sobota, kwietnia 03, 2010

Fellahy, Chłopi i Barbarzyńcy (z cyklu "Poprawiamy i Doprawiamy Spenglera")

Spengler precyzyjnie i wnikliwie opisuje przemiany ludzkiej mentalności w Kulturze i Cywilizacji, jednak coraz silniej brakuje mi równie precyzyjnego opisu tego, co poza nimi. Zgoda - analizować tego jako "historii" nie ma właściwie sensu, ponieważ zawsze będzie to taka czy inna wersja "długich, nużących list Chilperyków i Chlotarów", jak ktoś kiedyś celnie nazwał dzieje wczesnego średniowiecza (co do tych imion nie jestem pewien, ale chodziło o co najmniej b. podobne). Albo też prehistoria - która jest naprawdę fascynująca, ale to jednak coś całkiem innego niż "zwykła" historia, bo tam nie ma nawet Chilperyków, w których można by jakoś wbić zęby.

Jednak Spengler zdaje się utożsamiać swego "fellaha" z odwiecznym chłopem - nie różnicując pomiędzy chłopem nieliźniętym nawet jeszcze przez żadną wysoką Kulturę czy Cywilizację, a takim, który, powiedzmy, rolnikiem został kiedy jego Cywilizacja upadła i w wielkim mieście nie dało się już wyżyć, ale przedtem przez pokolenia jego przodkowie żyli właśnie w wielkim mieście i byli typowymi późnymi wielkomiejskimi... Powiedzmy dla prostoty "lemingami", choć można to określić na liczne różne sposoby, na myśl przychodzi m.in. wielkomiejski proletariat, człowiek masowy. To muszą jednak być całkiem inne rodzaje ludzi!

Jeszcze niedawno wydawało mi się, że ta zgrubna jedynie analiza mentalności - bo o mentalności w tej chwili przede wszystkim mówimy - ludzi spoza K/C wydaje mi się taka istotna jedynie dlatego, że teraz, ponad 70 lat po śmierci Spenglera, jakby nie było, mamy sytuację, w której te sprawy nabierają wielkiego znaczenia, którego Spengler nie mógł przewidzieć.

Coraz jednak widzę to tak, że po prostu nawet najgenialniejsza książka musi wiele istotnych spraw z konieczności zostawiać na boku, i to właśnie jest tutaj główną przyczyna. Bowiem kwestia fellahów, chłopów i BARBARZYŃCÓW (o których Spengler, o ile pamiętam, w ogóle nie mówi, utożsamiając ich implicite z fellahami) to po prostu coś, co w historiozofii być powinno. I coś, czym historiozofię Spenglera dobrze by było uzupełnić. I na nas to, tak się złożyło, spada.

"Barbarzyńcy" to faktycznie mój własny w dużej mierze wkład do Spengleryzmu. Nie wiem oczywiście na ile wartościowy, ale wydaje mi się, że tak. Przynajmniej kiedy się nad tym popracuje, niekoniecznie już teraz. Co to są "barbarzyńcy"? To określenie funkcjonuje w nauce historii i zazwyczaj całkiem sensownie. No a Toynbee (którego niespecjalnie cenię, ale parę rzeczy można jednak od niego zapożyczyć) mówi o "proletariacie zewnętrznym", który nawet dość ściśle definiuje, i który odpowiada dość dokładnie temu, co ja rozumiem przez barbarzyńców.

No to konkretnie - co to jest "barbarzyńca"? Dla mnie będzie to człowiek (mniej lub bardziej) "pierwotny", w sensie, że nie przesiąknięty żadną wysoką K/C, nie należący do żadnej, ale już przez jakąś "liźnięty". Chodzi o to, że człek całkowicie pierwotny dla historii jest niemal całkiem obojętny i interesujący staje się dopiero, kiedy zaczyna wchodzić w interakcje z jakąś K/C, albo z tym, co po niej pozostało. Nie chodzi oczywiście o żadną pogardę czy lekceważenie człeka pierwotnego, ponieważ możemy się od niego wiele istotnych rzeczy nauczyć, na przykład o nas samych, tylko o to, że przez sito akurat historii on całkowicie przelatuje i nie zostaje w niej z niego ani śladu.

Jednak kiedy taki barbarzyńca wchodzi w interakcję z jakąś K/C, może mieć naprawdę ogromną rolę w historii do odegrania. Pomyślmy tylko o takich Celtach, Germanach, Hunach, Mongołach, Wandalach czy Wizygotach, żeby wymienić zaledwie kilka przykładów.

Ten rodzaj barbarzyńców jest jednak stosunkowo prosty, ale być może nie jedyny. Zadajmy sobie bowiem pytanie: co się dzieje z fellahami (czyli resztkami dawnej Cywilizacji, żyjącymi znowu w prosty, głównie rolniczy, sposób) po wielu pokoleniach? W końcu chyba otrząsają się jakoś z dziedzictwa wyjałowionej wielkomiejskiej cywilizacji i stają ponownie czymś w rodzaju ludzi "pierwotnych"? (Pierwotny nie oznacza tutaj koniecznie łowcy głów, posługującego się kamiennymi narzędziami - wystarczy brak miast, brak pisma, prosta, na rolnictwie oparta struktura społeczna.)

Mogą to być także ludzie, którzy zawsze żyli "na wsi", ale jednak ludzie żyjący "na wsi" w ramach wysokiej C. to nie jest to samo, co naturalny, pierwotny rolnik. Po pierwsze sama ta "wieś" jest już czymś całkiem innym - pod wieloma względami to tylko marna imitacja miasta, a w każdym razie "chciałaby być" miastem. Weźmy dzisiejszych "chłopów" - sam pamiętam tuż pod Krakowem słomiane strzechy, studnie z żurawiem, beczkowozy ciągnięte przez woły (to faktycznie już bardziej w górach, nie pod samym Krakowem). Konie ciągnące wozy, konie ciągnące pługi. Itd. Nie wdając się w jakieś socjologiczne rozważania, oczywiste jest jednak, że teraz to nie ci sami chłopi, co choćby owe skromne pół wieku temu. I tak musi być w każdej późnej Cywilizacji.

Wtedy zaś ponownie mogą te fellahy wejść w kontakt z jakąś wysoką K/C - stając się przez to (wedle mojej własnej definicji) ponownie barbarzyńcami. Tym bardziej, że możliwe jest, iż zacznie ich organizować jakaś niewielka elita - być może zainspirowana przez tę lub inną K/C, być może mająca wobec jakiejś K/C agresywne zamiary... Będziemy wiec mieli barbarzyńców, ale nieco innego rodzaju, niż w przypadku społeczeństw, które nigdy nie zaznały "własnej" K/C. Ja dałem tym dwóm rodzajom barbarzyńców miano "Barbarzyńcy A" i "Barbarzyńcy B". (Niezbyt błyskotliwe nazwy, ale na razie wystarczą, a jak ktoś wymyśli coś fajnego, to się bez żalu zmieni.)

Którzy są którzy? Być może warto tu przytoczyć bonmot Pana Tygrysa: "Różnica między Barbarzyńcami A i barbarzyńcami B jest taka, jak między Chórem Aleksandrowa i Operą Pekińską". To powinno wyjaśnić co jest co i posłużyć za mnemotechniczną podpórkę.

Mielibyśmy zatem w naszym rozszerzonym, rozwiniętym i uaktualnionym Spengleryźmie Stosowanym: ludzi "pierwotnych", inaczej (pierwotnych) fellahów, (którymi się zajmujemy jak najbardziej, ale nie na Spengleryźmie, tylko na zajęciach z Ardreyizmu Stosowanego), Barbarzyńców A, ludzi K., ludzi C., Fellahów, oraz Barbarzyńców B. Oczywiście z Fellahów nie muszą koniecznie powstać Barbarzyńcy B, bo po drodze mogą się rozpłynąć w niebycie, wymrzeć, zostać wymordowani, cokolwiek. (Fellahów też by można sobie zresztą podzielić na typ A i B, tylko właściwie co nam z tego? No fakt, mogą nam się nagle zbarbarzynić... Więc też warto!)

Napisałem o tej sprawie, którą uważam za bardzo istotną i wartą rozpracowania, jeśli Spengleryzm Stosowany ma być czymś więcej, niż tylko całowaniem Świętej Księgi i powtarzaniem cudzych myśli. Jeśli ktoś ma na ten temat jakieś własne myśli, jeśli chciałby o tych sprawach pogadać, jeśli coś się mu w moich, prowizorycznych w końcu jedynie i wstępnych, przemyśleniach nie widzi - to ja jestem gatow (wsiegda gatow), a bryła świata też w końcu potrzebuje kiedyś wreszcie być ruszona... Więc do boju Młodzi Spengleryści! (Przychylna Publiczności, Zwolennicy Konecznego i Kto Tam Jeszcze też!)

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

19 komentarzy:

  1. Zastanawia mnie czy nie dałoby się jakoś przyśpieszyć przemiany lemingów w Barbarzyńców B, a potem w Wojów Nowej Kultury?
    Założycielom nowego merkuriańskiego państwa udała się podobna sztuczka: z post-lemingów zrobili nowy naród fighterów, zdolny do prowadzenia suwerennej polityki, o żywej i żarliwej religijności.
    W końcu lemingi i fellachy są niezwykle plastyczne, podobnie jak ich nadzorcy (dobrym przykładem takiej plastyczności "szczurołapów z Hamelin" jest zachowanie łódzkich kuratorów: kurator i dyr. Wydziału Edukacji bronili jak lwy dziewczątek wyrzuconych z LO za opublikowanie swoich rozbieranych zdjęć na blogu, że to wicie rozumicie wyzwolenie kobiet, walka z patriarchalizmem etc., a cztery lata temu kurator i dyrektor wydziału edukacji dzwoniliby z wyrazami poparcia dla postawy Dyrekcji - surowej, lecz zgodnej z tradycyjnym wychowaniem i kanonami prawdziwego patriotyzmu.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biurokraci mieliby zostać Wojami Nowej Kultury ??? Ciekawe... btw coś mi powyższe się kojarzy ze Stachniukiem ;)

    A tak w ogóle - Autorowi i Komentatorom życzę zdrowych i wesołych Świąt Zmartwychstania.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Jaszczur

    Dzięki i nawzajem.

    Przy okazji ja wszystkim składam stosowne życzenia.

    Co do biurokratów, to z pewnością nie. Czy tajne służby by mogły (ta szara eminencja naszych czasów)? Cholera wie!

    Jednak w samych lemingach nie ma zapewne nic, co by to uniemożliwiało. W każdym razie na nieco dłuższą metę. Zakładając elity o naprawdę sporych możliwościach.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Anonimowy

    Zapewne to by się dało zrobić, zakładając odpowiednie okoliczności. W samych lemingach nie ma, jak sądzę, nic, co by to uniemożliwiało. Być może w przeciągu paru lat, a i tak przecież trzy kolejne pokolenia mogą całkowicie zmienić mentalność, ponieważ dalej niż od dziadków rodzinne wpływy w praktyce nie sięgają.

    Potwierdzałby to wzrost (jak się wydaje, trudno to zmierzyć) "bezinteresownej agresji", także tej w stylu kamikaze; popularność naprawdę brutalnych sportów, jak MMA czy tajski boks; względna łatwość werbowania terrorystów we wzgl. cywilizowanych i nieźle żyjących społecznościach...

    Dla mnie dowodem, iż lemingowacizna sięga tylko na pewną głębokość psychiki, jest nawet fakt popularności ogolonych łbów u facetów. Może nie jestem w tym obiektywny, ale pamiętam, jak mój, naprawdę mający niezłe intuicje, ojciec tak z 40 lat temu twierdził z przekonaniem (rozmawialiśmy o łysym aktorze Yul Brynerze), że "coś co jest fizjologicznym objawem starzenia nigdy nie będzie naprawdę modne". I mylił się jednak, bo chęć odróżnienia się od bab, pedałów, lemingów i ojroentuzjastów jednak przeważa!

    W "obiektywnych warunkach" też chyba nie ma nic, co by taką przemianę uniemożliwiało. Zagęszczenie budzi agresję, frustracja i brak możliwości awansu na drabinie społecznej sprawia, że np. gangsterzy stają się bohaterami całkiem wielu, z tego co słyszę, młodych ludzi. A w końcu to przeważnie smętne prymitywy, nie to co... ;-)

    Problem jednak jest z elitą, która by potrafiła coś takiego zorganizować. Państwa narodowe są w odwrocie (a już całkiem te bez broni ABC, czy cienia nadziei na jej zdobycie), więc skąd miałaby się wziąć elita, która by takie coś mogła sobie, początkowo na niewielką skalę (10 tys. bezwzględnych wojowników, o których mówi S.) zorganizować? Wobec zdecydowanej kontrakcji wszelkiej ponadnarodowej, nazwijmy to - tłuszczy?

    Takie coś zacznie się w Europie jednak zapewne od muzułmanów, bo tylko oni mają do tego odpowiednie elity, i to odporne na wspomniane naciski. Potem jednak naprawdę może być różnie, niewykluczone że nasze post-faustyczne, niegdyś chrześcijańskie, lemingi (choć raczej ci od MMA, a nie ci od clubbingu i GW) się obudzą.

    Zresztą u tych od MMA (także kiboli itd.) to raczej chyba chodzi o braki intelektualne, ideologiczne, oraz niedowład organizacyjny. To nie są autentyczne lemingi już i teraz, choćby nawet z głupoty głosowały jak tamte.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  5. @triarus

    Akurat oglądam sobie film o islamie rekomendowany przez hrponimirskiego na jego blogu.
    Tą łatwość werbowania terrorystów mozna stosunkowo łatwo wytłumaczyć. Ci terroryści nie są anarchistami, komunistami czy innymi lewakami- w większości to islamiści. Skad takie pospolite ruszenie w tym kierunku? Otóż Koran nie daje żdanej pewności, że wyznawca Allaha dostanie się do ichniego raju. Natomiast na dźihadystów zmarłych podczas walki czekają namiętne hurusy, by sobie z nimi poswawolić. I tak przez całą wieczność

    A przecież islam to religia przez ludzi wymyślona - tak więc na pewno hurys ci terroryści nie zobaczą :)

    A co do agresji- w zachodnich społeczeństwach multi-kulti, czyli niejednorodnych, społęczności mają okazję ze sobą powalczyć. Oby tylko sie nie ociągali z tym, bo naprawdę szkoda byłoby narażać życie w wojnie z totalitarnym islamem na zachodzie Europy.

    Dobrze byłoby prowadzić jednak dyskusje na forum.

    Dołączam się do życzeń zdrowych i radosnych świąt Wiielkanocnych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat zaiste nie trywialny ale też nie trywialnej wiedzy wymagający aby osiagnąc wyniki nie poddające się z kolei trywialnemu obaleniu. Mimo że sam szpengleryzm opowiada się za pewną formą determinizmu ,to jednak nasze choćby pobieżne obserwacje dostarczają nam sporo uwag nad którymi przejść obojętnie nie sposób.

    I tak, choć Kultury i Cywilizacje zawsze w jakimś stopniu oddziaływały na siebie, to jednak w żadnym porównywalnym stopniu nie da się tego odnieść do skali i zakresu oddziaływania naszej Cywilizacji. A co za tym idzie postawieniu pytania; na ile współegzystujące z naszą Cywilizacje są jeszcze autonomiczne a na ile ( i czy w ogóle) są objęte procesem pseudomorfozy i co w takim wypadku jest rzeczywistym wyznacznikiem ich autonomiczności.

    Kwestia następna. Nie istniała (i być może w cale już nie zaistnieje) Cywilizacja o takiej „wewnętrznej” dynamice i rzeczywistej (choć może nie uświadomionej ) płynącej z poczucia wyższości pogardzie (będącej jedną z niebanalnych sił napędowych) dla innych K/C.I czy nasza C w ogóle dopuści w chwili zagrożenia jakąkolwiek poważną konkurencję do zaistnienia w obliczu posiadanych środków zagłady?

    Pytania mnożą się jak króliki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Amalryku

    "Kwestia następna. Nie istniała (i być może w cale już nie zaistnieje) Cywilizacja o takiej „wewnętrznej” dynamice i rzeczywistej (choć może nie uświadomionej ) płynącej z poczucia wyższości pogardzie (będącej jedną z niebanalnych sił napędowych) dla innych K/C.I czy nasza C w ogóle dopuści w chwili zagrożenia jakąkolwiek poważną konkurencję do zaistnienia w obliczu posiadanych środków zagłady?"

    Odpowiem na TFMS

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Amalryk

    Bardzo celnie uderzasz! Naprawdę nie czytałeś ostatniej większej pracy Spenglera "Człowiek i Technika" (jest i po polsku w zbiorze pomniejszych pism Spenglera, wciąż daje się to dostać!)?

    Nie jest to wprawdzie tak genialne, jak Magnum Opus, ale b. sensowna książka.

    No i tam S. całkiem wyraźnie mówi, to co Ty. Czyli, że nasza K/C jest całkiem wyjątkowa, że opanowała praktycznie cały świat i wszystko inne to taka czy inna forma pseudomorfozy, że po niej prawdopodobnie już żadnej nie będzie (choć możliwe jest jakieś blade odbicie naszej w wykonaniu ruskich), bo wyjałowiła ziemię...

    Dobrze więc kompinujesz. A sprawy rzeczywiście są do ostrego badania.

    Co do "determinizmu", to tutaj z pewnością nie chodzi o żaden prymitywny determinizm, jaki się spotyka na każdym kroku, nie jest to także żadna forma "cykliczności". K. (bo C. to już nieco taki lot balistyczny, bez napędu i dopalanie się, choć dziać się może całkiem sporo) to swego rodzaju meta-biologiczny "organizm" (w istocie cybernetyczny układ samosterujacy, z homeostazą, uczący się itd., ale tego S. nie umiał oczywiście tak nazwać) i jego losy są w tym sensie zdeterminowane, w jakim są zdeterminowane losy każdego konkretnego przedstawiciela jakiegoś żywego gatunku.

    To niezwykle inteligentne i głębokie ujęcie, moim zdaniem. Całkiem nie coś, co się tak często słyszy.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Struś Pędziwiatr

    Z tymi dziewicami nie do zdarcia to oczywiście racja, ale też każda religia i każda ekspansywna ideologia obiecuje jakieś tam, w swoim przekonaniu atrakcyjne, nagrody. Nie chciałbyś na przykład być na pomnikach i w nazwach co drugiej drużyny pionierów - jak Pawka K.? ;-)

    Nie obraź się, oczywiście żartuję. Ale wiesz, oni w te dupy wierzą, a my jakoś się oglądaniem oblicza Pana przez całą wieczność (i śpiewaniem psalmów w nocnych koszulach) nie podniecamy. Czemu?

    Sądzę poza tym, że w tej ich łatwości, poza nie-do-zdarcia pannami, jest jednak ogromna doza czystej nienawiści, pogardy, agresji itd.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Tygrys

    Ach! Jak mile brechtasz moją próżność tymi awantażami w postaci porównania do samego mistrza!(Chyba jednak zapoluję na tego "Człowieka i Technikę")

    A tak serio to są uwagi dość nachalnie "rzucające się w oczy" jeżeli oczywiście przypadkiem nie mamy założonych lewackich filcowych okularów.

    Enyłej, nie wierzę w jakiekolwiek rzeczywiste zagrożenie ze strony jakiś "znarowionych fellachów" to chyba Twoje) innych C. W moim oglądzie to towarzycho jest jeszcze żałośniejsze niż nasz poczciwy leming!

    Jedynym realnym i nieusuwalnym jak sądzę zagrożeniem dla naszej C wydaje się być...ona sama!

    (Bardziej rozwinięte me, złote elukubracje w dialogu z Mustrum'em na TFMS)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jestem zarejestrowany na forum, więc napisze tutaj.

    Almaryk twierdzi:
    "żadni natchnieni nasi prorocy nie wzbudzą we mnie przerażenia wojowniczymi hordami Wielkiego Kitaja czy Pindusa wyruszającymi lada moment na nasz podbój! (Tu całkowicie podzielam Twoje zdanie - nie potrafili przez parę tysięcy lat, to też nie potrafią przez kilkadziesiąt)"

    Ja twierdzę- wąski horyzont.
    Już z samego faktu globalności naszej C wynika, że ona odciska swoje piętno na innych i dokonuje ich przeformowania, stąd za nadużycie mam zestawianie dawnej azjatyckiej K/C, ktora wowczas była źrodłem i można powiedzieć, że była bezkonkurencyjna, z jej obecną formą, ktora kształtuje się w stosunku do innego źrodła- naszego.

    To sytuacje w żaden sposob nieporownywalne.

    W związku z powyższym możliwości są dwie:
    1. pojście na zwarcie, ze wszystkimi tego konsekwencjami- i jeśli w ciągu najbliższych 20 lat nie zepchnie się ich atomowym ogniem w okolice ich średniowiecza, to będzie z nimi poważny kłopot
    2. konwergencja, ktora wydaje się najprawdopodobniejsza i do ktorej przebierają nożkami nasze europejsy i amerykańscy neochazarowie- zauroczeni tą "piękną" piramidalnie termitieryjną strukturą tamteszego społeczeństwa zdalnie sterowanego. W gruncie rzeczy to jest ziszczenie tych wszystkich chorych, masońskich rojeń o własciwym, lepszym porządku rzeczy.

    To by też pasowało i samym Skośnym, bo to jest ich styl walki- wygrywanie bez ruszania wojsk a w działaniu długofalowym są mistrzami, ktorzy tych naszych Barrosow wydymają na żołto bez problemow. Oczywiście w odpowiednio długiej perspektywie.

    Jedyny ratunek przed tym scenariuszem, to idąc za Ziukiem- podpalić świat.

    P.S. coś drgnęło w Jewropce- męstwem wykazała się armia ... Holenderska. Dowodca złamał unijne procedury i zapytał tylko szefostwo narodowe o to, czy może zaatakować statek opanowany przez piratow, zgodę dostał i statek odbił bo piraci uciekli. Bez wystrzału.
    Złamał unijne procedury!!!!

    :D

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Atrur

    Hmm...Przytaczasz argumenta, których nie da się unieważnić zwykłym wzruszeniem ramion, ale...

    Znaczyłoby to ni mniej ni więcej, iż pseudomorfoza (o wiele trafniejsze wydaje mi się to określenie niż inne lewackie wynalazki) musiałaby zachodzić o wiele głębiej i w obszarach o wiele istotniejszych niż same zawłaszczenie naszych technicznych zabawek. (Nie wiem, nie czuję się kompetentnym do tak pogłębionej analizy).

    A jeżeli pejsiasto-masońska żuleria rzeczywiście tak sobie kombinuje z tym Kitajem, licząc na swoją przebiegłość no to ...nie daj Boże!

    Po pierwsze, Kitaj jaki jest taki jest, ale na pewno nie zniesie takiego panoszenia się pejsiastych jak w naszej C, ich z nimi nie łączy dosłownie nic nawet Biblia.

    Po drugie demografia! Tu będąc już "za bramami miasta" Kitaj dosłownie "wyrucha" wszystkich, a gdy lewackie matoły się ockną to pierdolnąć pigułą będą mogli, owszem ale równocześnie w swój tępy łeb!

    Kto wie, kto wie! Hmm...

    OdpowiedzUsuń
  13. Arturze und Amalrku,

    W Chinach są pejsaści, którzy osiedlili się tam, bedzie z 1500 do 2000 lat temu. Mieszkają na zachodzie Kitaju, tam m/w gdzie muślimscy Ujgurowie. Nazywają się po chinsku Huei-Huei, i są taką samą uciskaną mniejszością jak wszyscy inni oprócz 10 procent tamtejszego społeczenstwa. Są w zasadzie jedynymi Merkurianami, ktorzy gdzieś są, i w ogóle się nie liczą. Ewenement na skalę światową.

    Arturze
    Wydaje mi się, że Amalryka założenie z kitajcami nie jest tak odległe prawdzie. Uważam, iż ich hegemonia byla na tyle zlokalizowana - państwo środka jest na tyle dużym obszarem, że im ekspansja na zwenątrz nie byla potrzebna, a jak zaczęla być potrzebna, to już dawno przestali być hegemonem. Wydeje mi się, że skoro nie mogli podporządkować świata jako unkialny hegemon (którym byli), to nie dadzą rady osaczeni przez innych pretendentów do hegemonii będących tak samo silnymi, jak nie silniejszymi państwami.

    Jeżeli jednak Kitajec znalazłby się pod bramą Brukseli, to by się Manuel był zdziwił bardzo. poza oczywistością, że piguła A najbardziej jest użyteczna jako straszak/odstraszak, to jej użycie bojowe ma sens tylko, jeżeli zrzuca się ją na wroga zdala od domu. Na to Barrosy tego świata by raczej nie poszły - koszt polityczny itp. Ale jednak nasi bracia starsi i mądrzejsi to by się chyba nie zawahali, szczególnie jeżeli odwet by spadł na kontynentalne USA a nie na amerykańską stolicę*. Gdyby kitaje ruszyły, rownież mieliby coś do powiedzenia Kacapy i Pindusy - przemarsz żóltych hord jest ani jednym ani drugim nie na rękę, a chinole to trochę mają rekę w nocniku, bo Pindusów jest prawie tyle samo co ich i też posiadają pigułę A.


    *Telawiw

    OdpowiedzUsuń
  14. Almaryk i Mustrum,

    panowie, na szybko bo na wylocie jestem

    Pseudomorfoza to nie do końca dobre określenie, na moje oko dokonuje się realne przeformowanie i nie tylko na poziomie gadgetow ale znacznie głebiej. Zresztą- to widac po konwergencji Euro-Sowieckiej. Te zmiany sięgają znacznie głebiej.

    By zrozumieć mechanizm obronno-wojenny Kitaju pomocne jest przeczytanie pewnego opowiadania SciFi pt. "Piaseczniki". Polecam.
    Generalnie, w dużym skrocie, Kitaj, jak każdy kopiec (nie roj, ale kopiec) "idzie" po dwoch osiach- trwania i wielkości terytorium. Troche tak jak pewne rybki w akwarium, ktore jesli sa w akwarium małym, to sa małe, a jak je przenieść do dużego, to rosną. O woielkości akwarium nie stanowi jego fizyczna rozległość w przypadku kopca, ale sygnały płynące z tego terytorium do centrum kopca. Jeśli tych sygnałow nie ma, kopiec trwa w niezmienionej formie eonami. Jeśli sygnały napływają, kopiec się najpier otorbia, zbiera siły i expanduje na tyle szeroko, by wytłumić sygnały płynące do centrum.
    Na dziś nasze akwarium, dzięki naszej C to terytorium całego globu i kitajski kopiec po okresie kumulacji wszedł właśnie w etap expandowania. I będzie tak parł aż do chwili, w ktorej wytłumi wszelkie sygnały wskazujące na jakiekolwiek zagrożenie dla centrum.
    A to oznacza, że spierdalać tylko w kosmos. Albo spopielić ich atomowkami poki jeszcze czas, tzn cofnąc ich głeboko w poziom otorbienia.

    Oni, oczywiscie, pojda drogą konwergencji, zwłaszcza, ze to jest droga najoplacalniejsza dla leberalnego widzenia swiata, gdzie nie ma byc konfrontacji, tylko dil.
    W sytuacji, w ktorej mamy USA i EU jako molochy atomowe taka konfrontacja na duża skale to armageddon, więc ja idę o zakład, że te elity z tych ośrodkow już pracują nad tym, jak tu powołac coś w rodzaju światowego rządu, bo po co się bić, skoro można wspolnie doić plebs, nespa?

    Jeśli do tego dojdzie, a w tym kierunku to zmierza i nie bardzo widze kogoś, komu by się chciało myśleć o biciu się z Żołtymi, to już po nas, bo Skośni w taklich gierkach na długi dystans zwyczajnie nie przegrywają. I mają wielkie zdolności adaptacyjne, sa karni i zorganizowani. Jak termitera.

    Nawet teraz spopielić ich byłby problem prawdziwy, stad kiedys na saloniku napisałem, ze najsensowniejszy sposob na to, to po cichu skierować na nich jakiś kosmiczny głaz i przypierdolić tym z kosmosu. Zachod moŋłby jeszcze zarobić na odbudowie i pomocy humanitarnej :D
    A artyści graliby ckliwe koncerty.
    Pytanie jednak takie- czy poza Rosją, ktora jest już tylko wieżgającym trupem, na świecie jest ktokolwiek, kt ma na tyle jaj, by coś takiego przeprowadzić?

    narka

    OdpowiedzUsuń
  15. @ Mustrum, Artur

    Jak mówiłeś Mustrum'ie, jak nazywaja naszych drogich Żydów Żółtki; Chuj-Chuj? No, przeurocze, jestem pod wrażeniem!

    Artur trochę mnie postraszył tymi maszerującymi miliardami hord skośnookich, ale żeby od razu w nich kometą czy tam innym meteorem? A nie dało by się czcicieli Siwy czy innego Brudnego Harego Kriszny podpuścic na koleżków za "Dachem Świata"?
    I prościej i humanitarniej i bez ryzyka skażenia środowiska (gazy cieplarniane, zatonięcie wysepki chuj go znajet jakiej, o którą tak walczą nasi bohaterscy ekolodzy na różnych szczytach, czy też szczytowaniach za naszą kasę, etc)

    Tylko że ja znów tak bardzo strachliwy nie jestem i (wstyd się przyznac) jako reprezentant narodu, który na wieki wieków amen zatrzymał ekspansję najbardziej uzdolnionego militarnie, najbardziej wojowniczego i fenomenalnego w "te klocki" plemienia jakie kiedykolwiek pojawiło się "in Universo" czyli plemienia Germanów - to ja na takich nieodrośniętych, czarniawych kurdupli, po prostu szczam!

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Wsie w mieście i na wsi
    Czytałem u jakowegoś merkuriańskiego mędrca, że Kitaj aż do lat 80-tych nie hołubił przesadnie Merkurian: nie uznawał istnienia ich państwa, odmawiał akredytacji jankeskim i kacapskim dyplomatom, którzy nazbyt obnosili się ze swoim merkuriańskim pochodzeniem, (co zresztą nie przeszkadzało obu stronom w robieniu wspólnych byznesów np: handlu czołgami) ale nie wiem prawda li to czy jeno agada?
    Co do ludu Hui czy Huej to jest on ponoć muzułmański, choć zewnętrznie nie różni się już od Hanów. Merkurianów z Państwa Środka nazywano natomiast Youtai, mieszkali głównie w mieście (okręgu?) Kaifeng. Żyli tam ponoć w niemal całkowitej izolacji od reszty diaspory od XII do XIX wieku, a wskutek mieszanych małżeństw z Hanami, Mandżurami i Hujami co raz bardziej się asymilowali. W latach 60-tych XIX synagoga w Kaifengu runęła - w przenośni i dosłownie. Obecnie Youtai nie mają już prawa powrotu, chyba że oficjalnie konwertują na wiarę żeńskich przodków.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czyli Chuj-Chuj to jednak nie Merkurianie! Ech! Anonimowy, wbijasz mi nóż prosto w serce!

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Mustrum
    Feliks ale nie Edmundowicz sugerował w swojej "Cywilizacji merkuriańskiej" że przodkowie Hujów zapewne byli merkuriańskiej wiary, a do potem przeszli na hurysy i hadżdż.
    @ Triarius
    Anglojęzyczna Wiki wyjaśnia w artykule o "prawie powrotu" przyczyny niechęci uciekinierów z 68 do starej ojczyzny (tej co nie zginęła, bo wyrosła z naszej krwi), ale i do niedoszłej ojczyzny (Merkury): otóż z P ich wygnano, choć mieli tyle zasług na polu umacniania władzy L***dowej, a na Merkurym ich nie przyjęto (bo ponoć byli zbyt zeslawizowani i mieli nie-merkuriańskie rodziny ze sobą) i musieli szukać szczęścia w Ultima Thule. Stąd ich obłędna niechęć zarówno do "zaściankowej" Najjaśniejszej jak i do teokratycznego Merkurego.

    OdpowiedzUsuń