wtorek, lipca 15, 2014

Wolny rynek towarzyszu Muszka

- Wezwaliśmy was tu dzisiaj, towarzyszu Muszka, bo mamy bardzo poważne sprawy do obgadania.

- Rozumiem, panie majorze. Ja zawsze jestem gotowy, Partia to dla mnie jak...

- Partia, partia...

- To znaczy, oczywiście chciałem powiedzieć, panie majorze - Służby!

- Dobra Muszka, wiemy że można na was liczyć, ale my tu dzisiaj mamy poważne sprawy. Czas goni. Nie ma czasu na takie tam. Razgawory.

- Rozumiem panie majorze!

- Słuchajcie Muszka... Sami się chyba orientujecie, że już nie będzie całkiem tak, jak dotychczas...

- Oczywiście!

- Nie przerywajcie, Muszka!

- T... tta...

- Więc wsystko się zmienia, bydło się buntuje, z Centrali dochodzą rozkazy, żeby się przegrupować... Sami chyba zresztą tyle potraficie zrozumieć.

-

- No i wasze, Muszka, zadania także muszą się zmienić. Nie tylko wasze zresztą, ale to już nie wasza rzecz. Dotychczas było łatwo i przyjemnie, teraz wreszcie musicie pokazać wdzięczność, za to co wam daliśmy.

- Tak jest!

- Cicho Muszka! Wy tylko odpowiadajcie na pytania, bo ja napawdę nie mam teraz ochoty na żadne towarzyskie konwersacje czy żarty!

- (Gorliwie kiwa ze zrozumieniem głową.)

- Chamstwo się burzy, mnie już łeb dzień w dzień boli od tych szkoleń i odpraw... I teraz do was to doszło, Muszka, i wy też będziecie musieli na ten chleb z szynką zapracować. Żal mi was, choć niewykluczone, że po latach bardzo to wam się opłaci. Tylko, Muszka, muszę to cwanie wykombinować, a wy mi, Muszka, w miarę swoich możliwości pomóżcie. Po to was wezwałem.

- (Milczy, psie spojrzenie wyrażające kompletną uległość i skupioną uwagę.)

- Widzicie Muszka, teraz to... Choć wszystko w człeku się buntuje, wzięłoby się pałę albo i coś lepszego i by się tym chamom pokazało, gdzie ich miejsce... Ale mówią, na tych odprawach znaczy, że na razie nie można, że teraz to nowe metody.

-

- I my się tych metod, mówią, musimy jak najszybciej nauczyć. I tacy jak wy, Muszka, też. Przykro mi! Więc chodzi o to, że teraz jest ten... Jak mu było? Acha - "wolny rynek na idee". No i tym chamom trzeba, mówią, dać różne takie... "idee", żeby się głupio podniecali, żeby się nie mogli ze sobą, głupie prole, dogadać, i żeby, oczywiście dalej można było ich strzyc...

- (Na twarzy pojawia się wyraz radosnego podniecenia, reszta ciała wyraża gorliwą uległość.)

- Choć to się teraz będzie jakoś inaczej nazywać, oczywiście... Nie "strzyc", nie "doić"... Jakoś to tam mówili na szkoleniu, ale wszystkiego człowiek nie zapamięta, bo by zgłupiał. Rzecz w tym, Muszka, że teraz mają być różni na przykład artyści... Cośmy ich po kościołach dla tej hołoty powylansowy... Sami wiecie co, to trudne słowo, a mnie od tych szkoleń łeb boli... I, jak to nazwali, "autorytety moralne"...

-

- Mówią, żebym i ja moich agentów, czyli także ciebie, Muszka... Żebym im kupił jakąś mandolinę czy inną harmoszkę... Nie, czekajcie Muszka, to się chyba teraz nazywa "gitara". W każdym razie, Muszka, jeśli ja tutaj odpuszczę i nie będę walczył o coś lepszego, to wy, Muszka, za miesiąc będziecie mieli... o - trasę koncertową (to jedno z tych nowych pojęć, co oni nam na tych szkoleniach, cholerne ch..., ale to między nami Muszka, tak?)

- Ależ oczywiście panie pułkowniku!

- Majorze, przynajmniej na razie. Nie przesadzajcie Muszka z tym włazidupskiem.

- Tak panie majorze!

- No więc, Muszka, ja bym wam dał tę mandolinę... Czy tam inną gitarę... Za miesiąc bylibyście, jak to mówią, bard, i byście śpiewali różne opozycyjne i patriotyczne nawet... (Patrzcie co to się porobiło, Muszka, nawet patriotyczne! Paranoja!)

-

- I ta hołota by tego słuchała, klaskała i w ogóle się dziko podniecała. Nie bylibyście przecież jedyny. My już takich "artystów" wyprodukowaliśmy całą masę. Ale trochę by mi was, Muszka, było jednak szkoda. Ci "artyści" coś tam zarabiają - dla siebie i dla swoich... Jest takie nawe słowo, co o oni na tych cholernych... O - pro... "motor" chyba. Dziwne słowo, we łbach im się poprzewracało. Więc ja teraz, i wszystko co za mną stoi, ci wyżej, to jesteśmy twoim, Muszka, promotorem. Zapamiętaj to sobie!

- Tak panie pół... majorze!

- Tylko że tej forsy tam nie jest w tym śpiewaniu tych tam wywrotowych piosenek tak dużo. Na ośmiorniczkę z Biedronki...

- ???

- To taki sklep kiedyś będzie, ale nie przerywajcie Muszka, do cholery! Na to paskudztwo wprawdzie wystarczy, ale to nie są poważne pieniądze. A wy, Muszka - niech wam się we łbie nie poprzewraca - ale jednak moglibyście lepiej. Dla nas i dla siebie samego. Jesteście z nami od prawie początku, nigdy nas nie zawiedliście, gadanie macie że daj boże zdrowie. Choć prawdę mówiąc bełkoczecie strasznie.

-

- A my, Muszka, mamy ambicje. I nikogo wyraźnie lepszego. No więc, Muszka, ja was tu dzisiaj wezwałem, bo musimy znaleźć coś, co wy byście mogli dla nas robić w tych nowych, pierdolonych  czasach. Czytacie czasem Forum?

- Ja nawet, panie pół... gene... Chciałem powiedzieć "majorze"... Czytam trochę zagranicznej prasy. Jak jest w EMPiKu znaczy.

- Brawo Muszka, ale zamknijcie się wreszcie, bo tu są poważne sprawy, a ja nie jestem ta kurwska chołota... Co wy ja macie, Muszka, omamić. I oskubać. Więc morda w kubeł, że już się tak nie będę przesadnie pieścił. Zrozumiano? Bo skończycie na sprzedawaniu Totolotka w jakimś Kocborowie!

- (Psie spojerzenie wyrażające uległość.)

- Więc, Muszka, co wy moglibyście w tym... Czy "na tym" może... Nie pamiętam... Rynku idei, wolnym, jak oni mówią, robić? Żebyśmy się za bardzo, sami wiecie, nie narobili, no i żeby z tego było jak najwięcej dla nas wszystkich?

- Może bym dostal od Departamentu czerwone portki i bym...?

- To nie jest zły pomysł, ale Konopiak... Pułkownik Konopiak znaczy, już jednego takiego znalazł. Ma wszystko dopracowane, w przyszłym tygodniu, mówią, rusza. Konopiakowi nie chcemy wchodzić w drogę, bo on... Zresztą to nie wasza, Muszka, rzecz. Dalej?

- Mógłbym, panie... majorze, walczyć o prawa tych, no... Pedałów.

- To się teraz jakoś inaczej ma nazywać... A zresztą to już też jest niestety zajęte. I tu nie ma tak, że się jednego, pod dywanem, w piątek wieczorem... Ich jest cała masa. To odpada!

- No a... Równouprawnienie? Tych, no... Kobiet?

- Może... Ale prawdziwe baby się do tego lepiej nadadzą. Kombinujcie dalej!

- Może środowisko? Gaja znaczy, Matka Ziemia? Ekolo...

- A co wy mi tu, Muszka, pierdolicie? Naczytaliście się pierdołów po tych EMPiKach, i teraz poważnym ludziom dupę zawracacie. Gadajcie z sensem bo naprawdę was wyślę do tego Kocborowa!

- No to już nie wiem panie ge... majorze.

- No dobra, w końcu z jakiegoś powodu to ja jestem gene... majorem znaczy... a wy, Muszka, jesteście tym... Tym co jesteście. I coś mi przychodzi do głowy.

-

- "Wolny rynek idei", jak nas uczyli na tym pierdolonym szkoleniu... Jest jeszcze jakiś inny "wolny rynek", jak sobie przypominam. I tam jest masa forsy. Naprawdę masa. Jak to się uda zrobić, to będziemy lepsi od Konopiaka i jego błazna w czerwonych portkach!

- Cudownie, panie...

- Cicho Muszka, myślę!

-

- No dobra, wiec wy będziecie, Muszka, spec od tego całego... Jak mu było? Acha - "wolnego rynku". Będziecie krzyczeć, że za dużo urzędników i że podatki...

- Że co podatki, jeśli mogę spytać, panie ma...?

- Nie przerywajcie! Że podatki są za duże, oczywiście! Coście dzisiaj tacy tępi?

- I to będzie mi wolno?! Takie rzeczy ludziom mówić, znaczy?

- Idą, Muszka, nowe czasy, wszystko się zmieni. Jasne, że będzie wam wolno. W końcu nie robicie tego dla siebie... Nie tylko dla siebie... Ani tym bardziej dla tych cholernych proli, tej chołoty, której się wolnej Polski i sprawiedliwości zachciewa... Jak o tym pomyślę, to od razu bym dzwonił po ZOMO! Ale teraz, z Centrali ciągle nam to powtarzają, ma być inaczej. Po wierzchu znaczy.

-

- I jeszcze oni na tym szkoleniu mówili o jakimś... Jakimś... Leberaliźmie... I to też macie, Muszka, dowiedzić się co to jest, i macie im, Muszka, to opowiadać. (Pęknie mi ten łeb, cholera, a tutaj jeszcze, bez urazy Muszka, muszę się z takim tępym idiotą użerać. A inni są jeszcze gorsi.)

- Bardzo mi...

- Cicho! Mówią, że teraz będzie łatwiej się nachapać, i że nie będzie tak trzeba się z tym kryć... Więc, jak już człowiek to wszystko rozkręci i się przyzwyczai, to może być nawet lepiej. Tak mówią. A chamy, mówią, też zawsze będą brać w dupę. W taki czy inny sposób. To się nie zmieni. Zresztą to się nigdy nie zmienia. Pamiętam jeszcze z Małej Historii WKP(b), co ją czytaliśmy na WUMLu. I wcale nie była taka znowu mała.

- Nie zmieni się, panie ma... Majorze, na pewno! Proszę się nie martwić!

- No dobra, Muszka, Zabierajcie się do roboty. Wiecie od czego macie być tym... No, jak to nazywają w świętych księgach, jak to było...?

- Prorokiem może?

- Nie wymądrzajcie się Muszka! Prorok - już mam! Więc od czego macie być tym... Pro...?

- Od Wolnego Rynku, panie majorze!

- W porządku Muszka! Tylko nie pęknijcie z tej dumy. A teraz wynocha z mojego gabinetu i do roboty! Ostro ma być i za tydzień znowu widzę was u siebie. Zrozumiano? I powtórzcie sobie głośno parę razy, żeby wam się znowu w tym inteligenckim łebku nie pomerdało.

- Tak jest, panie pułkowniku! Będę to sobie powtarzał całą drogę idąc do domu! WOLNY RYNEK, WOLNY RYNEK, WOLNY RYNEK...


(podsłuchał) triarius

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz