sobota, września 17, 2011

Sanhedryn, czy nie Sanhedryn - oto jest pytanie!

Dźgnięty ostrogą dyskusji odbywającej się akurat na niepopach, zdecydowałem się na moment wyjść z szafy, wrócić z moich wirtualnych Dolomitów, i coś napisać.

W dyskusji owej, gdyby ktoś nie chciał tego sprawdzać u źródła, padła teza, że, cytuję: "Świat nie jest taki prosty, że siedzi sobie gdzieś Sanhedryn i rozstawia pionki." Konkretnie rzekł to Gadający Grzyb, tutaj. Powiedział oczywiście prawdę, bo to całkiem nie tak działa. Co jest zresztą dość jasne dla wszystkich, których w sieci czytam. Także i dla Nicka (mającego pewną skłonność do uproszczeń, która mnie razi, kiedy np. jedzie dość prymitywnymi rasowymi stereotypami), któren nie tak dawno explicite stwierdził coś b. do  podobnego do tego, co mówi Grzyb..

Ile jednak w istocie wynika z owego faktu, że sobie żaden Sanhedryn nie siedzi - a w każdym razie raczej nie jeden, globalny - i sobie punkt po punkcie nie planuje... Niczym jakaś Rada Najwyższa ZSRR, co to debatowała i decydowała o szerokości gumy do majtek. (W czym zresztą dzielnie ją naśladuje niezawodna Unia Euro.)  Potem to wszytko, co ten Sanhedryn postanowi, nie jest ściśle, w podskokach, przez tysiące jakichś tego Sanhedrynu agentów realizowane.

To nie tak działa, jakośmy rzekli! Jednak kiedy zwrócimy oblicze w stronę najnowszych osiągnięć nauki, zdziwieni widzimy, że to wcale nie musi tak działać - skutek jednak może być, w sumie, b. podobny.

W poprzednim moim kawałku powoływałem się na pana Ormeroda i jego, przewracającą ekonomię do góry nogami, a to za pomocą m.in. biologii, książkę. Wiele ciekawych rzeczy z zawartych tam treści wynika, kiedy człowiek sobie pomyśli i skojarzy. I tutaj także - w kwestii owego Sanhedrynu znaczy.

Niemal na samym początku pan Ormerod opisuje mechanizm, w wyniku którego powstają we współczesnych miastach tzw. "getta". Nie chodzi o getta w ścisłym znaczeniu, jak te żydowskie ze średniowiecza, tylko o całe obszary, całe dzielnice, zamieszkałe przez ludzi pewnego etnicznego, kulturowego, czy rasowego pochodzenia. Albo po prostu przez biedotę i margines.

Tego typu dzielnice, jak się okazuje, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, lubią się utrzymywać przez setki lat. (Choć akurat w Paryżu, z tego co wiem, parę dzielnic na przestrzeni wieków radykalnie zmieniło swój status. No i oczywiście, w Londynie mamy dzielnicę doków, która ostatnio stała się modna z powodu osiedlających się tam yuppies.)

W każdym razie ów Paul Ormerod opisuje nam w swej książce symulację komputerową, która wyjaśnia naturę tego zjawiska. Zjawiska, jak by się zdawało, prostego do wyjaśnienia, ale tylko przy założeniu, że ludzie mają naprawdę ogromny wstręt do mieszkania koło ludzi różnych od siebie, a szczególnie "kolorowych", czy znacznie biedniejszych.

To jednak, jak się okazuje (i o ile można wierzyć tego typu badaniom), nie jest już dzisiaj takie powszechne. Wiele wskazuje, że większość ludzi nie wykazuje już wiele tego typu odruchów. (W Polsce, gdyby to rzetelnie sprawdzić, byłoby pewnie inaczej. Ale cóż, ludek kraju dostającego od setek lat bez przerwy w dupę musi mieć, niestety, masę kompleksów. A poza tym, nie wykluczam, że Polakom, a przynajmniej polskim prawicowym blogerom, bo o nich w sumie mówimy, jeszcze na czymś tam zależy i polityczna poprawność mniej ich dotknęła. To dwie strony tego zjawiska.)

Jakby tam w istocie nie było, okazuje się jednak - na podstawie owej komputerowej symulacji - że jakieś silne rasowe czy społeczne uprzedzenia nie są tu wcale niezbędne. Symulacja była dość znanego typu, coś jak "gra w życie". Każdy, kto się zabawiał komputerami i programowaniem, wie o co chodzi. Są tam więc krateczki, oraz dwa (mogłoby być więcej, ale i dwa wystarczają) rodzaje "istotek", których "życie" podlega pewnym prostym prawom.

W przypadku tej "naszej" symulacji, te "istotki" przemieszają się o jedną kratkę w losowym kierunku - tylko wtedy i zawsze wtedy, kiedy w ich bezpośrednim sąsiedztwie znajdzie się (co najmniej) określona liczba "istotek" innego rodzaju. Na przykład ponad połowa. No i tak to sobie działa - krok po kroku, bo żaden czas rzeczywisty nie jest tutaj do niczego potrzebny.

Jak się taką symulację uruchomi i jakiś czas ona sobie pochodzi, to okazuje się, że z początkowo całkiem losowego ułożenia, przemieszania, tych dwóch rodzajów wirtualnych "istotek", stosunkowo szybko otrzymujemy "społeczeństwo" ściśle segregowane! I, powtarzam - te "istotki" wcale nie mają jakichś tam wielkich społecznych, czy rasowych, uprzedzeń. One po prostu sobie wolą, by w ich bezpośrednim sąsiedztwie było jednak nieco choćby więcej istotek podobnych do nich samych.

A jednak podział, segregacja, nieubłaganie występuje, chcemy tego, czy nie! To tak, jak ruchy Browna z lekkim popchnięciem w jedną stronę, albo jak myślowy eksperyment Maxwella (bo on to był chyba) z cząsteczkami gazu w zbiorniku przedzielonym półprzepuszczalną błoną.

Oczywiście od rasowej czy społecznej segregacji (którą sobie tutaj, tuszę, do samego końca wyjaśniliśmy - a jeśli komuś mało, to niech sobie zrobi taką symulację w realu, to nie jest wcale aż tak trudne!) do sprawy Sanhedrynu jeszcze trochę drogi pozostało, ale warto chyba sobie wyraźnie uświadomić, że w wielu przypadkach nawet stosunkowo niewielka tendencja, konsekwentnie zmieniająca (pseudo) losowe zachowania w jakiś konkretnym kierunku, potrafi działać tak, jakby rzeczywiście sprawami manipulował sobie jakiś tam Sanhedryn.

Warto się chyba czasem nad tym zjawiskiem zastanowić! Po pierwsze - żeby wiedzieć, że różne, często wprost obłędne, "teorie spiskowe", mogą nie być prawdziwe, a mimo to skutek potrafi być taki, jakby były. Czyli czujność, zdrowa paranoja i niedawanie się różnym wyśmiewaczom "spiskowych teorii", często po prostu zadaniowanym i to nie przez naszych przyjaciół. Sama teoria może być nieprawdziwa, ale skutek dokładnie ten sam, więc, uwzględniając skłonność ludzkiego umysłu do uproszczeń, to nie jest wcale taka najgorsza metoda. I te rzeczy.

Po drugie zaś - żebyśmy sami raz za razem nie interpretowali różnych skomplikowanych zjawisk w najprymitywniejszy sposób, czy to będą jakieś hiper-rasowe (żeby nie powiedzieć "rasistowskie", bo to słowo zawłaszczone, jeśli nie stworzone, przez lewiznę) teorie, czy też naiwny w końcu, pogląd, że wszystko dzieje się tak, jak się dzieje, bo gdzieś tam siedzi sobie Sanhedryn i knuje.

Siedzi, zgoda. Knuje, zgoda. Ale z pewnością nie jeden. I z pewnością nie jest to wszystko dokładnie skoordynowane. I nie tylko on, bo są i inne siły, które też siedzą i knują. Albo nie tylko to. Zresztą z samym przekazywaniem i egzekwowaniem tych postanowień też musi być problem. Nawet Rada Najwyższa go miała, a co dopiero struktury, jakby nie było, mniej jawne! Czy to coś istotnie zmienia? Nie - cała rzecz w tym, że właśnie NIE MUSI!

I jeszcze może być Trzy - możliwe, że najważniejsze... Otóż, może MY byśmy też mogli zacząć próbować działać w podobny sposób? Po troszeczkę, jeśli nie można inaczej, ale konsekwentnie, z grubsza w w tym samym kierunku? (Oczywiście inteligentnie wybranym.) Wiele bo ty mogło zmienić. No i na odmianę - na naszą korzyść.

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

17 komentarzy:

  1. Daruj, ale to, że ludzie wolą być wśród swoich, to nie jest jakieś wielkie odkrycie.

    "Otóż, może MY byśmy też mogli zacząć próbować działać w podobny sposób?"

    Pewnie, że moglibyśmy, i nawet nieśmiało próbujemy, ale nasi starsi bracia, którzy zaczęli działać w ten sposób dużo wcześniej, okopali się na dogodnych pozycjach i sypią piach w tryby, także na razie jest jak jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. @ tj

    Rzecz w tym, że tu nie chodzi o odkrywanie, że ludzie wolą żyć wśród swoich. To przecież było wprost ZAŁOŻENIEM eksperymentu!

    Chodzi o to, że nawet b. niewielka preferencja tego rodzaju w krótkim czasie powoduje b. wyraźne skutki.

    A wnioski z tego są liczne i nie o wszystkich wspomniałem. Także np. i ten, że naszym kochanym naprawiaczom świata nie uda się nigdy osiągnąć tego typu "wzniosłych celów", jak kompletnie wymieszane etnicznie/kulturowo/ekonomicznie/itd. społeczeństwo.

    I się nie udaje - widać to choćby po tym, że np. amerykańskie szkoły są teraz bardziej etnicznie rozdzielone, niż 20 lat temu. Mimo wszelkich wysiłków władz i "ludzi dobrej woli", i mimo o wiele niższego poziomu rasowych przesądów (czy może etnicznej świadomości i woli walki). O czym zresztą wspomina sam Ormerod.

    A wniosek z tego...? Że albo muszą odpuścić, albo też uciec się do o wiele radykalniejszych i brutalniejszych środków. Czyli totalitaryzm bez owijania w bawełnę. (Czyżby coś rzeczywiście na taką chęć wskazywało?)

    Sypanie piachu w tryby jest faktem, ale oni po prostu mają łatwiej z pozytywnym programem promocji swoich, aż do "posiądziecie ziemię, a wasze potomstwo... itd." My zaś nie potrafimy nawet określić linii frontu i wciąż mamy fanatyków "wolnego rynku" i różnych innych świrów, którzy wprowadzają chaos.

    Albo i ludzi, którzy całkiem bez potrzeby (zapewne chcąc się bratać z prostym człekiem, choć kiedy indziej nazywają go "czernią") wprowadzają np. kryteria rasowo/kolorowe.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  3. "naszym kochanym naprawiaczom świata nie uda się nigdy osiągnąć tego typu "wzniosłych celów", jak kompletnie wymieszane etnicznie/kulturowo/ekonomicznie/itd. społeczeństwo"

    Ale da się wymieszać poprzez zniszczenie starych tożsamości i wprowadzenie nowych.

    W enerdówku widać całkiem sporo zachodniosłowiańskich gąb, różniących się od brdziej kacapopodobnych fizjonomii polskich mieszkańców Ziem Odzyskanych.

    Tylko tyle ostało się z dzielnych Wieletów i Obodrytów, uparcie dyskryminowanych dopóki przejawiali jakąkolwiek szczątkową własną tożsamość.

    "A wniosek z tego...? Że albo muszą odpuścić, albo też uciec się do o wiele radykalniejszych i brutalniejszych środków. Czyli totalitaryzm bez owijania w bawełnę. (Czyżby coś rzeczywiście na taką chęć wskazywało?)"

    A może lewactwo zrealizowało już swój cel? Imigrantów ściągano przecież po to by nie powtórzyła się historia etnonacjonalizmów sprzed drugiej wojny.

    No i chyba się udało, nie? Nikt nie ruszy żyda, kiedy obok rozrabia tłum Turków, Kurdów, Arabów, Somalijczyków... Ba, żyd robi się wówczas naszym bratem, z którym możemy razem gardzić czarną barbarią.

    Czego chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
  4. @tj

    A ja mysle ze moze im sie to mieszanie udac.W ciagu ostatniego mniej wiecej roku czytalem sporo na ten temat-ogolnie wynika z tych roznych info ze obecnie biale kobiety wola kolorowych facetow,kolorowi faceci wola biala babki(podnosi to ich status spoleczny),ludzie oceniaja mieszancow jako bardziej atrakcyjnych i kompetentnych itp itd.To nawet zaskakujace bo znowu inne badania wykazuja iz ludzie podswiadomie nie wykazuja empatii do ludzi innej rasy ale to tylko pokazuje iz wsrod mas propaganda politpoprawnosci jednak odniosla znaczacy sukces.Zeby nie bylo ze zmyslam ;)

    http://tiny.pl/h1h5r
    http://tiny.pl/h1h57
    http://tiny.pl/h1h59

    @triarus
    A z tymi Zydami(czy zydami)to wiadomo rzecz-to tylko jedna z globalnych sil-moze i nawet najpotezniejsza i dosc szkodliwa ale sa i inni co pokazuje chocby obecna postawa Chin ktore obecnie stawiaja warunki Zachodowi(znaczy sie-my was uratujemy przed kryzysem ale wy nam to i tamto-http://tiny.pl/h1h5w).

    Ogolnie to o czym piszesz @triarusie to ekonofizyka,cybernetyka spoleczna oraz teoria gier-podstawowe sprawy-problem w tym ze wielu blogerow czy analitykow politycznych zatrzymalo sie na etapie rozwazan czysto humanistycznej natury-a to blad-pewne rzeczy(takze z dziedziny nauk spolecznych)mozna policzyc(na co przykladem chocby linkowani tu przez mnie wielokrotnie pilaster czy Chlebus).

    OdpowiedzUsuń
  5. @ tj

    Całkowicie się z Tobą zgadzam. Miałem na myśli to, że muszą docisnąć, bo tak łagodnie, słodko, metodą socjaldemokratyczną po prostu tego się nie da osiągnąć.

    No i mamy Piątków...

    Z drugiej strony jest zapewne jakaś "masa krytyczna" zdrowia społecznego, po przekroczeniu której - i na co oni sami wyraźnie liczą! - otrzymujemy czyste "bagno beharwioralne" (behavioral sink), czyli sytuację, gdzie nikt nikomu już nie pomoże, nawet matka dzieciom, więc po każdy okruch trza do Władzy, a lud w sytuacji takiej, jak amerykański jeniec w północnokoreańskiej klatce poddany praniu mózgu.

    Im z całą pewnością o to właśnie chodzi i ja nie miałem na myśli, że to się nie może udać, tylko że nie tak łagodnie, jak dotąd.

    Czyli, jak zawsze: KONTREWOLUCJA NASILA SIĘ W MIARĘ POSTĘPU REWOLUCJI - a w każdym razie taki jest oficjalny przekaz do odpowiedniej opryczniny i oficerów politycznych.

    I co my na to?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  6. @ piotr34

    No właśnie - nauka. Ze mnie tam żaden ścisły naukowiec (choć poniekąd inż. mgr. i były programista). Nawet nie lubię matematyki (jak Goethe wg. Spenglera), bo jest w niej, dla mnie, coś absolutnie trupiego, czy może pustka przestrzeni międzygwiezdnej, brrr!

    A jednak to nauka właśnie byłaby naszą siłą, i nawet ja, jak widać, sobie próbuję różne takie sprawy wykorzystać, spopularyzować, przemyśleć.

    Wszelkie te korwinięta i korwiniasy są dodatkowo o tyle szkodliwe (i to cholernie), że oni nam nie pozwalają rozpoznać naszej (kurweskiej) sytuacji W KATEGORIACH KLASOWYCH (!)

    Dla nich to my - a raczej ONI - są elitą, arystokracją, a chamstwo się zbiesiło, ale chwila, moment, i wszystko wróci do normy. Znowu oni, czyli "prawica", będą na górze, a lud będzie zginał karki i słuchał.

    Co za bzdura! Co za łgarstwo! To my mamy wszelkie dane, by zostać wyrzutkami społecznymi - nieważne, że ktoś jest wieli "przedsiębiorca"! - underklasą, humiliores, czernią i niewolnikami. Rzygać mi się chce, kiedy np. JK mówi o tej sforze degeneratów per "arystokracja" - już "elita" jest trudna do przełknięcia, choć to poniekąd fakt - ale oni stają się jakąś, pokraczną klasą wyższą.

    I nikt nie zagwarantuje, że te klasowe różnice nie będą właśnie O WIELE ostrzejsze, niż kiedykolwiek. Eutanazja, eugenika i wsio do tego się łatwo przyczynią.

    My - jeśli mam zamiar jakoś z tym walczyć, albo chociaż się prywatnie opierać - musimy zacząć myśleć "klasowo"! Oczywiście nie oznacza to przejmowania wszystkich, czy choćby wielu, dawnych lewicowych bredni, ale też nie wsio można tu odrzucić.

    Jasne - każdy lewak, który na swój sposób jest dziś "konserwatystą", bo ma i nie chce stracić, i boi się "czerni", czyli nas (choć może nas pojutrze, albo naszych dziatek), powie, że to "czysty bolszewizm". Cóż, jeśli my się mamy ugiąć przed tego typu i tak groźnym argumentem, no to lepiej se może po prostu dać spokój!

    Wartości - jasne, konserwatywne! Choć też bez wariactw, bo świat się zmienia i nos mutamus z nim. Ale wmawianie sobie, żeśmy w istocie arystokracją - nie ducha, nie umysłu, tylko że za chwilę posada władców i rycerzy sama wpadnie nam w ręce, to idiotyzm nad idiotyzmy.

    Dzięki za linki!

    Co do Europy, to od dawna jest trupem. Gorzej, że ostatnio Ameryka tego jej gwałtownie pozazdrościła i odniosła tu ogromny sukces. Ruscy chyba nie są aż tak groźni, ale na Polskę starczy byle co.

    Z tymi kolorowymi to naprawdę zgroza, ale jak się, z drugiej strony, można dziwić, skoro zeunuszenie stało się, w tej zachodniej, cywilizowanej niszy, największą "ewolucyjną" wartością i przepustką do sukcesu? Kto uprawia MMA? Kto boksuje? Kto dokonuje zamachów? Kto rabuje sklepy? Kto bije się z policją? Kto trzyma swoje baby krótko?

    A baby przecie to sama biologia i reagują na to (mówiąc eufemistycznie) podkorowo.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. "Otóż, może MY byśmy też mogli zacząć próbować działać w podobny sposób? Po troszeczkę, jeśli nie można inaczej, ale konsekwentnie, z grubsza w w tym samym kierunku? (Oczywiście inteligentnie wybranym.) Wiele bo ty mogło zmienić! "

    Cieszę się, że dojrzałeś do tego, co ja ci tu rekomendowałem od lat.

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. @ piotr34

    O tej klasowości wskoczyło mi tu tak znienacka, bez żadnych przejść, ale chodzi mi o to, że - jak do niedawna nauka (i "nauka") była zdecydowanie bronią lewizny, tak samo (choć może nieco dawniej) młodzieńczy bunt, zdrowe anarchistyczne skłonności, plemienne instynkta w stylu kiboli - tak teraz, z roku na rok, a może z miesiąca na miesiąc, to się zmienia.

    I oni coraz bardziej chronią się za murem zakazów, irracjonalnych tabu, zaciśniętych pośladków, namaszczonych min, świeckiej świętości Jacka Kuronia i oburzonych wrzasków.

    Jasne - wciąż są hunwejbini, którzy obszczywają staruszki pod krzyżem i drą Biblię. Ale jednak już nauka - a nawet i psychologia - wymknęła im się z łapek.

    Tyle, że nikt po naszej stronie po to się nie raczy schylić. Każdy widać czeka, że durny i wredny lud przejrzy wreszcie na oczy, da władzę "prawdziwej prawicy", a potem będzie czcił swego Króla, tyrał bez szemrania i w ogóle...

    Co za zgraja idiotów ta dzisiejsza "prawica"! Jeśli ja na tyle sobie radzę z wykorzystywaniem nauki - to ile mógłby tu zrobić jeden z drugim Wyrus czy Hrabia? Ale oni oczywiście mają lepsze cele.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Artur M. Nicpoń

    Cześć, witam! Nawet nie zauważyłem twojego, kiedy odpowiadałem przed chwilą.

    Cieszę się, że się cieszysz. I cieszę się, że nie czujesz urazy, że cię tak użyłem jako odstręczającego przykładu. Naprawdę nie chodziło mi o żadne wrogie zamiary, a raczej przeciwnie. Po prostu wrażliwym na niepotrzebne rozszerzanie frontu, szukanie sobie niepotrzebnych wrogów i robienie sobie w głowie chaosu. Bez urazy!

    Co do tego, że ja w końcu, no to nie wiem. Mamy chyba całkiem inne nisze - ja widzę to wszystko globalnie i nie mogę uwierzyć, by cokolwiek dało się zrobić po prostu w Polsce. Nawet w XIX w. się nie dawało, a co dopiero teraz.

    Albo rozpieprzymy syf globalnie, albo chyba nic z tego. Jasne, że trza się mocno trzymać naszego narodowego interesu i te sprawy, ale oni nas zdepczą podeszwami, jeśli u nich to się radykalnie nie zmieni.

    Z drugiej strony mamy miliardy rodaków - w takim czy innym sensie - za granicami. To nie powinno być jedynie słabością!

    Itd.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Artur M. Nicpoń

    Nie zauważyłem, bo musi jednocześnie pisaliśmy. Inaczej to by nie było możliwe.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  11. Wy tu gadu gadu, a wojna za pasem. Vincent niepotrzebnie się wygadał przed tymi euro-eunuchami, ale my gotowi:
    http://wtemaciemaci.salon24.pl/343044,a-wiec-chlopaki-przygotowania-do-wyborow-sa-zaawansowane

    OdpowiedzUsuń
  12. @triarus

    Wiadomo ze na dzisiaj nauki-szczegolnie biologiczne i humanistyczne)musza byc przeciw lewakom.Przeciez oni chca stworzyc nowego czlowieka ktorego istnienie gwalciloby wszelkie prawa biologii i psychologii.Na szczescie mimo pewnych drobnych sukcesow poki co sa oni gleboko w lesie(choc staraja sie oj staraja-te wszystkie prozaki i ritaliny oraz rozne inne sterowniki dopaminy czy serotoniny ze nie wspomne o inzynierii genetycznej).

    Myslenie klasowe-o tak-caly czas to mowie-to sie toczy wojna klas-az nieco dziwne ze stary Marks ze swoja terminologia sie tu przydaje.Choc zeby byc precyzyjnym(w sensie socjologicznym)nalezaloby powiedziec wojna WARSTW spolecznych.Ale to tak miedzy nami bo wiadomo ze termin "wojna klas" kazdy podswiadomie rozumie i chyba jest bardziej chwytliwy propagandowo(no coz-mimo mego obrzydzenia do PR i my takze musimy uzywac tego narzedzia).

    OdpowiedzUsuń
  13. @towarzysz maka

    Jakby co-10 do 15% majatku w zloto i srebro.Najlepszy sklep w sieci(niezle ceny i dobra reputacja)to www.e-numizmatyka.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. @ piotr34

    Jasne, "wojna klas" brzmi dla prawicowca dość nieciekawie. (Choć ma tę drobną zaletę, że mogłaby dotrzeć do paru zagubionych anarchistów z temperamentem.)

    Jednak, z tego co pamiętam, "warstwy" to nie całkiem to samo co "klasy", bo "klasy" mają swoją "genetyczną" ciągłość i to jest właśnie ich istotną cechą.

    "Genetyczną" w tym sensie, że to się po prostu dziedziczy po przodkach.

    No i mi właśnie o to chodzi, że np. ja tam mogę sobie być "arystokracją ducha" i w ogóle mentalnie funkcjonować na tego typu zasadach (choć oczywiście rzeczywistość mi skrzeczy), a sporo ludzi może być dobrze prosperującymi, zamożnymi biznezmenami...

    Ale nic z tego w sumie nie wynika! Nie politycznie, a jeśli nie jesteśmy podmiotem politycznie, to ktoś decyduje o naszym losie, raczej wiadomo jakie to siły, i cała nasza przyszłość jest w ich łasce!

    Cała ta zamożność dzisiejszego biznesludzia to ew. wygodniejsze życie (choć tu mam wątpliwości), bardziej luksusowa konsumpcja i - w pierwszej chwili! - wyższe bezpieczeństwo w wypadku ekonomiczno/społecznego załamania.

    Tyle! Z drugiej strony, to samo miał kiedyś kułak albo jakiś francuski markiz w roku 1789, a dobrze na tym wcale nie wyszedł.

    Dzisiejszy zamożny biznesludź, by przywołać genialne stwierdzenie Dávili, oddał już władzę i jest, od dawna zresztą (tutaj trochę się zgadzam z fanatykami "wolnego rynku", w trakcie oddawania majątku. Kwestia tylko na tym polega, KIEDY go zaczną wieszać.

    Od Marksa nie uciekniemy! ;-)

    A na razie bunt mas, któren jest wyraźnie dostrzegalny i będzie się nasilał, jest skutecznie kanalizowany przez media i macherów. Jak się ludek zacznie zachowywać jak dobrze ujeżdżony koń, to się go potem da w ciągu doby skierować np. na "faszystów", czy innych eurosceptyków...

    Jak i wszystko inne.

    W sumie aż mi wstyd, że taki jałowy tekst mi się napisał - a przed napisaniem wydawało mi się to takie ważne, hłe hłe! - ale chociaż interesująca dyskusja się pod nim robi. (Jak na mój blogas, wiem że to nie szalom.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  15. Off topic

    Jakie te lemingi sa jednak glupie-no popatrz takie jedno info powinno im powiedziec wszystko.Czy oni w ogole kur.wa sie niczym nie interesuja(sorry ale az sie unioslem ale na ponizszym przykladzie widac czarno na bialym kto jest zamordysta a kto stoi po stronie wolnosci).

    http://tiny.pl/h1hk1

    OdpowiedzUsuń
  16. Kolejny off-top: http://idzpodprad.salon24.pl/344648,korwin-mikke-ostatnie-zadanie

    OdpowiedzUsuń
  17. @ Jaszczur

    Dzięki, śliczne!

    I polecam wszystkim.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń