piątek, marca 02, 2012

Nie bać się aborcji postprenatalnej!

Dzisiaj dowiedziałem się, że w ciągu ostatnich 10 lat średnia oczekiwana długość życia w Niemczech zmniejszyła się o dwa lata. Pomyślcie! Po pierwsze - w Niemczech, jednym kraju, który korzysta jeszcze z tego całego unijnego syfu!

Po drugie ten "kryzys" - a raczej, jak ja to widzę, klęska i upadek realno-liberalnego modelu gospodarki (a innego liberalnego modelu nie było, nie ma i nie będzie!), który akurat świetnie współbrzmi z totalitarnym lewactwem, od Obamy po Merkelę, i od Tuska po Barroso (Kitajce i Putin to nieco inna kategoria, ale także raczej wspierają moją tezę, niż obalają) - trwa przecież formalnie DOPIERO OD roku 2008, czyli nawet nie cztery lata!

Jeśli zatem przez cztery kryzysu, niecałe, lata mamy dwa lata skrócenia życia w najbogatszym i niemal ponoć niedotkniętym kryzysem kraju Unii, no to przez ekstrapolację można sobie oszacować, że nawet bez postprenatalnej aborcji którą nam ostatnio moralne autorytety stręczą, najdalej za jakieś 140 lat, przy tym tempie, europejskie prole będą umierać zaraz po urodzeniu. Całkiem same z siebie. I nawet żadna aborcja nie będzie im potrzebna. Ani eutanazja. (Co za oszczędność!)

A przecież może to jeszcze przyspieszyć, skoro tak ładnie wystartowało, może ten "kryzys" dotknąć w końcu i Niemcy - no i przecież nie samymi Niemcami świat stoi! (A tak przy okazji, to tę aborcję postprenatalną, z tego co pamiętam, wymyślił parę miesięcy temu Nicek. Oczywiście jako zjadliwą ironię. Jednak z tym kurestwem, z przeproszeniem kurw, nie można w ten sposób, bo oni naprawdę to zrobią, jak im się coś takiego podsunie, nawet jeśli jakimś cudem sami na to wcześniej nie wpadli.)

Powie ktoś, że to niemożliwe, że bzdura z jakiegoś oszołomskiego portalu. Otóż nie, ludkowie rostomili! Ja to usłyszałem dzisiaj na państwowym francuskim kanale telewizyjnym - cholernie proojro i naprawdę proniemieckim! Konkretnie w dyskusji panelowej o tych tam zamiarach tego tam socjalisty Hollande, co on kandyduje na prezydenta u żabojadów, żeby zabierać bogatym i dawać biednym.

Co mnie osobiście nie wydaje się, w dzisiejszym świecie, specjalnie chore, uwzględniając kto dzisiaj jest bogaty i co to za skurwiele. (Swoją drogą madame Le Pen oni już KOMPLETNIE nie raczą na tych francuskich telewizjach pokazywać. Ciekawe jak na tę ewidentną manipulację zareaguje żabojadzki ludek.)

Dziwicie się z kolei, że taki kanał coś takiego powiedział. Że się skróciło znaczy. Recz w tym, że to powiedział akurat gość popierający tego Hollande, przy czym trzech pozostałych było zdecydowanie przeciw i nawoływali, żebyśmy... To znaczy nie tyle "my" akurat, tylko Francuzi... Żeby w każdym razie zakasali rękawy i wzięli się do roboty, kochali przywódców jeszcze mocniej niż dotąd i ociekali optymizmem.

To o długości życia u szkopa powiedział akurat ten jeden, co był za chłopca do bicia, ale nikt tych jego informacji negować nie próbował, więc to musi być prawda. (O ile, oczywiście, prawda nie wygląda jeszcze gorzej, jak to często bywa.)

Można by ten temat rozwijać jeszcze długo i fajnie sobie wokół niego filozofować, ale tym razem poprzestańmy na tym, bowiem sama ta informacja zasługuje na wyeksponowanie, a wnioski niech sobie każdy sam wyciągnie, przynajmniej na początek.

(A tak na marginesie, to ciekawe, jak zmienia się, i jak się w ogóle przedstawia, oczekiwana długość życia unijnych urzędników i wszystkich tych, z przeproszeniem kurw, obecnych elit. Oraz ich pociotków.)

triarius

P.S. Ludzie, wy naprawdę wierzycie w "równouprawnienie kobiet" i inne tego typu pedalskie pierdoły?

czwartek, marca 01, 2012

Kontratak?

Zobaczcie ten cytacik:
Niszczcie korwinowców, gwałćcie ich żony i córki, polewajcie kwasem solnym ich kochanki, palcie ich domostwa i samochody, bo jeśli tego nie uczynicie, to samo oni jutro zrobią z wami. Wyślą wasze córki na ulice, aby zarabiały jako prostytutki. Wyślą całe wasze potomstwo na ulicę: nie tylko córki, ale i synów, nie darują także waszym wnukom obojga płci.
Więcej na ten temat, gdzie można znaleźć parę innych, niemal równie słodkich cytacików, tutaj:

http://moraine.salon24.pl/395709,doradca-ke-nawoluje-do-gwalcenia-i-oblewania-kobiet-kwasem.

A tu sam corpus delicti, całą już masą przepięknych cytatów na każdą okazję:

http://www.jacek.kardaszewski.pl/

http://www.facebook.com/people/Jacek-Kardaszewski/100002906045296

Nikt chyba tutaj nie wierzy, że to by mogło być całkiem spontaniczne i bez świadomości gwarantowanego parasola ochronnego? Nie mówiąc już o tym, że gość jest szacownym ojropolitykiem.

Jeśli to nie jest ubecko-wsiowa prowokacja, to ja jestem primabalerina teatru "Balszoj" (wsławiona swą interpretacją roli Umierającego Liebiedzia)! Nawet samo hasło polewania czyichś kobiet kwasem jest o parę numerów większe od tego, co lewizna zwykła głosić.

Weźmy chociaż samą metodę walki. Polewania kwasem zdarzały się, sporadycznie i raczej w zamierzchłych czasach, wśród prostytutek - w walce o serce ślicznego jak marzenie sutenera, czy o kieszeń bogatego klienta. W polityce się jednak raczej chyba dotąd nie zdarzało, a tym bardziej polewanie czyichś kobiet.

Nawet w Rosji, z tego co wiem - zapewne z prostego powodu, że tam i to było zbyt skomplikowane i właściwie po co, skoro są dobre standardowe środki? (A jak było potrzebne coś spektakularnego, to zawsze jest przecież Polon albo sfingowane katastrofy samolotów.)

Skąd więc w ogóle ten pomysł, skąd ta zadziwiająca inwencja? I skąd ta pewność, że nie zostanie to podciągnięte pod paragraf i nie spotka się z przykrą reakcją władzy? Nie, oczywiście gość ma ochronny parasol i wie co robi. Sam tego nie wymyślił.

A więc? Czyżby chodziło o obronę Korwina i korwinizmu? (Czy raczej już nawet kontratak, albo w każdym razie jego początek?) A o cóż innego mogłoby tu chodzić? Nie po to chłopcy włożyli w Korwina i jego dzieło tyle serca i innych dóbr, by teraz mogły im to dzieło zniszczyć i ośmieszyć - z jednej strony byle globalny ekonomiczny kryzys (czy raczej spektakularna klęska liberalnej gospodarki), z drugiej zaś byle paru internetowych prześmiewców!

Korwin publikuje na przykład na "Nowym Ekranie" i, z tego co widziałem w komentarzach, furory tam zdecydowanie nie robi - raczej przeciwnie. A w końcu ten "Nowy Ekran" dla niego, częściowo co najmniej, powstał.

Analizować by tę całą sprawę można długo i z niekłamaną przyjemnością, ale na razie wyrafinowane analizy sobie darujemy, bo każdy chyba sam sobie jakieś wnioski wyciągnie. W razie czego pogadamy pod tym wpisem.

Jednak pragnę zwrócić waszą uwagę, że korwinizm zwalcza nam tutaj nie kto inny, niż "lewica narodowa". To określenie zaś ma różne ciekawe konotacje, co stwarza, dla niektórych całkiem niezłe możliwości. No bo to, z jednej strony - dla każdego rasowego liberała, a już z pewnością kogoś zarażonego wirusem korwinizmu - Lewica Narodowa" to przecież nic innego niż PiS, z samej niejako definicji. Z drugiej zaś: Lewica Narodowa = Narodowy Socjalizm = NAZIZM!

Zgoda? Nazizm, który jest zakazany i ścigany. "Z mocy prawa" itd. Formalnie tak samo jest ścigany, jak i komunizm (trockizm, Che Guevara, dzieła wszystkie Lenina, brat Michnik, itd. itd.), ale tylko formalnie tak samo, bo o parę lat świetlnych bardziej. Tak więc możliwości są tutaj niezmierzone. W każdym razie miło, że chłopcy zauważyli, że ewangelia korwinizmu coś ostatnio słabo na ludzi działa.

No a czystym bonusem jest możliwość spojrzenia na mordę tego Kardaszewskiego - uczcie się ludzie rozpoznawać ubeckie mordy!

triarius

P.S. Ludzie, wy naprawdę wierzycie w "równouprawnienie kobiet" i inne tego typu pedalskie pierdoły?

środa, lutego 29, 2012

Ze sportu - 29-02-2012

Zbliża się Ojro 2012, więc my tutaj wprowadzimy sobie rubrykę sportową. I co pewien czas będziemy podawać und komentować ważne sportowe informacje. Oto pierwsza z nich...

Reprezentacja piłkarska Ubekistanu zremisowała właśnie przed chwilą 0:0 z reprezentacją Portugalii w towarzyskim meczu na nowowybudowanym (i dziesięciokrotnie co najmniej przepłaconym, ale w końcu Miro, Zdzicho, Rycho, Tusko, Barroso i Lato muszą z czegoś żyć!) stadionie. Gdzieśtam. W dużym jakimś, w każdym razie, mieście, gdzie Młodzi Wykształceni.

Wielotysięczne stado lemingów na trybunach, któremu nie przeszkadzała obecność Tuska z ferajną, ani też kamery wszystkich @#$% Polsatów i TVN'ów, zachowało się zgodnie z oczekiwaniami macherów - zarówno tych lokalnych, jak i ich mocodawców zza granicy. Czyli dopingowało i się cieszyło, jak na rasowych niewolników przystało, którym chwilowo Władza pozwoliła odłożyć kilof i się, wraz z Władzą, cieszyć "godziwą rozrywką".

Wszystko oczywiście w jak najbardziej "patriotycznym duchu", bo dla stadnego niewolnika "patriotyzm" to właśnie to, a że pod troskliwym okiem Tuska i "sił porządku", to przecież tym lepiej!

Jezu, jakim trzeba być zerem, żeby dzisiaj traktować kibicowanie jako cokolwiek innego, niż okazję do walenia drug druga po pysku, naparzanek z milicją obywatelską (platformianą) i ew. zwalczania @#$#% Władzy! Jakoś mogę jeszcze zrozumieć kibicowanie małym lokalnym klubom - jakimś Poloniom Golina - ale podniecanie się wyczynami tych tysiąckrotnie przepłacanych pajaców, którzy nie robią absolutnie nic pożytecznego ani interesującego?!

W dodatku, kiedy chodzi o reprezentację kraju tak skurwionego, na każdym kroku okradanego, poniżanego i zniewolonego, jak Ubekistan? Sorry - chciałem powiedzieć "jak III RP". Ale, tak czy tak, różnica przecież żadna. W dodatku kiedy na trybunach pokazują swe zadowolone gębusie właśnie sprawcy tego całego @#$%$% %$##@?!?

I wykorzystują waszą, głupi ludkowie, żałosną "demonstrację patriotyzmu" (rzygać się chce na taki patriotyzm!), jako wyraz poparcia dla samych siebie? I całego tego ojrosyfa, który wszystkich porządnych ludzi coraz bardziej niewoli i wdeptuje w ziemię?!

"Chleba i igrzysk" - jak zawsze! A jak chleba coraz mniej, to i tak durne polactwo da się podpuścić i będzie kwiczeć z radości, że Władza dała - jak nie "Taniec z Gwiazdami", to mecz reprezentacji Ubekistanu. Sorry - III RP.

triarius

P.S. Ludzie, wy naprawdę wierzycie w "równouprawnienie kobiet" i inne tego typu pedalskie pierdoły?

Nieco o Tygrysiźmie i Pospolitych Ogrodowych Odmianach Prawicowości

Gdyby ktoś - liberał, albo ktoś skwaśniały, przemądrzały, z zaciśniętym tyłkiem, czyli "prawicowiec" ze złego snu lewaka - miał się przyczepić do tego tytułu, że "bolszewicki" itd., to mówię durniowi wprost: TO JEST TYTUŁ ŻARTOBLIWY! Zresztą (na razie) sama nazwa "Tygrysizm" jest w sumie żartem. Będę dziko szczęśliwy, jeśli jedynie żartem być przestanie i przerodzi się w coś o wiele większego, ale przecież na to nawet nie liczę.

* * *

Śmy się nieco poprzekomarzali z Nickiem i Timmym (plus kto tam jeszcze chciał się łaskawie dołączyć do zabawy w szufladkowanie i pouczanie Pana Tygrysa) - o tutaj się chłopcy rozdokazywali: http://nicek.info/2012/02/27/manifest-wkurwionego-kaczysty (choć zaczęło się wcześniej).

Te przekomarzanki to by nie był nawet prawdziwy ostry sieciowy spór, ale wygląda to nieco ostrzej z dość mało istotnego powodu - takiego mianowicie, że ja, choć z Nickiem się kochamy jak brat i siostra (no, prawie), to ja u niego w zasadzie nie komętam. Dlaczego? Ktoś jeszcze tu tego nie wie?!

Dlatego, że swego czasu Nicek na moje jeżdżenie po Korwinie w komętach na jego blogu rzekł coś w duchu, że "Korwin to jednak całkiem inna klasa od ciebie". Cóż, są różne gusta i każdy może mieć swoją opinię - ja się o to nie obrażam. Nicek może sobie kochać Korwina und go podziwiać - cóż wtedy dziwnego, że ktoś taki jak ja, piszący lewą ręką nieskładne kawałki na przedziwne często tematy, jest nieco niżej?

Przecież ja, choć cholernie mi się podoba większość z tego, co Nicek pisze, np. w komętach u Timmy'ego na swoim blogu - chodzi mi głównie właśnie o te rzeczy, które dałoby się może nazwać "Ardreyizmem" (choć takiego wydźwięku u Ardreya za cholerę nie ma!), ale na pewno nie "Tygrysizmem" - to też, zapytany wprost i ew. z lampą w oczy, nie powiem, że dla mnie Nicek to absolutnie najwyższa światowa półka.

Do Ardreya nieco mu, dla mnie, brakuje, a o Spenglerze to w ogóle szkoda gadać! Tyle że obaj ci panowie (niestety) już nie żyją, a nawet gdyby żyli, to i tak na naszych polskojęzycznych blogach pewnie by nie komętowali, więc to nie jest całkiem to samo. Ja sobie z Nickiem wesoło rozmawiam, więc o żadnym tam "obrażeniu się" mowy nie ma - tylko po prostu nie raczę mu dostarczać komętów, które dla niego i tak będą marną imitacją komętów Korwina, podczas gdy dla mnie to jednak jest inaczej.

Ktoś tego nie potrafi pojąć? Sorry w takim razie, ale ja faktycznie mam niektóre nastawienia całkiem nie z tej epoki. Także na przykład w kwestii wielkich bryk, ale o tym może kiedyś. (Choć może i nie, bo w końcu my sobie tu uprawiamy gawędę i nikt nie wie, gdzie nas inwencja, czy inny dyabeł, zaprowadzi.)

W każdym razie ta zdalna dyskusja, ten, skądinąd zabawny, sparring na odległość, sprawiła, że padło tam nieco dodatkowych argumencików... O które, mam niepłonną, nikt się na dłużej nie obrazi, ale które mogą właśnie pomóc nam wyjaśnić sobie parę z tytułowych kwestii. A więc, jak niemal zawsze - nie ma tego złego itd.!

Na razie ustaliliśmy sobie, tuszę, że Nicek b. sensownie gada o tych naszych krwiożerczych, źwierzęcych instynktach, choć niepotrzebnie nazywa to "Tygrysizmem"... To nawet nie jest takie złe, że ja miałbym swoim imieniem te sprawy firmować, bo na to się chętnie zgodzę, tylko że ludzie biorą to za jakąś kompletną ideologię, jakąś utopię, którą można postawić w jednym szeregu z np. liberalizmem. A potem sobie w to kopią, jak w słomianego chochoła, wrzeszcząc obelgi.

Ja się tej naszej drapieżnej natury nie wypieram, bo to jest absolutna prawda! Pewnym przegięciem jest po prostu robienie z mojego światopoglądu WYŁĄCZNIE tego. W końcu Monteverdiego, łacinę i inne takie sprawy może sobie Nicek ignorować - nie jest doktorantem piszącym intelektualną biografię Pana Tygrysa, i takich blogów jak mój ma do ew. czytania sporo - ale to są jednak fakty, że ja także i te rzeczy głoszę.

Dla mnie w tej kwestii cholernie jest ważne, żeby - nawet uwzględniając coś "wyższego" w naszej naturze, jakąś, czemu nie, "Bożą iskrę" - jednak NIE MIESZAĆ tego wszystkiego, znaczy źwierzcej natury z Bożą iskrą, w jakiś paskudny KLUMP (sorry, szwedzkie słowo, ale też cudna onomatopeja), bo za każdym razem wylęgną się potworki w rodzaju "Świętej Świeckości Jacka Kuronia" i "człowiek jest z natury dobry".

A więc - tę źwierzęcą naturę trza analizować samą w sobie, do końca i bez ckliwych przekłamań, to "wyższe coś" też, no i ich wyrafinowane połączenie także. Trzy osobne sprawy, które się, oczywiście, jakoś łączą, ale na pewno NIE POWINNY tworzyć żadnego post-oświeceniowego, godnego gazowniczej propagandy, KLUMPA!

A niestety masa prawicowych katolików dokładnie tego KLUMPA tworzy i produkuje takie coś, gdzie nic się już nie da sensownie i trzeźwo analizować, bo wszystko daje się wedle chwilowej potrzeby podsztukować, przyfastrygować, lub zlepić, jak śliną, mętnym leberalnym chciejstwem. Rozumiecie mnie, Ludu Prawicowy?

Powie ktoś, że "tak, ale bez religijności!" Z czym się nie zgodzę, bo o tej waszej religijności, dobrzy ludzie, to można by sporo, ale mnie ona raczej słabo imponuje. I chyba nikomu postronnemu też zbytnio nie. Niestety! Nie macie pojęcia, jak mnie to martwi. Co może daje mi jakąś drobną przepustkę do elitarnego klubu "Polaków katolików", czy innych tam dzieci "cywilizacji łacińskiej". W każdym razie wrogiem autentycznego katolicyzmu naprawdę trudno mnie nazwać!

Co to w ogóle jest ten "Tygrysizm" - żeby tak chwycić byka za rogi? Zakładając oczywiście, że takie coś w ogóle istnieje, że to nie w stu procentach żart. Albo że istnieć powinno, w opinii niektórych przynajmniej spośród nas. No więc, pierwsza, odruchowa niejako, odpowiedź, będzie, że to jest światopogląd wyrażany na tym właśnie blogu.

Czyli na blogu triariusa, znanego jako (Pan) Tygrys, o adresie http//bez-owijania.blogspot.com i przekierowaniu (dopóki mi np. forsy na tę domenę nie zbraknie) z http://triarius.pl. (Domenę triarius.com też mógłbym przekierować, ale jakoś mi się nie chce dłubać.)

Jest to niezła odpowiedź, ale nie wyczerpująca. Nie zawiera bowiem np. aspektu historycznego. (Coś jak, nie przymierzając, Koneczny.) No więc historycznie, to na początku był "Spengleryzm Stosowany". To określenie wydawało się mnie, jego ojcu i jedynemu we Wszechświecie przedstawicielowi w tej naszej epoce, celne i wystarczające.

Ta nazwa miała różne swoje warianty - już to spolszczaliśmy "Spengleryzm" na "Szpęgleryzm" (aspekt ludyczny też nie jest tu bez znaczenia); już to, w nadziei przyciągnięcia młodych, nazywaliśmy to "Młody Spengleryzm";  już to przypominaliśmy sobie o wielkiej roli, jaką w poglądach Pana Tygrysa ma Robert Ardrey, w wyniku czego mieliśmy Spengleryzm-Ardreyizm... I tak dalej. W końcu nikt tego metodycznie i naukowo nie robił, a większość tych nazw była, w jakimś tam przynajmniej stopniu, żartobliwa.

W końcu przyszli Barbarzyńcy A i B (nie żeby te nazwy były szczególnie udane i czytelne, ale chyba już zostaną i dodadzą nam nieco ezoteryki, co także ma swój czar). Kto nie wie, o jakich Barbarzyńców chodzi, wiele stracił. Może sobie zresztą poszukać. Tutaj, albo nawet w całej sieci. Owi Barbarzyńcy to była pewna kontynuacja historiozoficznej i "futurystycznej" myśli Spenglera, pewne wyjście z jego konstatacji i zastosowanie jego metody do epoki, kiedy on sam już nie żył, nie mógł więc sam tego analizować i rozwijać swojego opisu.

I takich spraw, jak owi Barbarzyńcy, pojawiało się wciąż więcej i więcej. Wbrew temu bowiem, co się niektórym wydaje, Pan Tygrys nie zajmuje się jakimś kultem jednostki i interpretacją Świętych Ksiąg - choćby to nawet było Magnum Opus tego ober-genialnego Prusaka (po prostu genialnym był np. Clausewitz) - tylko znalazł sobie gość bardzo genialnego myśliciela, z bardzo oryginalną i płodną metodą, z bardzo oryginalnymi i sensownymi wnioskami... I sobie, częściowo właśnie korzystając z tego dorobku, własnoręcznie kompinuje.

Żadnego obowiązku, żeby to się ze Spenglerem koniecznie zgadzało tu nie ma. Po prostu się zgadza, a tam, gdzie Spengler nad czymś nie popracował, czy popracował tylko trochę - bo na przykład po drodze umarł - to sobie Pan Tygrys kompinuje sam, biorąc różne użyteczne "memy" skąd się da,  ale jednak głównie z własnej mózgowej kory i własnych obserwacji. (Co nie zmienia faktu, że Spengler JEST NAJWIĘKSZY!)

No więc, skoro w światopoglądzie wypracowywanym i lansowanym na tym blogu, przez Tygrysa (Pana), było, jednak, procentowo coraz mniej "czystego Spenglera", to i nazwa tego intelektualnego prądu (hłe hłe!) też się, w naturalny sposób, zmieniała i zmienić powinna. Zafascynowana publiczność otrzymała więc Spengleryzm-Ardreyizm-Tygrysizm (w skrócie SAT)... Z czego już tylko mały skok do po prostu "Tygrysizmu".

W którym, oczywiście, Spengler(yzm) i Ardrey(izm) się jak najbardziej zawierają! Lub, ściślej, my ich tam staramy się zawrzeć, ich myśl znaczy - nie dlatego, że to święte księgi, tylko po prostu znajdujemy tam wielkie pokłady użytecznej (i bezinteresownej też) mądrości. Nie mamy jednak, oczywiście, żadnego monopolu na tych facetów, każdy inny może sobie ich czytać i interpretować... (Co by nawet było bardzo dobrą rzeczą.) Więc nawet ta nazwa nie jest całkiem i na wieki nam jakoś przypisana.

Tak więc, naturalne stało się niejako, że w końcu doszliśmy do czystego "Tygrysizmu". Czyli kompleksu poglądów - w znacznej mierze w jakimś tam szerokim sensie związanych z polityką... Bo, choć pewne tygrysie argumenta za Monteverdem i "przeciw" Fryckom tego świata mają, jak sądzę, swoją intelektualną wagę - to jednak w sumie to jest kwestia gustu i trudno komuś tego typu preferencje wprost, ex cathedra, narzucać, prawda? Tak więc, mówiąc o "Tygrysiźmie", mówimy o sprawach w jaki tam sposób związanych z polityką, a co najmniej z historiozofią.

Wracając zaś do owej uroczej przekomarzanki z chłopakami na prawicy, dodam, że robienie z Tygrysa jakiegoś kanapowego wilkołaka jest nieco bez sensu. No bo? No bo, moi ludkowie rostomili, ani on taki kanapowy, skoro musi być jednym z najstarszych, jakby nie było (niezależnie od poziomu) grapplerów w tym (nieszczęsnym) kraju.

I w dodatku ma skórę delikatniejszą od tej na pupie niejednej bizantyjskiej księżniczki, więc niemal zawsze krew się leje, progi bólu są cały czas przekraczane... Chcielibyście tak, tylko musicie tyrać na kafelki, bo żona was spławi. Naprawdę chłopaki - wasze jeżdżenie wielką bryką i zadawanie szyku wśród post-prlowskich kmiotków jest jednak sporo łatwiejsze i bardziej kanapowe!

Swoją drogą o wielkich brykach jako formy walki z liberalizmem, jako wyrazu patriotyzmu i prawicowości, można by sporo powiedzieć. I pewnie byłoby warto, bo wydaje mi się, że jest to sfera pełna, jak mało która, zabawnych qui pro quo, i w ogóle paranoja! W dodatku wiąże się to ściśle z kwestią PIENIĄDZA, a niewiele jest, przynajmniej w tej epoce, ważniejszych kwestii! No, ale to, Deo volente, weźmiemy sobie może na warsztat jakimś następnym razem.

Na razie wykrzyknijmy jeszcze tylko "Niech Żyje Tygrysizm - Niezłomny Oręż Walki o Lepszą Przyszłość!" i rozejdźmy się w spokoju, do swoich zajęć, nie budząc nadmiernego zainteresowania. Otrząsając się przy okazji ze sprośnych (i po prostu dziecinnie naiwnych) błędów Prawicowości Pospolita Odmiana Ogrodowa. (Dlaczego mielibyśmy, spyta ktoś? Bo "od mądrego wroga gorszy głupi przyjaciel", a dla prawicy nawet kropla głupoty jest śmiertelna - oto dlaczego!)

triarius

P.S. Ludzie, wy naprawdę wierzycie w "równouprawnienie kobiet" i inne tego typu pedalskie pierdoły?