środa, lipca 21, 2010

(Bez cienia związku z czymkolwiek) Historia strzelania do celu

Nadal nie mogę znaleźć drugiego tomu Magnum Opus, com go gdzieś zapodział, więc ostatnio więcej grzebię wśród swoich książek, co je mam, i czasem znajduję rzeczy, którem już, i że je mam, dawno zapomniał. Takoż właśnie wyciągnąłem spod stosu książek taką dużą, dość cienką, w niebieskiej lakierowanej obwolucie - i co widzę? Toż toż nic innego, jak "A History of Marksmanship" ("Historia strzelania do celu", lub może "Historia celnego strzelania") by Charles Chenevix Trench!

Tak sobie czytam i naszła mnie z nagła myśl, że może bym się z ew. Czytelnikami podzielił paroma drobnymi fragmentami, co mnie czegoś zainteresowały... Dlaczego? Nie mam bladego pojęcia! (Jak mi ktoś powie, dlaczego naszła mnie ta myśl, i mnie o tym przekona, to ogłoszę go Czytelnikiem Miesiąca. Albo coś równie wspaniałego dlań uczynię.)

Oto i owe fragmenty (w moim własnym, ma się rozumieć, tłumaczeniu):

Ulepszenie prochu znacznie poprawiło efektywność broni palnej. Węgiel drzewny, siarka i saletra były teraz mieszane na mokro, najchętniej przy użyciu ludzkiego moczu. Ktoś pijący wino był uważany za skuteczniejszego od kogoś pijącego piwo, a pijący wino biskup był najlepszy ze wszystkich, szczególnie, kiedy się pobierało prosto z kraniku.

[_ _ _]

Podczas piętnastego i szesnastego wieku władze Świętego Cesarstwa Rzymskiego zachęcały do formowania gildii strzeleckich, aby zapewnić rezerwę strzelców na wypadek inwazji Turków. Podobne gildie rozwinęły się w Szwajcarii. Z początku koncentrowały się na ćwiczeniu i zawodach w strzelaniu z kuszy, ale do połowy piętnastego wieku zaczęły już używać broni palnej: pierwsza gildia poświęcona wyłącznie strzelaniu z broni palnej została założona w Lucernie w roku 1466. Zawody w celnym strzelaniu miały miejsce w niedziele.

[_ _ _]

Takie zawody wkrótce stały się niezwykle popularne w środkowej Europie. Ludzie wędrowali całe dnie, aby wziąć udział w strzelaniu, a zwycięzcy powracający do domu byli witani jak bohaterowie. Na sławne spotkanie w Zurichu w roku 1504 strzelcy przybyli z tak daleka, jak Innsbruck i Frankfurt nad Menem: 460 kuszników i 236 arkebuzjerów. Poza sprawą, która ich ściągnęła, dodatkowych emocji dostarczały gry, wyścigi konne, turnieje i pokazy zawodowych szermierzy. Tańce i uczty pomagały spędzać noce. Cyganie i wędrowni aktorzy oferowali swoje towary, co by to mogło być, i nikt nie nawoływał zawodników do rezygnowania, jeśli chcieli celnie strzelać, z uciech cielesnych. (Jak inaczej, jak bardzo inaczej, od namaszczonej, ascetycznej atmosfery Bisley!). Koszt tych spotkań ponosiła lokalna społeczność miejska, często z pomocą loterii.

[_ _ _]

Wynalazek bardzo interesujący z technicznego punktu widzenia pojawił się we wczesnym piętnastym wieku. [_ _ _] Odkryto, że można wyeliminować [drżenie kuli w locie] wystrzeliwując ją z gwintowanej lufy, co powodowało, że obracała się szybko w czasie lotu. [_ _ _] Efekt gwintowania był oczywisty: znacznie poprawiało skuteczność broni palnej. Jednak powód był szeroko dyskutowany. Niektórzy utrzymywali, że chochliki, które uwielbiały niecelnie kierować dobre chrześcijańskie kule, nie mogły się na takiej wirującej kuli utrzymać, inni, że działanie sił nadprzyrodzonych było w sumie ułatwione w przypadku wirującej kuli, ale było ono dobroczynne, sprawiając, że leciała celniej.

Aby rozstrzygnąć tę zawikłaną kwestię przeprowadzono w Mainzu (to chyba na nasze Miśnia, nie?) w roku 1547, pod nadzorem arcybiskupa, stosowny eksperyment. Jeden zawodnik został wyposażony w srebrne kule, odpowiednio poświęcone, godne zaufania nawet przeciw wiedźmom i wilkołakom - drugi w zwykłe, niepobłogosławione ołowiane kule. Odległość wynosiła niewiarygodne 200 metrów. Wierzyć się nie chce, ale z dwudziestu ołowianych kul dziewiętnaście trafiło w cel, spośród zaś srebrnych, żadna nie trafiła. To sugerowało, że gwintowane kule są istotnie kierowane diabelską siłą, i na kilka lat utraciły reputację. (My, korzystając z dobrodziejstwa świeckiej edukacji, możemy postawić hipotezę, że miększe ołowiane kule ciaśniej przylegały do gwintu lufy. Co więcej, święte krzyże głęboko wyryte w każdej ze srebrnych kul, nie tylko nie zapewniły im prostego lotu, ale mogły mieć dokładnie przeciwny skutek.)


triarius
---------------------------------------------------  
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

20 komentarzy:

  1. Takich masowych gildii i sokolnictw nam dziś potrzeba!

    A to dworowanie sobie z religijności to oświeceniowa propaganda - w rzeczywistości rozróżnienie między siłami przyrodzonymi a nadprzyrodzonymi było zawsze jasne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miodne fragmenty!
    Nie mam nic o sile potrzebnej do napięcia dwumetrowych angielskich łuków?
    Błogosławiona wina zniknięcia tego II tomu M.Opus ;)
    Zgadzam się z przedmówca: warto byłoby dopisać następny rodział do tej historii

    OdpowiedzUsuń
  3. @tj

    Oczywiscie ze tak.A takze klubow surviwalowych i szkol walki oraz szkol hackerow.Wszyscy zreszta wiemy po co.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Struś Pędziwiatr

    Nie mów lepiej takich rzeczy, bo bez Drugiego Tomu Magnum Opus żyć się nijak po prostu nie da!

    Ale za komplimanga dzięki. Do której historii warto by dopisać?

    Co do naciągu łuków, to istnieje takie info. Kiedyś studiowałem ostro kwestię procy (typu Dawida, nie takiej na gumę) i, pośrednio, jako drugiej niejako nogi, ale całkiem ostro, łuku. Napisałem w Uppsali taką pracę semestralną na ten temat, myślałem o doktoracie.

    Chodziło nie tylko o procę i łuk, ale o całą, b. interesującą i oczywiście niemiecką, antropologiczną teorię Kulturkreise, czyli "kręgów kulturowych".

    No i, żeby wreszcie dotrzeć do sedna, miałem sporo informacji na temat tego typu spraw, jak naciąg tych łuków. Z głowy mogę rzec, że to było coś koło stu funtów, jeśli pamiętam. Czyli z 45 kg.

    Wiadomo np. ze szkielet łucznika z zatopionego okrętu z czasów Henryka VIII "Mary Rose" ma b. wyraźne ślady b. ciężkiej pracy (prawego przede wszystkim barku), który był b. rozwinięty i dość ostro zużyty.

    Te łuki, a także strzały i bełty do kusz, to był także b. ciekawy ekonomiczny problem (dla rynkowców): cis był IMPORTOWANY np. z Italii, a nie angielski, a strzały były produkowane na niemal przemysłową skalę i eksportowane masowo. Był o tym kiedyś b. fajny artykuł w Scientific American, o ile się nie mylę.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  5. @ tj

    Wiesz, za wroga KK naprawdę trudno mnie uznać. (Co innego V2.)

    Jednak naprawdę chętnie bym katolikom zasugerował, że te sprawy to raczej Wyzwanie, Obowiązek, Wartość, a nie, jak się wielu wydaje, jakaś gwarancja ZIEMSKICH, ŚWIECKICH sukcesów, np. politycznych.

    Bo inaczej to często chyba się oszukujemy, osładzamy sobie ten etyczny koszmar... Zamiast działać, knuć, doskonalić się, walczyć, wiać do Urugwaju czy Brazylii... Człek se opowiada, że już, już nowa cywilizacja powstaje, i to chrześcijańska.

    A ja się zaczynam zastanawiać, czy coś w rodzaju pokracznej nowej cywilizacji faktycznie nie powstaje na naszych oczach... A jej religią zlemingowacenie, "tolerancja" i Prawa Człowieka. Bardziej to prawdopodobnie wygląda, niestety!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Wsie w Mieście (i panowie ze WSI oczywiście też)

    Jasne, potrzeba! Ale tutaj wirtualne klepanie paluszkami po klawiszkach nie wystarczy, i w tym problem.

    Problemów ci zresztą tutaj naprawdę nie brakuje, jak się człek zacznie zastanawiać. Ale kto powiedział, że ma być letko?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. Gildie, to teraz sobie możemy założyć, ale strzelających z łuków własnej roboty...

    A ten passus o próbie porównawczej, to autorowi chyba się w tym antyklerykalnym zapale przyśnił - gdyby w Mainzu w 1547 nadal królowała taka wiara w moc wody święconej, to zamiast tego strzelca ze srebrnymi kulami wystarczyłby łucznik, dla pewności stojący w wannie nią wypełnioną (albo procarz).

    Ale sam rewelacjny wynalazek stabilizacji żyroskopowej pocisku długo czekał na upowszechnienie, koszt i szybkostrzelność wstrzymała go aż do XIXw.

    Inna sprawa, że w masowych armiach, większości i tak było obojętne z czego strzelają, skoro i tak nie mieli (mają?) ochoty nikogo zabijać.

    OdpowiedzUsuń
  8. triarius,

    To, o czym mówisz w świętotomaszowym języku nazywa się "gratia supponit naturam" i "gratia non tollit naturam". Łaska wymaga natury i łaska natury nie niszczy. Nie po to Pan Bóg dał nam prawa natury, żeby je znosić za każdym razem kiedy nam nie pasują. To są dość oczywiste sprawy po chwili zastanowienia, więc pewnie dlatego lewactwo intensywnie stręczy nam postawę "pray & obey".

    Mnie zasadniczo uczono, że np. student który modli się o zdanie egzaminu zamiast się uczyć, popełnia grzech przeciw drugiemu przykazaniu.

    Ta "cywilizacja praw człowieka", moim zdaniem nie ma szans, właśnie dlatego że zbyt jest odległa od praw natury. Ja bym stawiał na jakieś duginowo-evoliańskie pogaństwo, bo strasznie europejczykom brakuje powszechnego sacrum. A od tego do chrześcijaństwa droga niedaleka, chociaż oczywiście samo się nie zrobi.

    Ja akurat miałem co innego na myśli, chodziło mi o to że nikt nigdy nie uważał, że np. ptaki latają bo niosą je aniołowie, czy temu podobne głupoty oświeceniowej propagandy.

    OdpowiedzUsuń
  9. @ tj

    No i bardzo mądre to jest! Dokładnie o to mi chodzi.

    Ale przyznasz, że do naszej prawicy dość słabo to na razie trafia.

    Co do religii praw człowieka, to ja jednak się obawiam, że ona może zaistnieć. (Jakby już nie istniała, jako oficjalna "propozycja", jedna z!)

    Mi tu chodzi o spenglerowską "drugą religijność", czyli całkowite odracjonalizowanie megalopolitalnego leminga, pójście w stronę idealizacji cierpienia, pokory, bierności, braku agresji... A potem dopiero na tym się coś ew. buduje, odgórnie znaczy.

    Tak się zastanawiałem ostatnio nad wczesnym chrześcijaństwem, bo mnie czasem Nicek prowokuje. No i uświadomiłem sobie, kiedyśmy z Hrabią dyskutowali starożytny feminizm - był czy go nie było - że to wczesne chrześcijaństwo okrutnie było niemęskie... Nie ma się co oszukiwać, było kobiece, niewolnicze, starcze, eunusze...

    Całkiem nie to, co zachodni katolicyzm od powiedzmy wypraw krzyżowych! (Żeby nie było, żem się nagle stał wrogiem.) To było wprost przeciwne.

    Ale tam? Nie mówię Św. Paweł, choć od niego też Magianizm bije po oczach, nie żeby to było coś aż tak złego... Ale gość miał energię i wolę ze stali. Natomiast tamci? Te dziewice? Ci starcy? Ci żołnierze turned pacifists?

    Po co starożytności feminizm, skoro szpęglerycznie tę rolę spełniało wczesne chrześcijaństwo?

    Ale ten Tomasz super, przyznaję!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. triarius,

    słabo trafia, bo kiedy Kościół dał się zepchnąć do kruchty, odciął się jednocześnie od pokaźnego kawałka rzeczywistości, i nie bardzo wie o czym mówi. Teraz nawet na "Kościół walczący" mówi się "Kościół pielgrzymujący" (co wbrew pozorom ma bardzo poważne implikacje teologiczne - zanik wiary w Szatana, realne, osobowe zło).

    Czy to pierwsze chrześcijaństwo było eunuchoidalne - z jednej strony razić może odmienianie miłości przez wszystkie przypadki, z drugiej - jednak wtedy społeczeństwo wyglądało inaczej. To byli ludzie którzy woleli raczej pójść na śmierć niż zapalić fałszywemu bożkowi szczyptę kadzidełka. Czy dzisiejsze eunuchoidy wychowane w kulcie św. Spokoja byłyby do tego zdolne?

    Dalej, w ówczesnym społeczeństwie wojny były permanentne, nie brakowało więc pozareligijnej okazji do praktykowania cech męskich, nie było po co spychać tego w religię.

    Trzy, pogaństwo osiągnęło już zadziwiającą zbieżność z chrześcijaństwem. Zwracał na to uwagę bodaj św. Klemens Aleksandryjski. Kwestie etyczne, postrzeganie świata, neoplatonizm - to wszystko było bardzo podobne do chrześcijaństwa. Nawet wiara w jedno bóstwo ("numen supraemum") była wśród pogan powszechna tak powiedzmy w IV wieku.

    Ogólnie ten schemat postępowania ("eunuchoidalne" misjonarstwo wśród ludu + nawracanie elit, po to by potem dokończyły dzieła totalnej chrystianizacji ogniem i mieczem) zawsze i wszędzie okazywał się sukcesem. Rezygnacja z drugiej części przyniosła katastrofę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tj,

    kluby nie są konieczne do niczego a do tego łatwo namierzalne.
    Proponuję co innego- niech każdy, kto nie jest myśliwym znajdzie sobie kolege myśliwego i umówi się z nim raz w miesiącu na strzelnicy. Kolega myśliwy przyniesie sztucer i strzelbę, strzelecki padawan finansuje amunicję (we Wrocławiu, na naszej strzelnicy amunicja jest zawsze do nabycia na miejscu) i można do woli trenowac strzelanie z prawdziwej broni. Nie pamiętam teraz dokładnie, ale paczka naboi do skeeta (do rzutków wyrzucanych przez takie dwie wiezyczki, bardzo dobre ćwiczenie na szybki orient i walenie do dwóch ruchomych celów), to koszt coś 30zł. Więc grosze.
    Gdyby ktoś był zainteresowany we Wro, to od jesienie ja zapraszam (do jesieni się nie podejmuję ze względu na zdrowie).
    Zresztą, to wcale nie musi być żaden znajomy myśliwy, wystarczy pójśc na najbliższą strzelnicę i zamówić sobie instruktora. To są żadne pieniądze tak naprawdę.
    A do tego każdy powinien sobie kupić zestaw do paintballa i raz w miesiącu grupką przyjaciół pobawić się w gry taktyczne gdzieś w lesie.
    To tak na poczatek. Inwestycja praktycznie zerowa, nie ma potrzeby formalizowania takich "klubów", jest to dla waaadzy niewidoczne a odnosi skutek taki, jaki trzeba.
    Po roku takiej zabawy można się pokusić o najpierw wojewódzkie a póxniej ogólnopolskie zloty. Najlepiej w formie pikniku rodzin, namioty, przyczepy kampingowe, strzelanie z ostrej do rzutek, plus paintballowe gry taktyczne, zawody itp.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tygrysie,

    świetne, z tymi chochlikami.

    Jest taka książka C.S. Lewisa "Chrześcijaństwo po prostu" i tam autor pisze taką rzecz (cytuję z pamięci, więc upraszam o nie łapanie za słówka)- nic nie wskazuje na to, że coś takiego jak prawa przyrody w ogóle istnieje a jedyne co możemy powiedzieć to to, że w określonych sytuacjach pewne rzeczy się dzieją. Upuszczony kamień spada nie dlatego, że tak mówi jakieś prawo, że Newton, że grawitacja- my zwyczajnie obserwujemy tylko pewien fakt.

    Wracając do chochlików- faktem jest, że kula z lufy gwintowanej leci sobie lepiej (z punktu widzenia strzelca, bo z punktu widzenia ofiary, to jakby gorzej, nie?) i to jest pewien fakt. Można to wyjaśnić przy pomocy fizycznych wzorów, ale tłumaczenie tego faktu, że chochliki nie utrzymują się na wirującej kuli jest dokładnie tak samo dobre, jak to oparte o wzory fizyczne.

    pozdrawki

    OdpowiedzUsuń
  14. @ tj

    Nie odbierajmy wszystkiego kobietom! Przecież bierny heroizm to ich specjalność. Wcale nie twierdzę, że w tym godzeniu się z pewną śmiercią z pozornie błahych powodów nie było heroizmu, to nie o to chodzi.

    Mówiłem tylko o tym, że jeśli naprawdę byłby jakiś tego typu nowy etap, to dopiero by ta obecna komuna triumfowała! Przecież nikt by z nią nie walczył, ani się nie opierał, przez kilkaset lat co najmniej.

    Dla mnie męskie to zdecydowanie nie było, co nie znaczy, że było całkiem bezwartościowe.

    Co do ówczesnego poganizmu, to zgoda. Oni też byli dość eunuchoidalni, zresztą kobiety cały czas zyskiwały na znaczeniu (powody m.in. ekonomiczne, dziedziczenie itd.). A państwo rujnowało się przecież na jedwab, bez którego sobie życia nie wyobrażano. No i naprawdę mieli masę eunuchów, i to nie na byle jakich stanowiskach.

    To oczywiście nie była jakaś naukowa analiza, choć tę dziedzinę mam akurat nieźle opanowaną, więc dałoby się pogadać, gdyby ktoś chciał ten temat dalej męczyć.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  15. @ nicek

    To nie było wprawdzie do mnie o tych klubach, ale ja zawsze miałem ogromne wątpliwości na temat wchodzenia w jakąkolwiek oficjalność, bo to jest po prostu sposób tego pieprzonego establiszmętu (ojro) na namierzenie i kontrolowanie ludzi. Począwszy od działalności gospodarczej.

    Bardzo cenne info z tym strzelaniem, dzięki! Tutaj w Gdańsku faktycznie jest taka firma, ale poza pistoletem do statycznego celu, co jest we Wrzeszczu (tym od wytrzeszcza), to wszystko inne jest gdzieś poza miastem. Cóż, dobrze chociaż, że to tak tanie, choć jak oglądałem tutejszy cennik, to było jednak chyba nieco drożej. Ale i tak nie miliony.

    Kumpel łowca by się przydał, ale musiałbyś mi jakiegoś naraić, bo ja wirtualny i człowieka w realu oglądam raz na parę lat.

    Co do chochlików, to przecież słodkie są! Takie liberalne poniekąd, bo podejrzewam, że dopóki te kule latały prosto (albo tak im się wydawało), zapewne ich nie było. Pojawiły się, kiedy były potrzebne. Jak jakieś epicykle, albo Świecka Świętość Jacka Kuronia.

    Zabawne są te tam "antyklerykalne" informacje, ten biskup z kranikiem też przecież... To wcale zresztą nie musiała być taka głupota - dobrze odżywiony, w starszym wieku i opity dobrym winem gość mógł mieć np. więcej azotu, niż ktoś, to miał tam sam powiedzmy testosteron. Czy to nie jest możliwe?

    Wcale przecież nie twierdzę, że te zabawne historie godzą jakoś w katolicką religię! To nie są nawet dogmaty, jak teoria Ptolemeusza, żeby jakaś "nauka" mogła się z nimi wprost zderzać. Ci ludzie sobie tak to tłumaczyli - ich prawo, dzisiaj mogliby ŚŚJK albo Telekinetyczną Zdolnością Unii Europejskiej, i nikt by się nie zdziwił.

    Nauka nie ma nic do powiedzenia także na temat dogmatów, które dla głupich "z nauką się kłócą", jak dogmat o niepokalanym poczęciu... Ale to bzdura! Jednorazowe wydarzenie, całkiem oficjalnie CUDOWNE, nie mieści się nijak w ramach "użytecznych teorii" i tego co się statystycznie powinno zdarzyć. Czy ja (i Spengler zresztą) nie mówię tego od zawsze?

    Ptolemeusz był pewnego rodzaju zaangażowaniem się w niepewny biz, osłabieniem swojej pozycji, niczym pod Hastings przez Huscarlar, ale też przecież ktoś się może kłócić, że on jednak MA rację i co komu do tego? Dla mnie nie będzie to wielki problem, choć i tak akurat jeden z większych w tym kontekście.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  16. nicek, triarius,

    właśnie takie spotkania by sobie postrzelać, i ich popularyzację, miałem na myśli.

    Z tego co wiem, na strzelnicach generalnie mają broń na miejscu, choć przyznam, że o długą nie pytałem.

    Czy w takich zwykłych, garażowo-bunkrowych przybytkach, gdzie trenują ochroniarze, można strzelać z broni długiej i strzelb?

    OdpowiedzUsuń
  17. @ tj

    I tak i nie, zależy jaką definicję przyjmiesz na określenie broni długiej:

    Np. wg dyrektywy unijnej 91/477/EWG (u nas obowiązującej) to lufa do 30 cm lub dł. całkowita do 60 cm;

    Czy wg rozporządzenia MSWiA z 06.08.1998 to: pistolety maszynowe i strzelby gładkolufowe

    I taki np. "PM 84P Glauberyt" (lufa 18,5cm, dł. całk. z rozł. kolbą 57,5cm) jest zarazem i długi i krótki.

    Ale zasadniczo strzelnice myśliwskie są otwarte.

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetnym przykładem zeunuszenia naszej K/C jest sprawa związków młodszych mężczyzn ze starszymi kobietami. Newsweek podaje: "Choć z badań CBOS-u wynika, że tylko co trzeci mężczyzna opowiada się za partnerskim modelem związku, to w tej mniejszości przeważają młodzi, wykształceni, z pieniędzmi i robiący karierę. Związek z dojrzałą kobietą jest dla nich wygodny. Bo z jednej strony boją się, że wobec partnerki młodszej, bez pozycji zawodowej musieliby odgrywać tradycyjną rolę odpowiedzialnego za wszystko "przewodnika stada". Z drugiej zaś są już znudzeni przygodnymi flirtami bez zobowiązań, na które szkoda im czasu. - Romansiki wyszły mi już z głowy. Pochłaniają masę energii, ale są puste - wspomina wielogodzinne przesiadywanie z młodymi panienkami w pubach Paweł Nowicki, 27-letni wibrafonista i perkusista trójmiejskiego zespołu Pink Freud, który "ustatkował się" przy Anicie Zuchorze, 34-letniej redaktorce. I nie żałuje. (...)Rafał czasami całymi dniami gra na komputerze. Kiedyś na pewno by mnie drażniło, że bez sensu traci czas. Teraz traktuję to na luzie - mówi Kasia Idzikowska. Nie przejęła się nawet tym, że Rafał rozbił samochód i teraz muszą jeździć tramwajami. - Trudno, odbije się - mówi. Bo lekkomyślność w jednych sferach młodzi mężczyźni rekompensują partnerkom odpowiedzialnością w innych. - Paweł włożył ogromny wysiłek w ułożenie relacji z moim synem - mówi Anita Zuchora, mama 6-letniego Teodora z poprzedniego związku. To Paweł odprowadza Teodora do szkoły, uczy go jeździć na rowerze i czyta mu bajki na dobranoc. - Dlatego gdy wraca z koncertu i śpi, nie żądam, żeby wstawał i zarządzał rzeczywistością, bo ja tak chcę - mówi Anita."

    OdpowiedzUsuń
  19. Anonimowy,

    zeunuszenie tak żałosne, że aż trudno to jakoś skomentować. Nie wiem nawet, czy bardziej kastracka jest "partnerka" starsza o 7 lat, granie w gry całymi dniami w wieku lat 27, czy niańczenie cudzego syna (nie, żebym był programowo wrogi adopcji - czym innym jest chowanie cudzych dzieci na swoje przez nadmiar sił męskich, a czym innym zadowalanie się cudzymi przez sił niedostatek).

    Tak przy okazji, czy powojenne zgwałcenie narodu niemieckiego nie ucieleśnia się doskonale w Leni Riefenstahl, która znalazła sobie chłopa o 40 lat młodszego, i po wielu latach "wspólnego życia" wzięła z nim ślub w wieku lat 101?

    OdpowiedzUsuń
  20. @ tj

    No nie! W tym drugim wypadku to żadne tam zgwałcenie tylko zwykła nekrofilia!

    OdpowiedzUsuń