czwartek, stycznia 21, 2016

No dobra - podwiążmyż zatem te zaległe ogony... (1)

Introductio

Bez problemu rozumiem ludzi, których wnerwia moje częste przypominanie, dlaczego na tym blogasie jest tyle figlasów, językowych akrobacji, dlaczego połowa tekstu przeważnie w nawiasach...

I z czego bierze się ta masa zaplątanych i porzuconych wątków - niczym luźno wiszące ogony, których nikt nie raczył litościwie podwiązać, czy choćby ozdobić kokardką. Zgoda - te moje tłumaczenia mogą być nudne, i w porywach mogę się nawet komuś kojarzyć z (niezwykle elokwentną) gwiazdą baletu.

Tym niemniej takie zjawiska tutaj występują, i to obficie, ja sobie z ich istnienia w pełni zdaję sprawę, w pewnym stopniu mnie to nawet lekko męczy, a powody tych zjawisk istnienia są, jakby nie było, istotne. (Teraz Amalryk zamyka oczy, a my wymieniamy... Nie, tym razem wam daruję.)

W każdym razie wymyśliłem sobie, że napiszę wpisa, w którym powiem, o co mi chodziło w paru moich poprzednich kawałkach - zanim, swoim zwyczajem, albo zacząłem się literacko zabawiać, albo też po prostu dany temat zostawiłem i sobie poszedłem. No więc dziś, choć z opóźnieniem, zawiązujemy ogony trzem moim wcześniejszym kawałkom, o których upośledzeniu pamiętam.

* * * * *

Wąsy i podkoszulki

To już było ze dwa lata temu, panował nam wtedy Bronisław Nieszczególny, pieszczotliwie zwany Bulem, a główna myśl tego tekstu - zanim zaczęliśmy naśladować japońską klasykę literacką sprzed tysiąclecia - była b. prosta.

Chciałem rzec, że moim skromnym jedną z głównych funkcji Bula jest kompromitowanie Polaków i Polski za granicą. B. prosta myśl i tyle tego tam miało być. (A było to jeszcze sporo przed "szogunem" i skakaniem po krzesłach!)

Miałem to uzupełnić stwierdzeniem, że w przypadku tamtych dwóch poprzednich Bolków (tego oryginalnego i tego z golenią), kompromitowaie też było robione, ale raczej jako miły bonus, niż sama istota sprawy. Inaczej z Bulem.

Oczywiście Bul, z punktu widzenia swoich mocodawców, miał też parę innych zalet - jak to przyprawianie patriotów i ludzi obdarzonych jakimś gustem o wrzody żołądka czy zawały - jednak kompromitowanie za granicą wydaje mi się jego najmocniejszą stroną. (Tamto drugie było jednak wcześniej GŁÓWNYM właśnie zadaniem Urbana.)

* * *

O patyczkach i płatkach śniadaniowych

Tu już tak prosto nie będzie. Faktem jest, że zanim uwiodła mnie wizja oszalałego wieprza udającego szczerozłote Pędolino, oraz zachwyconych tym widokiem korwiniątek, kurczowo ściskających w łapkach swe zwiędłe fujarki, podczas gdy gąsek nikt nie pilnuje, miałem do napisania sporo całkiem głębokich myśli - tylko teraz, gdybym je chciał tu wszystkie należycie przedstawić, miałbym nowy tekst, i to całkiem długi...

Jednak spróbujmy zasygnalizować te myśli, a może kiedyś jeszcze je sobie porozwijamy. Więc do napisania natchnęła mnie (ach!) jakaś taka gadka na zachodniej telewizji, że oto w USA przypada nieprawdopodobna ilość więźniów na głowę, i że ci więźniowie wywodzą się w dziwine ogromnym procencie z paru konkretnych mniejszości. Co akurat jest absolutną prawdą.

I tak przyszło mi zaraz do głowy, że przyczyna może być taka - m.in. taka, bo oczywiście nie ma tu jednej przyczyny - że masa ludzi po prostu nie wytrzymuje tej liberalnej "wolności wyboru" - tych siedmiuset rodzajów płatków śniadaniowych w jednym markecie...

I absolutnie żadnych jednoznacznych, łatwych do pojęcia, kryteriów, sugerujący który z nich wybrać... I że dla takich ludzie proste, zgrzebne życie w pierdlu może być, mimo wszystko, znośniejsze. Bardziej zgodne z tym, do czego nas Mama Natura przystosowała.  

No a jeszcze zanim trafią do piedla, ci ludzie też nieprzesadnie entuzjastycznie reagują na syreni śpiew liberalizmu i jego słodkie obietnice ziemskiego zbawienia za cenę zapier... pieprzania jak dziki osioł w otępiającej robocie, autokastracji i zaciskania pośladków 24/7.

Ta myśl musi być dla większości ludzi w liberaliźmie wychowanych i w nim na codzień żyjących szokująca, heretycka, obrazoburcza... Listę epitetów móżna by dowolnie wydłużać... A jednak sądzę, że naprawdę coś w tym jest i prosiłbym o poświęcenie temu, bez uprzedzeń, chwili głębokiego zastanowienia.

To, że Murzyni, Latynosi, imigranci, i te biedne resztki, które pozostały z pólnocno-amerykańskich Indian, wiodą prym wśród więźniów, dalej tę moją hipotezę potwierdza. Ardreyem jadąc (a w każdym razie naszą własną, tygrysiczną pracą na bazie i w duchu Ardreyizmu): my, czyli biała ludność pochodząca z Europy, szczególnie północnej, przez setki albo i tysiące lat przystosowaliśmy się do zapieprzania po korporacjach, wstawania na budzik i cieszenia się, że mamy taką cudowną wolność - w postaci milionów gatunków płatków śniadaniowych właśnie.

Podczas gdy różne inne osobiste wolności, takie, które żywo przemawiają do tych "bardziej pierwotnych" ludzi - dla nas nie tylko stanowią już jałową abstrakcję, ale także, w wyniku setek lat ewolucyjnego wychowania, religii itd., sama o nich myśl stanowi już dla nas anatemę.

Azjaci zresztą, których społeczeństwa w znacznej mierze wyewoluowały na ryżowych poletkach, mają to samo, albo nawet znacznie mocniejsze. I to widać - zarówno po korporacjach, jak i po pierdlach (gdzie ich. Azjatów znaczy, w USA mało).

My - białasy i ci "żółci" - pomyślimy o czymś takim kontrowersyjnym, jakimś nie-takim rodzaju wolności, to potem przez trzy noce nie możemy spać, moczymy się w nocy, jąkamy się na odprawach pracowniczych, czy w szkole przed tablicą... Itd. Więc szybko przestajemy.

Takie to były te moje myśli i (sorry Amalryk!) książkę bym chyba mógł napisać rozwijajac ten temat, ale na razie to tyle. Jednak mi galopujące wieprze, Pędolino i korwinięta nie dali skończyć. Acha, byłbym zapomniał - tytułowe "patyczki" to te, z których jest skonstruowany liberalny model człowieka.

Ten model, którym się oni od zawsze posługują i do którego nas pracowicie upodabniają. Taki człowiek z patyczków -  w odróżnieniu od ardreyiczno-tygrysicznego (o Spenglerze nie zapominając) człowieka, będącego jednak ŹWIERZĘCIEM... Może i obdarzonym nieśmiertelną duszą, na pewno nie jakąś nutrią czy stułbią będący, ale jednak, w ziemskim, materialnym wymiarze, jak najbadziej b. specyficznym gatunkiem ssaka...

Więc taki patyczkowy liberalny stworek po prostu UWIELBIA mieć "wolność wyboru", polegającą właśnie na tym, że dadzą mu przed nos miliony rodzajów płatków śniadaniowych, a on będzie z nich "w nieskrępowany sposób" wybierał. Żadna autentyczna biologiczna istota jednak takich sytuacji nie lubi, i to mówiąc b. oględnie.

Bardzo poważne marketingowe badania w tej sprawie - a są tu zaangażowane MILIARDY dolarów, więc, co by o tym poza tym sądzić, to nie są werdykty w rodzaju tych, czy homo jest po prostu zdrowe, czy też właśnie najzdrowsze ze wszystkich.

Nie, ludkowie rostomili! - to zawsze hiper-profesjonalna robota, choćby przeważnie cele i rezultaty wydawałyby się nam trywialne! No i te rezultaty mówią właśnie dokładnie co innego, niż leberały za pomocą swoich patyczków chcą nam wmówić.

Mianowicie to, że setki rodzajów dostępnych płatków budzą wprawdzie zainteresowanie, a nawet (jeśli to miliardy) sensację, ale mało kto wtedy cokolwiek kupuje! (Wiecie o tym, czciciele "wolnego rynku" out there?) No więc o to w sumie tam chodziło i teraz wreszcie mamy to odklepane.

(A tak całkiem na marginesie, to wymyśliłem sobie kiedyś opowiadanie o takim hiper-liberalnym świecie, gdzie gość przed odkręcniem kranu w swoim mieszkanku sprawdza aktualną cenę wody od każdego dostawcy, oraz dowiaduje się u którego z nich ostatnio wykryto w tej wodzie cjanek, a u którego pałeczki tyfusu.)

* * *

Mieliśmy jeszcze wrzucić na warsztat b. niedawny mój kawałek pod tytułem Król Lew a sprawa polska, ale tam też jest sporo do opowiadania, więc, zgodnie z ustaloną tu od wieków tradycją, zostawimy to sobie na jakiś inny raz.

Być może nawet do tego czasu przypomnimy sobie o jakichś innych luźnych i dopraszających się o dokończenie ogonach. Albo ktoś nam przypomni i podsunie, gdzie kokardki na ogonie jeszcze brakuje, a byłoby z nią fajnie. Tak?

c.d. być może jeszcze n. (któż może to wiedzieć?)

triarius

wtorek, stycznia 19, 2016

Premier Szydło niestety rozminęła się z prawdą

Rzuciłem przed chwilą okiem na tę brukselską hecę, którą z jakiegoś powodu (nie wykluczam, że to MA sens, choć nie jest to pewne) pokazuje TV Trwam. No i muszę z wielkim żalem stwierdzić, że Premier Szydło zdecydowanie rozminęła się z prawdą. Polska NIE JEST bowiem, jak stwierdziła, "suwerennym", "silnym" krajem! 

Nie jest także - wciąż jeszcze, bo dwa miesiące na to absolutnie nie wystarczą - krajem "demokratycznym". (Zresztą cóż w tych podłych czasach i do tego w Unii Europejskiej oznacza słowo "demokracja"? To co akurat dostaną prikaz głosić najemne "autorytety"? A niech se głoszą!) Tak że, nawet jeśli nam demokracja miałaby leżeć na sercu, to i tak - albo Polska kiedyś może będzie demokratyczna, albo też będzie "spełniać europejskie standardy" itp. Tertium non datur.

Zgadzam się jednak, że Polska - w swej najgłębszej istocie - jest krajem "europejskim". Co więcej - o wiele bardziej "europejskim", niż Unia "Europejska". To zgoda, tyle, że na razie to tutaj to w ogóle nie bardzo jest "Polska".


Na razie Polska, czy raczej to co z niej zostało, czyli "tenkraj", jest ponurym bantustanem dręczącym swoich nieszczęsnych mieszkańców i wysyłającym ich milionami na poniewierkę. Jest krajem, w którym indywidua, które w mniej parszywych okolicznościach ozdabiałyby sobą publiczne szubienice, a co najmniej pręgierze, robią za "autorytety moralne" i opływają w dostatek.

Gdzie sterowana zza granicy i na zagraniczną interwencję licząca opozycja wypada marnie nawet na tle tej pierwszej, oryginalnej Targowicy. Obecna władza chce to zmienić i chwała jej za to, ale też na razie wiele zmienić nie mogła. Co każdy zdrowy na umyśle chyba bez trudu rozumie. I nie jest to winą, a w każdym razie etycznym występkiem, Pani Premier, że rozminęła się tu z prawdą o lata świetlne.

Ona albo naprawdę uważa, że Polska jest super, nawet dzisiaj - tylko są jakieś drobne zawirowania i paru brzydkich ludzi nam ów przepiękny obraz szpeci... Albo może wie, że to bzruda, ale z jej punktu widzenia powiedziała słusznie, bo to się nazywa "dyplomacja" i bez tego w polityce nijak... Dla mnie słyszeć to było naprawdę przykre, ale do samej Pani Premier pretensji mieć nie mogę. Co innego do targowicy, piątej kolumny, Platformy "Obywatelskiej" i reszty tych, mentalnych i faktycznych, uboli.

W sumie zdaję sobie sprawę, że Prawo i Sprawiedliwość to partia b. łagodnie, co najwyżej, "eurosceptyczna" i tak z przekonania demokratyczna, że może mieć ogromne problemy z obecną targowicą, piątymi kolumnami i wszelkiego typu bratnią pomocą zza granicy. Wszystkie te siły wydają się jednak być zbyt głupie, żeby to zrozumieć.

I zbyt głupie, żeby zrozumieć, że jeśli udałoby im się zwalczyć PiS, to czeka ich przeprawa z takimi, którzy co do Unii nigdy nie mieli cienia złudzeń (choć przyznam, że Unia moje własne czarne przewidywania realizuje jednak z nadwyżką), i dla których młodzieńczą lekturą były "Dzieci Alkazaru".

Tak więc, żeby kiedyś nie było płaczu, kiedy na tych wszystkich światłych obrońców (przez siebie samych do woli definiowanej) "demokracji", oprócz islamistów z nożami w zębach, zwalą się także inne poważne i cholernie przykre problemy. Nie liczę na zrozumienie, bo lewacki umysł to już właściwie nie umysł, tylko jakiś całkiem nowy dziwny twór, ale żeby nie było, że nikt nie ostrzegł.


triarius


P.S. Tytuł jest mocny i naprawdę przykry, ale ma ten wdzięk, że może zwabi jakiegoś leminga i przeczyta to ktoś spoza naszego kręgu. Recepta jest oczywiście w sumie Hitchcocka.

niedziela, stycznia 17, 2016

Zapomniana mniejszość seksualna

Spółdzielcza siedmiokolorowa flaga powiewa dziś dumnie - może jeszcze nie nad "całym światem i połową Ameryki", ale na pewno nad całą Ameryką (w sensie US of A) i całą Europą - zaś przedstawiciele różnych fascynujących "orientacji" obrzucają zwykłych hetero-proli pogardliwym spojrzeniem, zamiast dawnych druków L-4 i żółtych papierów, machając im teraz przed nosem certyfikatami zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności.

Co więcej, w przedpokoju wieszają już kuse paletka i zaraz wkroczą na salony nekrofile-pedofile, kazirodcy-zoofile i transseksualni kanibale. Po schodach raźno wspina się już jeden czy drugi miłośnik sklonowanych krzyżówek domowej świni i kreta-albinosa, z przemyślnie wszczepionym czytnikiem linii papilarnych, napędzanym transoceanicznym kablem wiodącym od pola ogniw słonecznych gdzieś w Patagonii.

Z kilkoma "orientacjami" jest jeszcze nieco problemów. Jak to ze "zwykłymi" pedofilami. Dawno byliby już awangardą ludzkości, gdyby nie dwa paskudnie komplikujące sprawę czynniki. Raz, że dla części establiszmętu, tej o bardziej ubeckich genach i upodobaniach, wciąż złapanie konkurenta do stołka czy słodkich pierniczków, na pedofilii, mniej lub bardziej autentycznej, to super gratka. Dwa, że, ponieważ oficjalnie wciąż jeszcze mamy "demokrację" i "prawa człowieka", prolom mogłoby się zacząć wydawać, że i oni mają korzystać, a nie tylko dostarczać materiału.

Specjalna też jest sytuacja z poligamią, bo, choć stanowi marzenie i poniekąd cel życia każdego w miarę autentycznego mężczyzny (czyli źle!), to tak czy tak zostanie wkrótce wprowadzona - tyle że nie z inicjatywy tych samych postępowych sił, co reszta, no i nie całkiem ci sami będą się nią cieszyć. Więc to sobie ewentualnie przedyskutujemy jakimś innym razem. Ogólnie jednak na froncie mniejszości jest super, a będzie jeszcze lepiej!

Zgoda, istnieje jednak pewne "ale" - pewna malutka skaza, psująca cały ten prześliczny obraz... Powiem brutalnie: o jednej seksualnej mniejszości całkiem się zapomina! Co?! Jak to możliwe?! A jednak, moi drodzy, a jednak... Jaka to miałaby być mniejszość?! Ci, którzy na samą myśl o Unii Europejskiej dostają drgawek. To by miała być mniejszość?! A co - większość? Być może, jeśli nie teraz, to wkrótce, ale na razie nie mamy danych, żeby twierdzić, że to większość, więc mówmy o mniejszości. Bo ta istnieje na pewno.

Ale ta "mniejszość", gdyby nawet istniała, nie jest w żadnym sensie "seksualna"! Nie ma więc prawa do traktowania takiego, jak wszystkie te słodkie... Jak kanibale-pedofile spod znaku cordon bleu... Czy, powiedzmy, zwolennicy, powiedzmy, miłości (miłość zawsze jest piękna!) ze zwłokami własnego dziadka, który wcześniej był babcią, a jeszcze wcześniej... Ech, co za piękne wizje, a ty mi tu o jakichś zacofanych moherach, które by po prostu należało...

Jak to nie ma z seksem nic wspólnego? A jeśli taki ktoś się, powiedzmy, nigdy nie może... excusez le mot, pieprzyć, bo jak tylko poczuje wolę Bożą, to mu się w wyobraźni jawi facet z naprawdę paskudną mordą, wymachujący do tego unijną flagą - tą niebieską, z tymi...? (O Jezu, ratuj!)

Jak to nie ma, skoro, kiedy słodkie stworzonko w jego ramionach szepcze mu do ucha rzeczy w stylu: "uwielbiam cię, kiedy tam tak... właśnie... tak delikatnie... tak robisz, ach!", to on zamiast tkliwego szeptu słyszy jerychońskie trąby, rzężące "Odę do radości", z towarzyszeniem piętnastu tysięcy dzieci wszystkich możliwych płci (a jest ich z każdym rokiem więcej!) i kolorów, a wszystkie w błękitnych kapotkach z tymi tam... (Nie, nie mogę!)

Kiedy zaś ukochana, wzruszona jego wcześniejszą intuicją i poczuwająca się do rewanżu, proponuje mu, że podejmie wysiłek, żeby go doprowadzić do jeszcze większej ekstazy niż kiedykolwiek dotąd, i w tym celu proponuje mu... Ach, jakimż słodkim i zakochanym głosem! I nawet sama, bez żadnych nacisków czy sugestii, ma zamiar przekonać do tego tę swoją śliczną, i wciąż niewinną, kuzyneczkę...

To gość propozycji nie słyszy, bo w uszy świdruje go coś jak pisk ćwierć miliona myszy, połapanych (bez dyskryminacji) po piwnicach, pizzeriach i uprawnych polach, a następnie wrzuconych do ogromnej wanny i sadystycznie podgrzewanych na wolnym ogniu. I co mu z tego, że nawet wie, na racjonalny rozum, iż to nie są żadne myszy, tylko po prostu unijni komisarze i europarlamentarzyści z partii Zielonych, radzący nad sposobami dalszego uszczęśliwiania Ludzkości i budową Ziemskiego Raju?

Jego życie seksualne tak czy tak zostało zrujnowane - nie dość że nie usłyszy czarującej propozycji, nie dość że jej nie zrealizuje - to jeszcze został impotentem na kilka tygodni co najmniej, a do tego czasu znowu coś związanego z Unią - jakaś wizja, jakaś informacja, jakiś prominent ze swym nawiedzonym przemówieniem - porazi ten jego biedny mózg i całą resztę...

Ale nie demonizujmy i nie wpadajmy w jakieś sprośne błędy! To nie jest tak, że on ma ten swój umysł nie taki, albo że mu ten tam... Mówimy o facetach, choć u kobiet bywa podobnie, choć oczywiście całkiej inaczej... Analogicznie znaczy. Też to potrafią mieć. No więc mu coś nie funkcjonuje jak należy. Albo orgazm na słodko nie chce nadejść, choć powinien. (To akurat dla obu płci, albo nawet dla wszystkich dotąd rozpoznanych, ale nie znam się.)

To jest po prostu, powiedzmy to sobie otwarcie - kolejna MNIEJSZOŚĆ! W dodatku mniejszość SEKSUALNA! Mniejszość, która nie różni się niczym (z punktu widzenia Praw Człowieka i Europejskich Wartości) od innych seksualnych mniejszości. Prosiłbym wyciągnąć z tego należyte wnioski, wprowadzić w życie należne procedury, zadbać, zainspirować, przypilnować... I żeby mi to było szybko!

Z całym należytym szacunkiem i całą miłością, na jaką P.T. Odbiorca zasługuje

triarius

P.S. Swoją drogą, chyba mnie cichcem zablokowali jako blogera na szalomie, bo, choć niby tam mogę się logować, to kiedy chciałem coś po półtora roku wkleić, a konkretnie powyższe arcydzieło, to się okazało, że nie da rady.  

sobota, stycznia 16, 2016

Nie wiem czy to wprost Merkela robi, ale...

... chyba gdzieś tam zostałem doceniony, bo od jakiegoś czasu mam koszmarne połączenie, choć mój dostawca jest b. znany i płacę za to masę forsy, a w tych ostatnich dniach, od kiedy stałem się taki sławny (hłe hłe!), a atak na Polskę idzie już bez owijania w bawełnę, to już w ogóle tragedia.

Tak że w razie czego wiecie - młodszy braciszek tego drugiego, bardziej znanego, czyli Weekendowy Psuj Internetowy, działa, i to akurat jakby w tę stronę.

Co, o ile to prawda, oczywiście mnie, skromnemu niszowemu blogerowi, ogromnie pochlebia. I tak się przejąłem, że jeśli mi się połączenie szybko nie poprawi, to nikt inny - tylko UNIA BĘDZIE WINNA. Chcecie wojny propagandowej, to ją macie!

triarius

Największa zbrodnia PIS

Tak się od paru dni zastanawiam, czy aby największą ze wszystkich tych potwornych zbrodni Prawa i Sprawiedliwości, o których tyle - oczywiście w oczach i w gębach tej @#$%^ bandy (z przeproszeniem kurw), która nas dręczy i udaje (niezbyt się w tym akurat wysilając) polityków - nie jest to, że PiS po prostu BEZCZELNIE REALIZUJE to, co obiecał przed wyborami.

Zamiast, jak przystało na przyzwoitych polityków, nie zaś żadnych POPULISTÓW (żeby nie powiedzieć FASZYSTÓW), po prostu się na te obietnice WYPIĄĆ, a gdyby ktoś głupio i bezczelnie się o tę sprawę dopytywał - z subtelną ironią roześmiać mu się w twarz, ew. mruknąć coś o samej naturze wyborczych obietnic i naiwniakach nic nie rozumiejących z polityki, po czym wrócić do konsumowania policzków cielęcych.

Pomyślcie o tym, mówię serio! Dla człowieka przyzwoitego i z jakimś sensem to oczywiście absurd, ale my tu mówimy przecież o dzisiejszych "europejskich" politykach (i tu można by tysiąc mało pochlebnych epitetów, ale właściwie po co?) - dla nich myśl, że PROLOWI może się zacząć wydawać, że tak właśnie być POWINNO... Że tak być MUSI...

Albo chociaż, że tak właśnie być MOŻE... Bosze! Toż to musi być dla tych tam Zmierzch Bogów, Ostatnie Tango w Kwaterze Hitlera, i w ogóle Diabeł Ogonem Dzwoniący na Twogę. Dlaczego? - spyta ktoś. A dlatego, odpowiem, że momentalnie zlikwidowałoby to całą dotychczasową użyteczność wyborów, jako metody trzymania PROLA za pysk. 

Trzeba by wymyślić coś innego... Albo też cofnąć się do tego co już było - na pewno jednak nie do czegoś, co miałoby jakikolwiek związek z, wciąż jeszcze szumnie głoszonymi, hasłami, w rodaju "praw człowieka", czy "demokracji". 

Pojawiłby się więc spory, naprawdę ogromny, problem. PiS po prostu bezczelnie złamał reguły, zgodnie z którymi wszyscy mający jakikolwiek na cokolwiek wpływ, zgodnie dotychczas postępowali. I to jest ZBRODNIA, za którą nie może być wybaczenia. Sztylet w plecy światłej europejskiej politycznej elity po prostu! Trend przecież dotychczas był dokładnie przeciwny i tak miało to iść - przykładem Grecja, gdzie... Każdy chyba wie, jak tam było.

Tak więc, w tej chwili nie ma już półcieni, ani możliwości odwrotu - albo my, Polska i te sprawy, albo oni, a my będziemy koszmarniejszą kolonią niż kiedykolwiek. Setki tysięcy "nowych, lepszych Polaków" (wyznania muzułmańskiego, żeby już na tym poprzestać) już przecież na skinienie Merkeli czekają. (Może nie że aż się palą, bo zasiłki będą jednak mniejsze, tolerancja, na razie zresztą też. Ale na pewno nie będzie to wtedy dla Merkeli tego świata aż takim problemem.)

 triarius


P.S. Dziwi się ktoś, że u mnie zawsze połowa tekstu w nawiasach? Tak właśnie ma być! To jest filtr odrzucający nieinteligentnych - czy to będą jakieś szemrane służby, czy to będą platfąsy, czy to będzie Szabesgoj Cajtung... Filtr, który przez dziesieć lat skutecznie zabezpieczał nas przed Zemką, Mąką i Sienkiewiczem, o dronach Obamy nie zapominając. (A że to jest także hipnotyczne pisanie, w b. awangardowej i hiper-skutecznej wersji, to wam ludzie nie powiem, bo lepiej żebyście nie widzieli.)

A tak przy okazji, to uwielbiam takie jak tutaj zwodnicze tytuły, bo mają szansę przyęcić jakiegoś durnego zguglowanego leminga, albo innej Schetyny, a wizja rozczarowanej mordki takiego stworzenia cholernie mnie bawi. (Choć najskuteczniejsze do przywabiania dziwnych ludzi są jednak tytuły erotomańskie. Oddaję ten patent za darmo, choć ładnie by było wspomnieć od czasu do casu jego odkrywcę.)

piątek, stycznia 15, 2016

Jeszcze trochę o tej PiSowskiej telewizji, co musi powstać, a bez niej nijak

Pod jednym z tysiąca wczorajszych moich wpisów (od jakiejś doby jestem niesamowicie płodny, i to nie tylko pod wzgl. plemników) dopisałem ci ja Post Scriptum, które brzmiało tak jak za chwilę zacytuję (a nieoceniony cmss, choć taki szorstki i enigmatyczny macho, wkleił to nawet na niezwykle, i nie bez powodu, popularnym blogu Kuraka).

Otóż napisałem tak, że powtórzę:

A tak przy okazji, to Kurak się dzisiaj martwi pisowskim pijarem, i cała masa innych ludzi. "Dać ludziom forsę, chleba i igrzysk!", wołają. A ja sądzę, że wystarczyłoby dorwać jakąś sporą ogólnopolską telewizję, co już, z tego co słyszę, nasi mają, albo prawie, a potem przez parę godzin dziennie nadawać najprzeróżniejsze aktualności z frontu wiadomych "uchodźców".

To naprawdę dałoby zrobić w b. interesujący, choć włosy na plecach jeżący, sposób. Nawet ja bym to potrafił, jeśli nie dotychczasowi uznani dziennikarze. Jeśli Polacy są aż tak durni, żeby nie rozumieć i w każdej chwili nie pamiętać, że upadek obecnego Rządu i/lub Prezydenta oznacza setki tysięcy muzułmanów, nie zawsze miłych w obyciu, w ciągu paru zaledwie lat, oraz po prostu ordynarne multikulti dla naszych ew. wnuków, jeśli nie więcej, no to faktycznie zaslugują na Platformę i rządy unijnych "komisarzy"! Tak aż źle chyba jednak nie jest.

Dzisiejsza np. rewelacja z BBC (przynajmniej tam ja to zobaczyłem) o zbiorowym gwałcie na trzyletnim chłopcu w obozie dla uchodźców w Norwegii - akurat zresztą na Mikołaja, nie wiem czy celowo, ani czy to miało związek - to nie jest oczywiście nic przyjemnego, ale swoje by to zrobiło. Po prostu na razie mało kto wie.

* * *

To było wczorajsze, ale dzisiaj też bym się pod tym bez problemu podpisał. Natomiast przed chwilą przyszło mi na myśl to co poniżej, co dla was, kochane ludzie, skrzętnie z głowy wklepałem. Oto i ono...

Własnie przyszło mi do głowy, że tę telewizję informującą obywateli o sytuacji na uchodźczym froncie, można by zrobić HIPER-OBIEKTYWNĄ I PLURALISTYCZNĄ. Do tego stopnia, że lewizna nie mogłaby po prostu nie dostać orgazmu i nie chwalić PiSu za te piękne sprawy. "Jakim cudem?" - spyta sceptyk.

A takim to, że jeśli przez połowę czasu - a mówimy tu o całych godzinach, i to także w dobrym czasie antenowym - będą tam obiektywne, czyli w znacznej części, nie oszukujmy się, przerażające informacje... po prostu trzeba nieco poszperać, rozejrzeć się po mediach, wysłać tu i ówdzie jakiegoś przytomnego korespondenta i tyle - to przez pozostałą połowę mogą sobie pieprzyć lewacy i fanatycy multikulti, bo normalnych ludzi tylko to jeszcze bardziej odrzuci, przerazi i wkur... tentego.

W dodatku byłby to przepiękny przykład nowoczesnego podejścia do mediów, a zarazem cwanego jak cholera, bo ta lewizna by nam sama poniekąd oglądalność robiła i dostarczała pikantnej rozrywki.

Tak że płacimy tylko za połowę, a resztę bierze na siebie lewizna, będąca zbyt durną, żeby nie pojąć, że przy docieraniu do obywateli rzetelnej informacji na temat wyczynów Merkeli i tych spraw - jej własny przekaz po prostu nie ma szansy niczego dla nich użytecznego osiągnąć, a raczej wprost przeciwnie.

Tak że jest to idealne rozwiązanie, przy którym nawet platformiana targowica i kopnięta lewizna będzie szczęśliwa, aż przyjdzie biało ubrana chuda pani z kosą i... Tak że do roboty PiSiaki i cała kochana reszto - nie ociągać się! Połowę i tak wykona za nas lewizna, wraz samymi "uchodźcami", a my będziemy tylko siedzieć i zacierać łapki.

Lub prawie. Ale też wylansowanie paru młodych z charyzmą i trochą rozumu.... Albo na odmianę starych z jeszcze większą charyzmą i rozumem wielkim jak piec... Naprawdę by nam się przydało.

* * *

To było w miarę ściśle na zadany temat, a teraz nieco naszej typowej gry swobodnych swobodnych skojarzeń, starczych wspomnień z epoki dyliżansów i przebłysków intuicji. (Trza by faktycznie zacząć to oddzielać, bo potem ludzie mają pretensję, że to nie jest jak w ich ukochanej gazetce, itd.)

("Trocha" to z Boya, np. w przekładzie z Villona, kocham to słowo!)

W końcu, jak niedawno sobie myśląc na inne całkiem tematy zresztą, uświadomiłem, armie zwycięskie od dziadowskich różnią się tym, że w zwycięstwach straty w ludziach wśród oficerów są postrzegane przez pozostałych przy życiu jako cenna SZANSA na awans, podczas gdy w tych drugich kadra koniecznie chce żyć wiecznie, co w militarnym kontekście stanowi absurd, i wszelkie straty wprawiają ją w coraz większą prostrację.

Tak to widzę. Jest to absurd, ta chęć wiecznego życia w wojsku znaczy, lub może po prostu liberalne odwalanie roboty byle jak, byle sobie wygodnie za cudze pożyć - bo wojsko to jednak nie harcerstwo, i jeśli ktoś koniecznie chce żyć wiecznie, no to wybrał nie ten zawód.

Oczywiście nie mówimy teraz o jakichś biedakach z przymusowego zaciągu do carskiej czy pruskiej armii, którzy od wieków giną za swoich dzielnych królów i nikt ich o zdanie nie pyta - bo tam działają inne mechanizmy, choć takie armie też bywają jak najbardziej OK na polach bitew, a w tych co lepszych także z chęcią wiecznego życia tam nie przesadzają.

Po lekkim dopasowaniu, daje się powyższe jednak odnieść także do różnych słodszych, mniej militarnych i mniej finalnych (czyli mniej związanych z migracją na łono Patriarchy) kontekstów - jak na ten przykład telewizje i inne media. (Choć ta myśl o armiach sensu stricto także jest do zapamiętania!) Rozumiemy się? No to teraz do roboty, nie żartuję!

triarius

P.S. A teraz puśćcie mnie, kochane ludzie, na chwilę do realu! ;-)