niedziela, czerwca 01, 2008

Pomysł na naprawdę wspaniałe wakacje (i nie tylko to)

Dość dawno nie pisałem. Tylko czy muszę? Napisałem już tyle przez te dwa lata - i nie była to przecież w większości przypadków jakaś doraźna biężączka - że gdyby ktoś to czytał NAPRAWDĘ WNIKLIWIE, to mielibyśmy już dawno zoologiczno-paleokonserwatywną rewolucję. Ja jednak niestety nic takiego nie zauważyłem - ergo to tutaj nie jest przesadnie wnikliwie czytane.

A więc, drogie ludzie, nie oczekujcie nowych tekstów, dopóki nie przeczytacie tego wszystkiego com dotychczas napisał - ze zrozumieniem! - nie okażecie tego faktu rozpętując rewolucję. Jaką? Napierniczak proszę? ... Co ty gadasz? Siadaj kretynie i won mi z mojej klasy! Klasa wie? Bardzo dobrze Tusiak. Prymus z ciebie. I Siuśk też prymus, tak. Już nie płacz! Rewolucję paleokonserwatywno-zoologiczną - mówiłem to przed chwilą, było słuchać durny komuchu! To do Napierniczaka. Kazałbym mu przyjść ze starymi, ale nie chcę oglądać kogoś takiego. Nikt normalny by nie chciał.

A więc, wracając do naszego głównego wątku, prosiłbym o przeczytanie wszystkiego tutaj, przemyślenie... Potem zaś można zabrać głos w dyskusji. Pisać komentarze znaczy. A najlepiej to sobie po prostu wszystko wydrukować i zabrać z sobą na wakacje. I czytać, czytać, czytać! Plus trochę w głowie analizować. Żeby nie skończyć jak Napierniczak!

Można nawet przyjechać nad polskie morze, choćby i do 3Miasta. Stonki wprawdzie okrutnie nie lubię, ale jak ktoś sobie napisze na fikuśnej czapeczce: "Mądrość życiową spijam z blogu Pana Tygrysa"... Trochę długie. Więc może po prostu "Kocham Pana Tygrysa i jego blog". Albo na koszulce: "Zoologiczny paleokonserwatysta dogodzi każdej niewieście". Względnie, na kształtnym biuście: "Ach, cóż bym dała za jeden uśmiech Pana Tygrysa!" Plus http://bez-owijania.blogspot.com oczywiście. Wtedy nie tylko nie będę się na was krzywił, jako na przebrzydłą stonkę, ale może nawet zbliżę się i nawiążę romans... Znaczy, chciałem powiedzieć - kontakt.

A więc - drukować i czytać! Nie czekać na nic więcej zanim się tej niezbędnej roboty nie wykona!

* * * * *

No dobra... Żeby nie było że tylko autoreklama, marketing i uwodzenie stonki... Teraz będzie coś dla Młodych Spenglerystów. Spytano mnie bowiem na jednym z ostatnich naszych spotkań o taką rzecz... My, Młodzi Spengleryści, chcemy być ludźmi Faktów, nie zaś ludźmi Prawd Absolutnych i Wiecznych... Los, nie zaś Przyczynowość. Czas bardziej niż Przestrzeń. Takie sprawy. (I żadne tam korwiniczne Prawo, hipostaza bez sensu i w ogóle.) Szczególnie w historii tak właśnie sprawy widzimy. No i w życiu. (Nauki ścisłe to inna sprawa, choć tam w istocie także nie chodzi wcale o Prawdy, a ino i mniej czy bardziej pewne Hipotezy.)

Czyż jednak sam spengleryzm, jak każda naukowa teoria, jak każdy system filozoficzny, nie jest Prawdą właśnie? Czy nie ma więc sprzeczności w samym jądrze naszej gęstwiny?

Otóż wydaje mi się, że jej nie ma i że nasza gęstwina jest całkiem bezpieczna. Każda Prawda jest CZYJĄŚ prawdą, prawdą konkretnego człowieka. Tyle, że nie każdy sobie z tego faktu zdaje sprawę. Jeśli sobie zdaje, to jest, albo przynajmniej może być, Młodym Spenglerystą. W Spengleryźmie zaś my nie poszukujemy żadnej Absolutnej Prawdy, a jedynie skutecznie działąjącej Hipotezy, pozwalającej nam wyjaśnić wiele ważnych rzeczy. To nie jest z załóżenia Prawda, to jest zbiór zaobserwowanych i uogólnionych Faktów.

Prawdą może ewentualnie być dla kogoś, kto tak się tym przejmie, że stanie się to dla niego czymś w rodzaju świeckiej, prywatnej religii. Do tego stanu jednak żaden z nas, Młodych Spenglerystów, jeszcze chyba nie doszedł. Ja też nie, co by się na ten temat mogło nieuświadomionym wydawać.

triarius

---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

4 komentarze:

  1. tutejsze rozróżnienie prawdy i Prawdy jest zdaje mi się dość akademickie - przecież każdy swoją prawdę ma za Prawdę i jest to absolutnie naturalna reakcja na to, że myśli samodzielnie, a nie zżyna z kogoś. to skutek typowej dla samodzielnie myślących metody inkorporacji prawideł do swojej całościowej koncepcji, a nie przybierania (jak nie przymierzając gazownictwo czy inny ju-pi-ar w wydaniu licealnym) cudzych koncepcji w całości w oszołomieniu ostatnio "przebytą" publikacją. założenie, że to ktoś inny ma rację , a nie my, czy ten, z kim się zgadzamy, jest nieco nienormalne, nieprawdaż? :> a w momencie, w którym wierzymy, że racja jest nasza, nasza prawda staje się Prawdą. i to chyba zdrowe, póki się w tym wszystkim nie dokonuje uproszczeń (typu wolny rynek leczy wszystko).

    OdpowiedzUsuń
  2. @ loyolist

    To nie chodzi o przekonanie, że nasza prawda nie jest prawdziwa, a czyjaś inna może być. To jest taki rodzaj ogólnego, odgórnego niejako, uznania, że Prawdą staje się coś, czym się człek głęboko przejmuje, co stanowi dlań rodzaj religijnej wiary. To zaś "działa" u każdego z osobna. Tylko że wielu tak na to nie patrzy. Np. ci od wolnego rynku, których wspomniałeś.

    Sam widzisz, że są ludzie czynu - choćby nawet działali wyłącznie w sferze intelektu - którzy się jakimiś Prawdami nie upajają i wiedzą, iż świat w istocie nie nimi się kieruje. I są ludzie, dla których wszystko sprowadza się do tych prawd.

    To pierwsze to postawa ludzi czynu, to drugie postawa kapłanów (mędrców, ideologów, proroków). Nie żeby ta kapłańska postawa była sama w sobie zła, choć jest z założenia wroga życiu - będącego dla takich ludzi czymś z natury dość brudnym, niesprawiedliwym, pozbawionym sensu, chaosem, rują i poróbstwem krótko mówiąc, plus krwawymi zębami i pazurami - ale np. stosowanie tego w polityce jest b. wątpliwe.

    Co więcej, dzisiaj taka postawa coraz bardziej dominuje - nie w postaci autentycznych religijnych proroków czy świętych, tylko w w strywializowanej świeckiej formie autorytetów, ideologów, mędrców, uczonych i przeróżnych naprawiaczy świata.

    Jasne, że tak szybko i łatwo się do tego ludzi nie da przekonać, ale moim zdaniem w oryginale to wcale nie jest akademickie rozróżnienie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. mam wrażenie, że do porozumienia zabrakło nam wskazania, że z mojej pozycji Prawda ani prawda nie rości sobie wcale praw do istnienia i panowania. jej brak jest dziś czymś "naturalnym", faktem właśnie - co nie znaczy, że poszukiwać Prawdy nie trzeba, czy do niej dążyć. prześwituje katolicyzm, nie? :>

    to dodam jeszcze komparatystycznie tzw. "naszą" sprawę, czyli generalny sprzeciw wobec politpoprawności - to jest właśnie dążenie do Prawdy mimo oczywistej jej z rzeczywistością rozbieżności.

    można też to ująć jako pytanie, czy Prawda jest postulatem, czy raczej oczyszczonym fundamentem cywilizacji, ale to może kiedy indziej, jak sobie doszlifuję temat :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się (po latach), że ŚWIAT JEST JAKI JEST. I chyba o to Ci tutaj w sumie chodziło. To jednak, samo w sobie, nie jest "Prawdą" w tym sensie. (Ta) Prawda to w sumie prywatnie wyznawana RELIGIA (choćby inni też taką samą wyznawali, nieistotne.)

      Przeważnie dziś zresztą występująca w postaci "świeckich", ale niepodważalnych przekonań w stylu "wolny rynek wszystko najlepiej rozwiąże", albo "człowiek jest z natury dobry, ach!"

      Pzdrwm

      Usuń