "demokrację" w propagandzie, "nauce" i "edukacji" stręczyło, ale to jest coś takiego, że jak się chce coś zniszczyć, to często świetnym pomysłem jest rozdęcie tego do monstrualnych rozmiarów, przyczepienie wszystkiego co się tylko da, tak żeby dana idea całkiem pod tym utonęła. (Nawiasem nie aż tak wiele się ostatnio o :demokracji" słyszy, ta idea odpływa w przeszłość nawet w propagandzie.)

triarius

środa, maja 19, 2021

Widzicie, głupolki...?

Przedwczoraj to chyba bylo - dowiedziałem się ci ja, iż niezawodny Twitter zablokował gościa (i chyba nawet dość na tej platformie popularnego) za stwierdzenie, że "mężczyzna nie może być w ciąży". (Po angielsku Słyszeliście o tym? I co? I nic oczywiście?)

Mógłbym o tym i wokół tego tomy napisać, epopeje, opery i symfonie - możecie wierzyć! - ale ja tylko z gorzką satysfakcją powiem: "Widzicie, kochane głupolki, dlaczego, mieliście czytać Ardreya?!"

triarius

środa, maja 05, 2021

Gorzka prawda o "Nauce"

W niemal 400 lat po śmierci Galileusza nie może być już większych wątpliwości - prawdziwą i najistotniejszą funkcją "Nauki" było i jest dostarczanie ("Naukowego") alibi dla masowego mordowania ludzi i czynienia z ludzkiej egzystencji piekła na ziemi. (A nie mówimy teraz o Technologii.) Niemal wszystko inne, przynajmniej w oczach tych, którzy mają na cokolwiek wpływ, to skutki uboczne, ewentualne drobne i nieoczekiwane korzyści i fioritury. 

(Ten cudzysłów wokół słowa "Nauka" jest tak słaby, że właściwie mogłoby go nie być. Zgoda - w Nauce dla takich jak ja są autentyczne i cenne wartości, ale to nie ma w realnym świecie, życiu społecznym i Historii najmniejszego znaczenia, bo i ja nie mam na nic wpływu. Można się w tym, ewentualnie doszukiwać kolejnego działania "Nauki" ożenionej z "Postępem i Szczęściem Ludzkości".)

triarius

sobota, kwietnia 24, 2021

Coś o Lemingu i coś o Wolności

Skoro, jak wskazuje Gugiel, jestem ach! jakże pilnie czytany w tenkraju i za granicą, to macie tu dwa bonmoty. Obie te myśli już wyrażałem, ale chyba nie na tym blogasku, a w każdym razie nie w postaci osobnych pereł literatury i intelektu. (Na co oba ach! jakże zasługują.)

* * *

Leming to nie jest kwestia deklarowanego patriotyzmu i takich spraw, tylko kwestia podatnoości na media. Widać to szczególnie wyraźnie w tych podłych czasach "pandemii". Zanim PiS dorwał się do żłobu faktycznie większość rasowych Lemingów była za Platformą, ale to dlatego, że istniały wtedy niemal tylko takie media. Cudowna TVP Kurskiego zmieniła tę sytuację i ktoś może to nawet uznać za jej wielki sukces, ale to bez sensu. Potencjał oczekującej na medialną aktywację Lemingozy "na prawicy" zawsze był ogromny i wystarczy tylko serwować odpowiednio niski poziom oraz tłuc pewne "prawdy" bez przerwy rano i wieczorem. (Szczególnie wieczorem, jak słusznie zaobserwował autentyczny mistrz w tych sprawach, niejaki Adolf H.)

*

Wolność to to, na czym Liberały nie posadziły jeszcze swego tłustego dupska i czego nie obkleiły swoją cuchnącą śiną.

triarius

P.S. Uważać na ogony!

środa, kwietnia 07, 2021

Nędza Legalizmu i Bolszewicka Rewolucja (odcinek 2)

Teraz powiem coś cholernie ważnego, co jednak na pierwszy rzut oka może się wydawać luźno tylko związane z naszym zasadniczym tematem. To jednak pozór! Związane jest to z "pandemią", ta zaś stanowi integralną, a nawet zdaje się główną, część tego finalnego szpurtu, który właśnie przeżywamy. Więcej powiem: jak się człowiek głębiej zastanowi, dostrzega, iż ten szpurt BEZ "pandemii" byłby właśnie jakoś niepełny, kulawy, pozbawiony rewolucyjnej logiki!

Można by na ten temat filozofować i historiozofować godzinami, ale na nasze tutaj potrzeby wystarczy dostrzec związek między "pandemią" i uczciwymi-jak-nigdy wyborami w Stanach, gdzie Ostatnia Nadzieja... (faktycznie głównie "Białych", ale wcale nie tylko, to nie ten podział się tu liczy, i w dodatku bynajmniej nie wszystkich "Białych") został żałośnie unicestwiony przez siły, które dopiero lepiej poznamy, kiedy się ujawnią w całej swej bolszewickiej krasie. (Po prawdzie, to określenie owo tłumaczy się mniej ideologicznie: "Wielka Biała Nadzieja", tyle że film o Jess Willardzie i Jacku Johnsonie wyświetlano jeszcze w ideologicznie topornych latach PRLu, więc tak głupawo zostało,)

Nawet i ostatnie prezydenckie wybory w III RP dalyby się nagiąć to podobnego schematu, jeśli się uwzgędni, że dzisiejsza "opozycja" u żłobu to byłby ciągły burdel, wrzaski, Jachiry i niepokój sporej jednak części tego, do szczętu faktycznie już skurwionego (z przeproszeniem tych pań!) społeczeństwa... 

Zaś PiS z Dudusiem grzecznie i w sumie skutecznie realizuje sluszną internacjonalistyczną linię, wciąż mając swoje 25% "prawych" wyznawców, tym fanatyczniejszych i dziczej zacietrzewionych (nie bez nasuwania skojarzeń z hunwejbinami czy ORMO), im koszmarniej ich ukochana waadza dewastuje Polskę i upodla Polaków.

Nie mam wątpliwości, że teraz i Lenin pragnąłby w tenkraju PiSu u żłobu, a Trocki z Rozą L. też posłużyliby się "pandemią", bo nic lepszego nawet Marks z Engelsem nie wymyślili! No to teraz to, o czym dzisiaj chciałem, a jest to (fanfary, werble, chóry starców!) autentyczna biężączka - cóż, że nieco sponad przed roku.

Otóż na dosłownie kilka dni przed pierwszym trzepotem skrzydeł nietoperza z tego tam Wuhan i, w chwilę potem, zgrzytem siekaczy okrutnego wirusa na karkach niewinnych dziewic, przypadkiem trafiłem ci ja (w 80% był to CNN, w 20% mogło być jakieś BBC czy EuroNews) na płacze w jakimś "publicystycznym" programie, że oto okazało się, iż w praktycznie każdym kraju Zachodu około 40% proli za grosz nie wierzy władzy i oficjalnym mediom... Wgryźcie się w te słowa, poczujcie zimny pot spływający po wielu plecach, drżenie pośladków, problemy ze złapaniem oddechu... Stres i przerażenie, krótko mówiąc. Tych tam naszych ukochanych medialnych autorytetów.

A były przecież wtedy także Żółte Kubraczki w słodkiej Francji, zbliżały się wybory w, mniej z pewnych punktów widzenia słodkich, ale to do odrobienia, Stanach... Bardzo pragnąłem złapać tę informację ponownie, albo jakąś pokrewną, ale nie, nie złapałem. Wygląda, że tylko raz, ktoś kto to, w naiwności swojej i wierze w pierdoły w stylu "przede wszystkim informować", puścił, nigdy już nie popracuje w tym zawodzie, o ile oczywiście jeszcze w ogóle gdzieś... Coś. Nic o tym nigdy już, a Bóg mi świadkiem, że bardzo pilnie po tym przez czas jakiś te wszystkie zachodnie postępowe programy obserwowałem.

To było to, co rzec wam ludzie chciałem, może to was niespecjalnie zainteresowało, ale dla mnie ten związek między szerzącym się zbrodniczym SCEPTYCYZMEM ("eurosceptycyzm", potworny "judeosceptycyzm", postulowany kiedyś przez Michnika - mamy tego skolko ugodno z półsetką płci i całą resztą, zresztą i "koronasceptycyzm" jest już całkiem oficjalny)...

Ów zatem związek między niewiarą w dobroczynność waadzy i autorytetów z jednej, a z drugiej strony śmiertelnym nastraszeniem połowy ludu, tak że z miłości do waadzy dałby się pokroić tępym nożem, drugiej zaś połowie ludu pokazanie, że z waadzą żartów nie ma. "Prywatnie to jeszcze obywatelu możecie przez czas jakiś sobie myśleć co chcecie, ale mandaty po 3 tys. dolarów czy 30 tys. PLN, sprawią, co sprawić mają!"

I te rzeczy. No a gdzie są dzisiaj Żółte Kubraczki? Gdzie jest Trump, Ostatnia Nadzieja...? To nowe wcielenie Lenina, jakiś Lenin v2, może już całkiem wirtualne, kto wie?... Tak to genialnie zrobiło, że każdy rząd każdego "suwerennego państwa" praktycznie musiał w to wskoczyć bez namysłu czy sprawdzenia, czy w tej gliniance jest woda, a potem z każdym tygodniem wyjście staje się coraz bardziej, coraz kosmiczniej niemożliwe. Czekamy więc teraz co będzie, bo już na pewno nie będzie tak, jak poprzednio. Nigdy! Wątpię też, żeby lepiej.

No a PiS, żeby zakończyć na błahą w sumie w tym konteście nutę, stanowi przepiękny przykład jak gładko to działa. Parę razy mówiłem, że "to od roku najgorsza władza od '56"... Ale chyba jednak nie mam racji - w stalinowskim koszmarze dano jednak Polakom to i owo odbudować, koszmar trwał zreszą 10 lat (właściwie to ponad 20), a tutaj Polskę zdewastowano w rok - od gospodarki, przez edukację, po szerzenie podziałów i Pawkomorozowizmu... Plus wszczepianie płatnym i uzbrojonym fagasom tego reżimu mentalności żydowskiej policji w getcie. (Nawiasem "reżim" to u mnie nie jest słowo wartościujące! W odróżnieniu od różnych niedouków robiących za "intelekt", ja znam francuski i znaczenie różnych zapożyczonych słów.) Kapelusze z głów, kto tam nosi! Obiektywnie to nasi uroczy Bolszewicy naprawdę potrafią przestawiać te klocki, że hej! Nie to co "prawica"!

triarius

poniedziałek, kwietnia 05, 2021

Nędza Legalizmu i Bolszewicka Rewolucja (odcinek 1)

Zabawny paradoks, jeśli się na to patrzy świeżym okiem i naiwnym, choć dla starego badacza tych spraw rzecz mało w sumie zaskakująca, że Legalizm na którym zbudowana jest Ameryka (w sensie US of A) gładko, niemal bez wstrząsów czy jednego choćby odpowiadającego tej sytuacji wystrzału, oddał ten kraj w ręce Bolszewików, czyli ludzi z założenia mających wszelką Literę Prawa w dupie i z zasady wykręcający je zawsze dokładnie tak, jak im w danej chwili pasuje. I to WŁAŚNIE przez swój patologiczny Legalizm i nic innego Ameryka stała się tak gładko i szybko łupem Bolszewików!

Ale, zanim wgryziemy się i wessamy w ten piękny temat, uporządkujmy sobie pojęcia (a może i wielkie litery i cudzysłowy)... Co ja tu rozumiem przez "Legalizm"? Nie sądzę, bym był tutaj jakoś ogromnie oryginalny, nie sprawdzałem, ale rozumiem ci ja przez to (niemal) religijne przywiązanie do litery prawa i ślepą wiarę w prawnicze rozwiązania. Co stanowi dziś chorobę Zachodu o wiele cięższą od "wirusa", a w US of A jest widoczne na każdym kroku - nawet w tym ich przedziwnym upodobaniu do rozstrząsania talmudycznych zawiłości regulaminowych futbolu czy innego baseballa.

To oczywiście dziedzictwo Oświecenia, a US of A to w mojej skromnej opinii w 70% hybryda Oświecenia właśnie i fasonów w stylu rodzinki znanej jako "The Bloody Benders" (nie żeby w innych miejscach na świecie był raj!), tyle że owa hybryda, ogromną będąc, ma naprawdę wielką dupę, więc w bąblu powietrza między jego pośladkami (Konwickim jadąc) zmieściło się całkiem sporo wolności, swego rodzaju normalności, fajnej muzyki itd.

Dlaczego "Bolszewizm", a nie np. "Trockizm", "Komunizm", czy prostu "Lewactwo"? OK, Trockizm jest tu bardzo istotny i robił swoje przez dziesięciolecia - na uniwersytetach, wśród biurokratów i ideologów... Tutaj mówimy jednak już wprost o przejęciu władzy, o zdobyciu władzy totalitarnej, a do tego - w odróżnieniu od takiego np. Faszyzmu, który mniej lub bardziej udolnie, mniej lub bardziej uczciwie nawet, próbował użyć totalitaryzmu do odtworzenia tego, co nienasiąknięci jeszcze taką czy inną komunizującą ideologią ludzie mogli uważać za "normalność" - totalnej władzy z założenia planującej totalną zmianę całej udzkiej natury po prostu, totalne rozpirzenie wszystkiego, co jest, co istniało dotąd...

I sobie na tych ruinach radosne (z początku) budowanie czegoś, jak Bóg da, lepszego, a jak nie wyjdzie radosne, czy jeśli nawet nic się nie zbuduje, no to ch..j! Nie będzie jak było, "my" mamy władzę, i to ile! A prole, albo się przystosują i będą śpiewać, albo "zgodnie z Zasadami Ewolucji" potulnie wyginą. To co zostanie będzie, dla właściwie zaprogramowanych oczywiście, bo wszystkich innych Nauka dawno już skazała na wyginięcie, Rajem W Końcu Przez Ludzkość Dzięki Nauce i Świadomej Tajemnic Materii Władzy Osiągniętym, Ach! (Chóry Starców Zawodzą.) Cynicy oddelegowani do pilnowania poszczególnych trybików Systemu w prywatnych (?) rozmowach będą to może nazywać "propagandą" i "batem", ale to się nie liczy, choćby dlatego, że prywatne, więc też dawno przez Naukę skazane i wkrótce zniknie!

"Do mnie Dzieci Wdowy!" Sorry, chciałem rzec: "Naprzód Globalne Ludzkie Mrówki, i żeby mi było ze śpiewem na ustach, bo jak zobaczę, że któryś nie przezwyciężył gnębiącej do niedawna Ludzkość Alienacji, to inaczej pogadamy!"

Powyższe było o Bolszewiźmie, czyli o tym, z czym ostatnio mamy w ogromnym nasileniu do czynienia. Bolszewizm ma, krótko mówiąc, realność wizji przyszłego Raju tam, gdzie my wszyscy możemy Pana Majstra, a Trockizm to jednak dopiero wstępne dążenie do tego, wiara w takie sprawy, i pierdoły dla jajogłowych, nie zaś explicite kula w łeb i realne, brutalne działanie. Dlatego tak silnie je rozróżniam, choć to w sumie dwie strony tej samej wszawej monety. W Bolszewiźmie na pierwszym planie nie jest już taka czy inna, w miarę konkretna, ideologia - tylko zamiar rozpieprzenia WSZYSTKIEGO. Z powyżej naszkicowanymi konsekwencjami w zamiarach, ale to jeszcze nie ten etap, więc w sumie abstrakcja i zajmowanie się tym na serio to by było odwracanie uwagi od konkretów. Dla Bolszewika znaczy. (Tu się kłania omawiana kiedyś książka p. Curzio Malaparte pod dziwaczny polskim tytułe "Legenda Lenina".)

Zajmowanie się w tej chwili na serio przyszłością po zdobyciu totalnej władzy, to będzie "Lewicowe Odchylenie" i karygodne marnotrawienie Rewolucyjnych Sił. No, chyba że mówimy o propagandzie przeznaczonej dla różowych jajogłowców, oczywiście. I może też dla co głupszych oglądaczy seriali, wtedy w rozwodnionej postaci. Kiedyś "atom", teraz "klimat", ostatnio "rasa"... Oraz: "Płeć nie ma nic wspólnego z biologią, więc jeśli ktoś ci ogranicza jak często możesz sobie spośród dostępnych 53 wybierać, co ci akurat pasuje, to jest faszystą, a my takich będziemy... a teraz Odę do radości proszę, podaję ton: Aaaa!" Idioci to, o dziwo, łykają, ale też od czego są idiotami.

(Tak Mądrasiński - Bolszewizm mógłby być także nazwany "Leninizmem", tak jak np. Nazizm jest nazywany "Hitleryzmem", Tyle że to by tylko zaciemniało, bo po co mamy analizować głębie jaźni Włodzimierza Ilicza, zamiast widocznych gołym okiem historycznych faktów?)

Teraz może jeszcze dlaczego wszystkie te wielkie litery. To nie przez szacunek bynajmniej! A może tego to już nie warto wyjaśniać, bo każdy Tygrysiczny adept dawno to pojął. Rozważymy to w duszy swojej, bo mamy masę o wiele ważniejszych i bardziej odkrywczych rzeczy do napisania. No bo przecież mamy tu też i "Prawo", a to piekielnie zawiła kwestia i będzie do wyjaśniania co niemiara. Ale jednak tak czy tak to już następnym razem, Deo i różnym takim volente. Mam niepłonną, że powrócisz tu, P.T. Hipotetyczny Czytelniku, sprawdzić, czy coś się genialnego napisało. Umowa stoi?

triarius

sobota, kwietnia 03, 2021

Szury, foliarze, płaskoziemcy... czyli Co śpiewa w duszy hunwejbina?

Zadedykowane jednej takiej Marysi B., która ponoć kocha moje historyjki, szczególnie jeśli są "etniczne", a jak się da, to także jej Rodzinie, która też... I więcej. (Choć może na Rodzinę trochę za "mięsiste", tyle że Pisarz stylu nie wybiera, bo to Muza za niego przecie pisze... Ach!)

* * *

Rapaport wkurwił się na... Nazwijmy tego gościa na przykład... "Simo..." Nie - nie nada! "Horb..." Też nie. Niech będzie zatem... "Słowaker". Może być? Wkurwił się, bo ten S... łowaker mu, powiedzmy, uwodzi żonę, a już wcześniej dwie córki Rapaporta przyprawił o... Te rzeczy. Co zatem robi nasz dzielny mąż i ojciec? Rapaport znaczy? Pomyśli dłuższą chwilę aż i wymyśli.

Oto namówi ci on kilku uliczników, żeby biegali za Słowakerem i obrzucali go wyzwiskami. Genialne! Można by tym ulicznikom zapłacić, ale oczywiście lepiej by było za darmo. Tylko jak to zrobić? Albo przynajmniej niedrogo. Rapaport jest oszczędny, a zresztą forsy akurat pilnie potrzebuje. Żonie trzeba kupić futro z lisów, może to odwróci jej uwagę od seksapilu Hor... Nie, "Słowaker" go nazwaliśmy i tak niech zostanie! No i przede wszystkim te córki, z każdym dniem jakby trochę bardziej okrągłe w talii...

Rapaport to jednak mądry gość, poszedł więc do rabina i mówi: 

- Słuchaj rebe, jest tak a tak... Aj waj, po prostu! Ale poradziłeś Szwajcangowi z tą kozą, to poradź i mnie!

- "Dobrze!", odpowiada rebe, tylko potem pamiętaj, jak będzie trzeba dach do synagogi, albo jak będę moją Tzipę za mąż wydawał!"

"Oczywiście rebe, rozumiem co do mnie rozmawiasz." I tak toczyła się jeszcze czas jakiś ta grzecznościowa konwersacja o tym i owym, aż gospodarz przechodzi w końcu do meritum:

- Widzisz Rapaport, jeśli ty każesz tym twoim ulicznikom biegać za Simo... Chciałem powiedzieć Słowakerem... I wymyślać mu od "cudzołóżców", czy od, powiedzmy, "gwałcących Boskie przykazania cyników", czy nawet od "brzuchacących niewinne panienki skur...ów", to ulicznikom się to bardzo szybko znudzi, a ty będziesz musiał podnieść im płacę (aj waj!)... Zresztą nie będą tego robić z przekonaniem, będą się (excusez le mot) opieprzać, będziesz ich musiał pilnować, a w ogóle to (turpe dictu) do dupy z taką robotą! Tak?

- "Zgadzam się, rebe!" Rapaport na to, "tego właśnie w duszy swojej, nie-całkiem-świadomie wprawdzie, raczej jako mgliste przeczucie w jaźni mojej świtało, a tyś w mądrości swojej, ach...! Czy jest jednak jakieś rozwiązanie, o rebe?!"

- Jest, słuchaj Rapaport i nie przerywaj! Komplementy mnie już nie ruszają, bo piszą o mnie w encyklopediach, że jestem genialny, i na blogach, to wiem! Zrobisz tak: co dwa tygodnie będziesz tym ulicznikom dawał jakieś nowe fantazyjne obelgi do pilnego wykorzystywania, zamiast takich banalnych, które ich od razu znudzą, a i Si... Słowaker do nich zaraz przywyknie. W tym co wymyślisz nie może być sensu, logiki, czy cienia choćby wdzięku... Rozumiesz, co do ciebie rozmawiam?

- Chyba coś zaczynam rozumieć.

- No więc, żadne tam "cudzołóżca", czy choćby "głupi ch..j"! To banał i spłynie po tym, pardon my French, skurwielu, jak woda po wodnym ptactwie. Dawaj im (masz komórkę? najlepiej esemesami, ale chyba tego jeszcze nie wynaleźli, bo mamy dopiero koniec XIX wieku, szkoda!) wymysły fantazyjne, bez sensu, za to dające wymyślającym dziecinną radość z wymyślania, a naiwnych słuchaczy angażujące do zastanawiania się, jaki w tym może być sens, "bo przecież jakiś być musi"... (A ty i ja wiemy, że to bujda, i robi się tym weselej!)

- Jakie na przykład wymysły, rebe?

- A powiedzmy, pierwsze z brzegu... Co powiesz na "krumpelumpiec"? Albo "gojoraz". Albo... "maczupik"? Coś tam dalej do tego ostatniego dodasz, żeby było dłuższe i fajniejsze.

- To ja też spróbuję! Może być na przykład... "Szur"?

- Niezłe, niezłe. Choć krótkie. Jędrne. Słowotwór jak się patrzy!

- A "foliarz"? Całkiem bez sensu, ale chyba właśnie o to tutaj...?

- Brawo mój synu! Własnie zaoszczędziłeś sobie dwadzieścia kopiejek tygodniowo! (Tylko pamiętaj o dachu i ślubie mojej córki. To już za tydzień!) Im idiotyczniejsze, tym lepsze, bo w końcu to dla idiotów, pętających się po ulicy i dla zabawy obrażających lepszych od siebie. Jeszcze spróbuj!

- Rebe jest dla mnie zbyt uprzejmy, ale w takim razie jeszcze spróbuję, bo chyba mam wenę... "Płaskoziemca"?

- To trochę inna kategoria, bo niby cośtam mgliście znaczy, choć tutaj bez większego sensu, ogólnikowo, o wszystkim i o niczym, ale też... No, widzę, że masz talent, chyba cię zrobię moim rzecznikiem prasowym, a jak już wynajdą esemesy, to będziesz za forsę nimi tresował lemingi. I hunwejbinów.

- Co to hun... bin? I dlaczego akurat lemingi, a nie na przykład piżmowoły?

- Ty się mnie Rapaport o takie rzeczy nie pytaj, bo to nie jest na twoją Rapaport głowę! Ty się ciesz, Rapaport, że ci dałem rozwiązanie! A o  lemingach to sobie może pogadamy innym razem, jak już córkę wydam i dach naprawię. Na razie to by było wszystko na dziś, wracaj do domu Rapaport, siądź, weź kajecik i zacznij wymyślać te wszystkie "szury" i co tam jeszcze! Opłaci się nam obu, a Słowaker sobie popamięta. Nigdy nie dał ani grosza, skur...!

triarius

P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo. I uważać na ogony!

niedziela, marca 28, 2021

Czy to nie przepiękna...?

... metafora? Taki obrazek znalazłem ci ja przed chwilą na Fejzbuku. To by przecie mogło być na obwolucie taniego wydania trzeciego tomu Magnum Opus Spenglera, w zastępstwie Spenglera przyrządzonego przez Pana T.!

Schyłek und Upadek Zachodu



triarius

P.S. Jaynes, o którym tu było ostatnio, jako esej i zapładnianie myślami jest genialny, fakt, ale na tekst kanoniczny Tygrysizmu Stosowanego jednak się nie nadaje. Trochę ochłonąłem z pierwszego wrażenia i zaczynam dostrzegać luki i nieuniknione wątpliwości, tu bym złagodził, tu się zastanowił... Ale czy to nie jest dokładnie to, czym powinien być esej? (Lub, jak by może to określił jeden taki, "Baśń niczym kudłaty leśny stwór"?)

poniedziałek, marca 15, 2021

Tygrysiście może właśnie najtrudniej...

... będzie uwierzyć, że tak późno, jak w roku 1976, przy całej tej ohydzie i powszechnym zidioceniu (jednak nie takim by far, jak w 2000, jak początkowo myślałem, czy turpe dictu teraz), mogła pojawić się nowa, absolutnie genialna książka - a mówię o poziomie Magnum Opus Oswalda Spenglera i pracowicie zamilczanych czterech esejach Roberta Ardreya... Jednak to niewiarygodne okazuje się faktem. (Nawiasem, książka, o której mówię jest bez porównania łatwiejsza do zrozumienia, niż Spengler, choć w b. subtelny sposób implicite zdaje się pięknie potwierdzać pewne Spenglera intuicje, np. te na temat powstania języka i konstrukcji naszej psychiki. Ardreya zresztą też, kiedy np. czytamy jak wiele potrafi dokonać psychika całkiem bez udziału świadomości.)

Kończę (ci ja) właśnie czytać coś absolutnie rewelacyjnego, i o tym właśnie mówię...Coś, choć nie chciałbym budować pomników za życia ich... Niech będzie "pierwowzorów", chyba się rozumiemy... (A tym mniej nazywać ich imionami lotniska. Jednak nie ma problemu - gość zmarł był, jak właśnie przeczytałem, w '97, i to jego jedyna książka.) To jednak to dzieło kwalifikuje się do kanonu Tygrysizmu, obok Panów S. i A.!

O jakiej książce mówię? Tytuł "The Origin of Consciousness in the Breakdown of the Bicameral Mind", autor Julian Jaynes. (Nawiasem, polecił mi to ktoś w jednym dawnym komęcie, który ostatnio wygrzebałem, za co pragnę mu wylewnie podziękować i niech się zgłosi po żółty pas.) W dodatku ten autor wydaje się być całkowicie, choć bez nachalstwa, "nasz", w odróżnieniu od różnych takich, co to najpierw w odruchu intelektualnej przyzwoitości coś tygrysicznego napiszą, a potem przez resztę życia naprawiają swą winę całując Molocha w dupę.

Bicameral Mind

Tajemnica się wydała, więc oto macie stosowny obrazek. Oczywiście książka jest po angielsku (jak spuszczanie wody i wiązanie butów, moje ludki!), zaproponowałem zresztą wydawnictwu, że ją przetłumaczę, z czego oczywiście nic nie wyniknie... W każdym razie nigdy bym nie uwierzył, iż w tych podłych, schyłkowych czasach można jeszcze napisać coś tak przełomowego!

No to jeszcze na zakończenie linek - nie do książki, ale wrzucicie sobie w wewnętrzną wyszukiwałkę i wyskoczy - tylko do https://www.scribd.com/g/cir13, gdzie można ją, nawet za darmo, przeczytać. No to właśnie był linek. No to całkiem już na zakończenie, dowcip... Nasza książka to "National Book Award FINALIST"! Czyli nie wygrała! Cholernie jestem jednak ciekaw tego, co ją w tym konkursie pokonało!

triarius

P.S. 1 Jak się okazuje Jaynes jest naprawdę kultowy, oczywiście nie jak jakaś Lady Gaga, ale jest. Jakim cudem gość mi dotąd umykał?!

P.S. 2 A teraz wychodzimy pojedynczo i galopem, w taki czy inny sposób, dorywamy omawianą książkę (Uważać na ogony!)