Mogło, i powinno, być mocniej, i kto lubi, może sobie to mocniej dośpiewać, ale ja (sorry!) organicznie nie znoszę skatologii. A co do meritum, to zaraz spyta ktoś czy jakąś widziałem... Nie, nie łażę po wydmach i nie wypatruję, ale też nikt mnie nie przekona, że ktoś chodził i widywał, w dodatku legitymując i okazało się że to był Janusz. Prawda?
A teraz - jedni niech propagują tego cudnego mema i starają się wykorzystać tę cudną metodę, drudzy zaś... do Sztrasburka? Naprzód Młodzieży Świata!
triarius
P.S. Skoro już jesteśmy przy pisaniu na blogu, to powiem, iż kompletnie nie rozumiem tych "naszych" wysiłków, żeby z szamba robić Wersal und Perfumerię, a konkretnie tytułowania każdej mendy panem/panią, i to nie w oczy, co daje się zrozumieć, ino "za plecami". Ja, gdyby mnie oczywiście do tych "naszych" telewizji zapraszali, czego nigdy nie uczynią, mówiłbym o takim "niejaki Petru", "niejaka Gronkiewicz". Czy nie adekwatniej? Wersal to sobie róbcie słuchając Monteverda zamiast Młynarskich! (A w każdym razie np. Luigiego Rossi, który z pewnością tam bywał.)
Bratem mi każda ludzka istota, o ile nie przyłożyła ręki do Postępu i Szczęścia Ludzkości. (Triarius the Tiger)
wtorek, sierpnia 22, 2017
środa, sierpnia 02, 2017
Teraz jest parę możliwości... Poczekamy i uwidimy...
To co nam dzisiaj ujawniono - na temat tych kremlowskich powiązań niewinnych i człowiekolubnych organizacji walczących w tenkraju o demokrację i powszechną słodycz - jest po prostu niesamowite. Że wciąż jesteśmy (mimo naprawdę b. ładnych ostatnio zmian) żałosnym i ponurym bantustanem, to dla mnie nie ulegało nigdy wątpliwości. Kiedy Pani Premier mówiła, że "Polska jest wolnym, dumnym krajem", dało się to zrozumieć jedynie jako, b. miłe memu uchu i sensowne, oświadczenie, że "oto Polska będzie się teraz zachowywać jak kraj wolny i dumny, a przynajmniej do tej wolności usilnie dążyć".
Tyle jest chyba oczywiste dla każdego, kto to tutaj w ogóle czyta. Jednak te wszystkie rewelacje... Czy aż rewelacje? W sensie, "czy ktoś mający parę szarych komórek mógł sobie wyobrażać coś całkiem innego?" No, faktycznie aż takiej ostentacji to ja się ze strony kacapskich służb nie spodziewałem, ale poza tym nic mnie tu specjalnie nie zaskakuje... To była dygresja - główna myśl jest taka, że tak to właśnie działa - nie tylko w tenkraju, gdzie to idzie wyjątkowo łatwo, ze znanych i nieznanych względów, ale po prostu wszędzie. WSZĘDZIE powtarzam!
No i teraz, kiedy się to ujawniło, ciekawe będzie ujrzenie dalszego ciągu. Widzę kilka możliwości. Oto jakie:
1. Robi się dzika awantura, różni tam moskiewscy agenci, Timmermansy i może nawet Merkele lecą na pysk, a wkrótce psy żywią się ich padliną... No bo w końcu cudnie się różne przeurocze i dotąd tylko od nielicznych, opętanych ideologiczną wścieklizną und nietolerancją, blogerów podejrzewane, powiązania ujawniły. I to nie jest sprawa czysto polska! Po prawdzie, to mało w takie optymalne rozwiązanie wierzę, ale gdyby akurat to się miało zdarzyć, świadczyło by to jeszcze o pewnej zdolności Zachodu do samoobrony. A z czasem nawet (o święta naiwności!) do jakiegoś może Tygrysicznego Odrodzenia.
2. Nic się nie stanie. Ta opcja wydaje mi się najprawdopodobniejsza.
3. Nastąpi jeszcze dzikszy atak na Polskę i PiS, który "W sposób oczywisty zmanipulował w celu... Zagrażając w ten sposób samym fundamentom... itd. itd.". No i na wszystkie siły sypiące piasek w tryby Postępu i przeszkadzające Ruszaniu Z Posad Bryły Świata. Jerum jerum - kontrrewolucja towarzyszu Szmaciak! Ten zapluty karzeł znów podnosi swój paskudny łeb. (Co to, jak wiadomo, nasila w miarę postępów Postępu. Prawo dialektyki takie.)
Poczekamy, uwidimy... A jakby ktoś chciał zaproponować jakiś zakład, czy coś, tom otwarty.
triarius
Tyle jest chyba oczywiste dla każdego, kto to tutaj w ogóle czyta. Jednak te wszystkie rewelacje... Czy aż rewelacje? W sensie, "czy ktoś mający parę szarych komórek mógł sobie wyobrażać coś całkiem innego?" No, faktycznie aż takiej ostentacji to ja się ze strony kacapskich służb nie spodziewałem, ale poza tym nic mnie tu specjalnie nie zaskakuje... To była dygresja - główna myśl jest taka, że tak to właśnie działa - nie tylko w tenkraju, gdzie to idzie wyjątkowo łatwo, ze znanych i nieznanych względów, ale po prostu wszędzie. WSZĘDZIE powtarzam!
No i teraz, kiedy się to ujawniło, ciekawe będzie ujrzenie dalszego ciągu. Widzę kilka możliwości. Oto jakie:
1. Robi się dzika awantura, różni tam moskiewscy agenci, Timmermansy i może nawet Merkele lecą na pysk, a wkrótce psy żywią się ich padliną... No bo w końcu cudnie się różne przeurocze i dotąd tylko od nielicznych, opętanych ideologiczną wścieklizną und nietolerancją, blogerów podejrzewane, powiązania ujawniły. I to nie jest sprawa czysto polska! Po prawdzie, to mało w takie optymalne rozwiązanie wierzę, ale gdyby akurat to się miało zdarzyć, świadczyło by to jeszcze o pewnej zdolności Zachodu do samoobrony. A z czasem nawet (o święta naiwności!) do jakiegoś może Tygrysicznego Odrodzenia.
2. Nic się nie stanie. Ta opcja wydaje mi się najprawdopodobniejsza.
3. Nastąpi jeszcze dzikszy atak na Polskę i PiS, który "W sposób oczywisty zmanipulował w celu... Zagrażając w ten sposób samym fundamentom... itd. itd.". No i na wszystkie siły sypiące piasek w tryby Postępu i przeszkadzające Ruszaniu Z Posad Bryły Świata. Jerum jerum - kontrrewolucja towarzyszu Szmaciak! Ten zapluty karzeł znów podnosi swój paskudny łeb. (Co to, jak wiadomo, nasila w miarę postępów Postępu. Prawo dialektyki takie.)
Poczekamy, uwidimy... A jakby ktoś chciał zaproponować jakiś zakład, czy coś, tom otwarty.
triarius
słowa kluczowe:
agentura w Polsce,
Angela Merkel,
dialektyka,
FSB,
kacapia,
kontrrewolucja,
niejaki Timmermans,
postępy Postępu,
sowieckie służby,
upadek Zachodu
środa, lipca 26, 2017
O słoniu na sznurku i plemnikach
Powiedzenie o słoniu w salonie jest dość znane (choć nie aż tak, jak to o słoniu w składzie porcelany). To by nam wystarczyło, ale że nigdy dość lansowania Ardreya, więc przypomnę, że ów genialny człowiek (oskarowy scenarzysta m.in.) porównuje gdzieś zachowanie współczesnej zachodniej (jest jakaś inna?) nauki i całego tego dookoła niej interesu do historii z jednego hollywódzkiego filmu... Otóż mamy cyrk, a w nim uroczy i (jak to się często składa) niezbyt mądry klaun, którego wszyscy lekceważą, poza jego jedynym przyjacielem - ogromnym słoniem.
Tego słonia zamierzają w końcu źli cyrku właściciele sprzedać na słoninę, czy coś tam takiego, w każdym razie nasz bohater, klaun znaczy, głęboką nocą, w tajemnicy bierze przyjaciela na sznurek i chce z nim z cyrku uciec. Uciekinierzy szybko jednak zostają złapani, a nasz klaun, pytany gdzie tak po ciemku maszeruje ze słoniem na sznurku, zaczyna się bronić w te słowa: "Słoń? Jaki znowu słoń? Nie ma tu żadnego słonia!" Niby całkiem to samo porównanie, ale dłużej, piękniej, no i mieliśmy bezinteresowną okazję znowu podlansować nieco Ardreya, bez którego nijak, i Polska nie będzie Polską.
Fascynujące, zgoda, ale dlaczego dlaczego o tym akurat teraz? A dlatego, że właśnie ogłoszono wstrząsające zaiste wyniki badań, z których wynika, że w cywilizowanym zachodnim świecie w ciągu 38 lat (od 1972 do 2011) ilość plemników w... wiadomo... u przeciętnego tzw. "mężczyzny" zmniejszyła się o 60 procent.
Nie-wia-ry-god-ne, ale bynajmniej nie w pierwotnym sensie tego słowa, bo to akurat badanie było ponoć pierwszym w tym temacie naprawdę rzetelnym, pełnym, dającym w sumie niepodważalne wyniki. Że zaś te wyniki robią wrażenie, to się chyba każdy zgodzi, ale tytułem wisienki na torcie można to uzupełnić oficjalnym komentarzami owych naukowców, które także są szeroko w mediach propagowane, że oto "ten spadek zagraża przetrwaniu gatunku ludzkiego".
Tutaj w miły sposób uderzamy w adreyiczne tony, ale jednak z tym przetrwaniem nie byłbym aż tak radykalny. Dlaczego? No bo przecież cywilizowany Zachód to nie cała, excusez le mot, Ludzkość, prawda? Nasi drodzy naukowcy nie zbadali przecie zawartość tych tam plemników w... wiadomo... już nie tylko u rzekomych bojowników rzekomego rzekomo islamskiego państwa, ale nawet u Azjatów, Afrykanów, czy mieszkańców Południowej Ameryki. Na marginesie zresztą referowania owych szokujących (niektórych, bo nie aż tak bardzo nas tutaj) rezultatów wprost wspomniano nawet, że w Azji czy gdzieś wyniki są całkiem inne.
Tak więc, kochani naukowcy, kochane media i uwielbiana cała reszto - to nie o "Ludzkość" (ach!) chodzi, tylko o... Spengler jak zawsze miał znowu rację. Tylko tyle i aż tyle! To, tuszę, było wesołe i zajmujące, ale teraz dochodzimy do części najważniejszej i najzabawniejszej. W powietrzu wisi bowiem nabrzmiała aż do zsinienia kwestia DLACZEGO TO TAK SIĘ DZIEJE? Zgoda? No przecież wisi, a pytanie ciśnie się wprost na usta.
Naukowcy kochani i umiłowane media (a mogli to wszystko przemilczeć, tym bardziej, że akurat odbywa się jakieś lesbijskie mistrzostwo świata w piłce kopanej!) starali się nas tutaj usatysfakcjonować - podając różne ad hoc hipotezy: a to że za dużo jemy, a to że ekologia i różne tam szkodliwe substancje. I temuż podobnież. Czyli jak zwykle, ten sam krąg podejrzanych, te same co zawsze miłościwie nam panujące i jedyne dopuszczalne ideologie, jak ekologizm i odchudzizm z anoreksją. W BBC zasugerowali też, że może za dużo oglądamy telewizji, ale mieli przy tym tak zażenowane miny, że nawet samo zastanawianie nad tą możliwością intelektualnie kompromituje.
Czyli oczywiste brednie, w które nikt powyżej poziomu trzech... No niech będzie pięciu... Rysiów Petru nie uwierzy. Ja wam powiem, ludkowie rostomili, z czego ten przeraźliwy spadek ilości tych tam małych robaczków tam gdzie... wiadomo... Ten przeraźliwy spadek męskości - bo przecież to jest w sumie jeden z tej męskości przejawów i świadczy o stanie całości... Z czego to się bierze.
Z "RÓWNOUPRAWNIENIA" się bierze, kochane moje ludziątka! Pisaliśmy sobie już o tym, ale pewnie trudno by to było teraz wszystko odnaleźć, więc b. pokrótce powiem... Psychika wpływa na hormony - to chyba jest oczywiste? No a te z kolei wpływają, bo i jakby mogły nie, na te tam robaczki w waszej, ludkowie moi rostomili... Sami wiecie gdzie. I w.... Waszych kochanych męcizn też, drogie panie/bezpitulki! Kiedyś, kiedy facet widział kobietę, to reagował. No bo albo miał szansę ją... Nawet nie zawsze w łeb i w krzaki, ale powiedzmy zbajerować gadką i prezencikiem... Te rzeczy...
Nie zawsze, a nawet może i nieczęsto, było to możliwe, ale nie dlatego, że tak go od żłobka wychowano, ino dlatego, że był ojciec, bracia, sztylety, surowe prawo i co tam jeszcze. Facet mógł sobie spokojnie czuć chuć, w kobiecie (bezpitulki były wtedy praktycznie nieznane) widzieć obiekt seksualny - przeważnie niewiele z tego w praktyce wynikało, ale dla jego hormonów było to dokładnie to, co Mama Natura w mądrości swojej niepojętej przepisała.
Teraz inaczej. Codziennie setki kobiet, czy to co za kobiety dzisiaj uchodzi, prowokuje każdego biednego... Jak to stworzenie nazwać...? Może "pitulek"? Zbyt filglarnie i chyba do tego zbyt pochlebnie. Fakt że analogia do bezy. Niech będzie "MĘCIZNA". No i ta męcizna nic - nie reaguje, nie dlatego, że się boi sztyletu brata wybranki i rodowej zemsty, ale dlatego, że tak go wychowano i, mówiąc bez ogródek tak go WYKASTROWANO.
Darujcie, ale, choć kobiety (bezpitule mniej, fakt) cenię, kocham i chciałbym im nieba przychylić, jednak ich kopaniem (a tym mniej bezpituli, choć niewykluczone, że to tylko one robią) piłki podniecać się nie zamierzam, a poglądu że KAŻDY przypadek, kiedy dorosły facet musi być posłuszny jakiejkolwiek/jakiemukolwiek kobiecie/bezpitulkowi, to czyste tego faceta kastrowanie, nie zmienię! (A ta dorosłość to tak na oko od wieku czterech lat w mojej skromnej opinii. Więc tutaj przedszkola i cały ten nasz obecny liberalny raj. I nie mówię tu o naszym rodzimym bantustanie, który od jakiegoś czasu jest akurat wyraźnie mniej nieszczęsny.)
Tak to widzę, i możecie mi łaskawie uwierzyć (albo nie, mam w nosie), że w moim akurat przypadku nie jest to jakieś sobie wmawianie i dodawanie sobie pyskiem, czy wiązką elektronów, męskości, bo ja jej mam tyle, że gdyby mnie uwzględniono w dyskutowanym tu badaniu, wynik byłby sporo lepszy. I mówię to nie po to, żeby się dowartościować (bo niby jak by to miało działać?), tylko dlatego, że takie są fakty i gadki-szmatki o kompleksach i kompensatach możecie sobie włożyć, tam gdzie tęczowa flaga nie sięga. Dość miałem w życiu problemów w wyniku niezwykle podwyższonego poziomu testosteronu - mam je zresztą nadal - by się potrafić takimi ew. zakompleksionymi gadkami zakompleksionych męcizn przejąć. (Zresztą są oczywiście i korzyści z tego podwyższonego poziomu, nawet poniekąd więcej.)
Opisany tu powyżej mechanizm jest zapewne najpowszechniejszy i dlatego działa najsilniej, ale podobnie taśmowo trzebiących to, co w mniej podłych okolicznościach mogłoby być zadatkiem na mężczyznę, mechanizmów jest znacznie więcej. Np. te związane z pigułką, z alimentami, albo z Viagrą. (Czyniącą z faceta marną namiastkę wibratora i odbierającą mu prawo do powiedzenia nachalnej babie: "a idź się bujać smętny bezpitulu, poszukaj sobie kogoś w typie... Wiadomo kogo, prawda? Może on cię zechce!" Na szczęście tylko w przypadku smętnej męciźny to tak działa, bo prawdziwy facet i tak to potrafi, a Viagry nawet nie dotknie. Ale i tak, ponieważ mało kto z was. ludkowie, jest dziś w całkiem kastracją nietknięty.)
Moim skromnym, żeby już przejść do podsumowania, nie tyle Ludzkość (ach!), co zachodnia cywilizacja, skazała się sama na śmierć samym (?) faktem wykoncypowania i narzucenia sobie (z nieudolną próbą narzucenia go wszystkim innym też) absurdalnej i chorej idei "równouprawnienia". A wyście, drogie ludzieńki, już dawno temu uwierzyli, że to "równouprawnienie" to droga do uszczęśliwienia kobiet. Co jest oczywistą, jeśli się rozejrzeć bez ideologicznych końskich okularów, brednią.
Ani "uszczęśliwienie", ani nawet "kobiety". Nikt tu, na tym dzisiejszym Zachodzie, nie jest naprawdę szczęśliwy, a o "kobietach" niestety można tylko pomarzyć. Oczywiście że są, ale siedzą gdzieś w ukryciu i haftują ornaty, karmiąc piersią stadko dzieci, podczas gdy w ich imieniu wrzeszczą na nas... Na mężczyzn, na ile jeszcze się jakiś zachował... na męcizn... upiorne sfrustrowane harpie, w rodzaju tej tam. I tej drugiej z tą trzecią.
Dorabiajcie sobie ideologie, naukowce i media, poszukujcie wytłumaczenia właśnie odkrytego niewyjaśnionego fenomenu, ale ja wam mówię jak to jest. Tylko że wy, przy całym waszym zadęciu i rzekomej mądrości, zachowujecie się gorzej, niż wspomniany na wstępie klaun, udając, że istnieje tylko to, co otrzymało pozwolenie na istnienie od waszych szemranych sponsorów. Do tego klaun chociaż był sympatyczny i miał autentycznego przyjaciela, kiedy wy mordeczki... Róbcie tak dalej, a wkrótce zobaczycie!
triarius
P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo. I uważać na ogony!
Tego słonia zamierzają w końcu źli cyrku właściciele sprzedać na słoninę, czy coś tam takiego, w każdym razie nasz bohater, klaun znaczy, głęboką nocą, w tajemnicy bierze przyjaciela na sznurek i chce z nim z cyrku uciec. Uciekinierzy szybko jednak zostają złapani, a nasz klaun, pytany gdzie tak po ciemku maszeruje ze słoniem na sznurku, zaczyna się bronić w te słowa: "Słoń? Jaki znowu słoń? Nie ma tu żadnego słonia!" Niby całkiem to samo porównanie, ale dłużej, piękniej, no i mieliśmy bezinteresowną okazję znowu podlansować nieco Ardreya, bez którego nijak, i Polska nie będzie Polską.
Fascynujące, zgoda, ale dlaczego dlaczego o tym akurat teraz? A dlatego, że właśnie ogłoszono wstrząsające zaiste wyniki badań, z których wynika, że w cywilizowanym zachodnim świecie w ciągu 38 lat (od 1972 do 2011) ilość plemników w... wiadomo... u przeciętnego tzw. "mężczyzny" zmniejszyła się o 60 procent.
Nie-wia-ry-god-ne, ale bynajmniej nie w pierwotnym sensie tego słowa, bo to akurat badanie było ponoć pierwszym w tym temacie naprawdę rzetelnym, pełnym, dającym w sumie niepodważalne wyniki. Że zaś te wyniki robią wrażenie, to się chyba każdy zgodzi, ale tytułem wisienki na torcie można to uzupełnić oficjalnym komentarzami owych naukowców, które także są szeroko w mediach propagowane, że oto "ten spadek zagraża przetrwaniu gatunku ludzkiego".
Tutaj w miły sposób uderzamy w adreyiczne tony, ale jednak z tym przetrwaniem nie byłbym aż tak radykalny. Dlaczego? No bo przecież cywilizowany Zachód to nie cała, excusez le mot, Ludzkość, prawda? Nasi drodzy naukowcy nie zbadali przecie zawartość tych tam plemników w... wiadomo... już nie tylko u rzekomych bojowników rzekomego rzekomo islamskiego państwa, ale nawet u Azjatów, Afrykanów, czy mieszkańców Południowej Ameryki. Na marginesie zresztą referowania owych szokujących (niektórych, bo nie aż tak bardzo nas tutaj) rezultatów wprost wspomniano nawet, że w Azji czy gdzieś wyniki są całkiem inne.
Tak więc, kochani naukowcy, kochane media i uwielbiana cała reszto - to nie o "Ludzkość" (ach!) chodzi, tylko o... Spengler jak zawsze miał znowu rację. Tylko tyle i aż tyle! To, tuszę, było wesołe i zajmujące, ale teraz dochodzimy do części najważniejszej i najzabawniejszej. W powietrzu wisi bowiem nabrzmiała aż do zsinienia kwestia DLACZEGO TO TAK SIĘ DZIEJE? Zgoda? No przecież wisi, a pytanie ciśnie się wprost na usta.
Naukowcy kochani i umiłowane media (a mogli to wszystko przemilczeć, tym bardziej, że akurat odbywa się jakieś lesbijskie mistrzostwo świata w piłce kopanej!) starali się nas tutaj usatysfakcjonować - podając różne ad hoc hipotezy: a to że za dużo jemy, a to że ekologia i różne tam szkodliwe substancje. I temuż podobnież. Czyli jak zwykle, ten sam krąg podejrzanych, te same co zawsze miłościwie nam panujące i jedyne dopuszczalne ideologie, jak ekologizm i odchudzizm z anoreksją. W BBC zasugerowali też, że może za dużo oglądamy telewizji, ale mieli przy tym tak zażenowane miny, że nawet samo zastanawianie nad tą możliwością intelektualnie kompromituje.
Czyli oczywiste brednie, w które nikt powyżej poziomu trzech... No niech będzie pięciu... Rysiów Petru nie uwierzy. Ja wam powiem, ludkowie rostomili, z czego ten przeraźliwy spadek ilości tych tam małych robaczków tam gdzie... wiadomo... Ten przeraźliwy spadek męskości - bo przecież to jest w sumie jeden z tej męskości przejawów i świadczy o stanie całości... Z czego to się bierze.
Z "RÓWNOUPRAWNIENIA" się bierze, kochane moje ludziątka! Pisaliśmy sobie już o tym, ale pewnie trudno by to było teraz wszystko odnaleźć, więc b. pokrótce powiem... Psychika wpływa na hormony - to chyba jest oczywiste? No a te z kolei wpływają, bo i jakby mogły nie, na te tam robaczki w waszej, ludkowie moi rostomili... Sami wiecie gdzie. I w.... Waszych kochanych męcizn też, drogie panie/bezpitulki! Kiedyś, kiedy facet widział kobietę, to reagował. No bo albo miał szansę ją... Nawet nie zawsze w łeb i w krzaki, ale powiedzmy zbajerować gadką i prezencikiem... Te rzeczy...
Nie zawsze, a nawet może i nieczęsto, było to możliwe, ale nie dlatego, że tak go od żłobka wychowano, ino dlatego, że był ojciec, bracia, sztylety, surowe prawo i co tam jeszcze. Facet mógł sobie spokojnie czuć chuć, w kobiecie (bezpitulki były wtedy praktycznie nieznane) widzieć obiekt seksualny - przeważnie niewiele z tego w praktyce wynikało, ale dla jego hormonów było to dokładnie to, co Mama Natura w mądrości swojej niepojętej przepisała.
Teraz inaczej. Codziennie setki kobiet, czy to co za kobiety dzisiaj uchodzi, prowokuje każdego biednego... Jak to stworzenie nazwać...? Może "pitulek"? Zbyt filglarnie i chyba do tego zbyt pochlebnie. Fakt że analogia do bezy. Niech będzie "MĘCIZNA". No i ta męcizna nic - nie reaguje, nie dlatego, że się boi sztyletu brata wybranki i rodowej zemsty, ale dlatego, że tak go wychowano i, mówiąc bez ogródek tak go WYKASTROWANO.
Darujcie, ale, choć kobiety (bezpitule mniej, fakt) cenię, kocham i chciałbym im nieba przychylić, jednak ich kopaniem (a tym mniej bezpituli, choć niewykluczone, że to tylko one robią) piłki podniecać się nie zamierzam, a poglądu że KAŻDY przypadek, kiedy dorosły facet musi być posłuszny jakiejkolwiek/jakiemukolwiek kobiecie/bezpitulkowi, to czyste tego faceta kastrowanie, nie zmienię! (A ta dorosłość to tak na oko od wieku czterech lat w mojej skromnej opinii. Więc tutaj przedszkola i cały ten nasz obecny liberalny raj. I nie mówię tu o naszym rodzimym bantustanie, który od jakiegoś czasu jest akurat wyraźnie mniej nieszczęsny.)
Tak to widzę, i możecie mi łaskawie uwierzyć (albo nie, mam w nosie), że w moim akurat przypadku nie jest to jakieś sobie wmawianie i dodawanie sobie pyskiem, czy wiązką elektronów, męskości, bo ja jej mam tyle, że gdyby mnie uwzględniono w dyskutowanym tu badaniu, wynik byłby sporo lepszy. I mówię to nie po to, żeby się dowartościować (bo niby jak by to miało działać?), tylko dlatego, że takie są fakty i gadki-szmatki o kompleksach i kompensatach możecie sobie włożyć, tam gdzie tęczowa flaga nie sięga. Dość miałem w życiu problemów w wyniku niezwykle podwyższonego poziomu testosteronu - mam je zresztą nadal - by się potrafić takimi ew. zakompleksionymi gadkami zakompleksionych męcizn przejąć. (Zresztą są oczywiście i korzyści z tego podwyższonego poziomu, nawet poniekąd więcej.)
Opisany tu powyżej mechanizm jest zapewne najpowszechniejszy i dlatego działa najsilniej, ale podobnie taśmowo trzebiących to, co w mniej podłych okolicznościach mogłoby być zadatkiem na mężczyznę, mechanizmów jest znacznie więcej. Np. te związane z pigułką, z alimentami, albo z Viagrą. (Czyniącą z faceta marną namiastkę wibratora i odbierającą mu prawo do powiedzenia nachalnej babie: "a idź się bujać smętny bezpitulu, poszukaj sobie kogoś w typie... Wiadomo kogo, prawda? Może on cię zechce!" Na szczęście tylko w przypadku smętnej męciźny to tak działa, bo prawdziwy facet i tak to potrafi, a Viagry nawet nie dotknie. Ale i tak, ponieważ mało kto z was. ludkowie, jest dziś w całkiem kastracją nietknięty.)
Moim skromnym, żeby już przejść do podsumowania, nie tyle Ludzkość (ach!), co zachodnia cywilizacja, skazała się sama na śmierć samym (?) faktem wykoncypowania i narzucenia sobie (z nieudolną próbą narzucenia go wszystkim innym też) absurdalnej i chorej idei "równouprawnienia". A wyście, drogie ludzieńki, już dawno temu uwierzyli, że to "równouprawnienie" to droga do uszczęśliwienia kobiet. Co jest oczywistą, jeśli się rozejrzeć bez ideologicznych końskich okularów, brednią.
Ani "uszczęśliwienie", ani nawet "kobiety". Nikt tu, na tym dzisiejszym Zachodzie, nie jest naprawdę szczęśliwy, a o "kobietach" niestety można tylko pomarzyć. Oczywiście że są, ale siedzą gdzieś w ukryciu i haftują ornaty, karmiąc piersią stadko dzieci, podczas gdy w ich imieniu wrzeszczą na nas... Na mężczyzn, na ile jeszcze się jakiś zachował... na męcizn... upiorne sfrustrowane harpie, w rodzaju tej tam. I tej drugiej z tą trzecią.
Dorabiajcie sobie ideologie, naukowce i media, poszukujcie wytłumaczenia właśnie odkrytego niewyjaśnionego fenomenu, ale ja wam mówię jak to jest. Tylko że wy, przy całym waszym zadęciu i rzekomej mądrości, zachowujecie się gorzej, niż wspomniany na wstępie klaun, udając, że istnieje tylko to, co otrzymało pozwolenie na istnienie od waszych szemranych sponsorów. Do tego klaun chociaż był sympatyczny i miał autentycznego przyjaciela, kiedy wy mordeczki... Róbcie tak dalej, a wkrótce zobaczycie!
triarius
P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo. I uważać na ogony!
słowa kluczowe:
bezpitulki,
cywilizacja zachodnia,
enuchszyzm,
kastracja psychiczna,
kłamstwo,
media,
męcizna,
Oswald Spengler,
Robert Ardrey,
równouprawnienie,
schyłek Zachodu,
seks
niedziela, lipca 16, 2017
O przyczynie naszych tragedii
Starając się naprostować meandry politycznego myślenia jednej mojej Drogiej Przyjaciółki, dotąd napędzane głównie "naszymi" telewizjami i szalomem24, zaleciłem jej właśnie gruntowne przestudiowanie tego, com tu przez lata pisał na temat RODZAJÓW AGRESJI, a przy okazji sam to sobie znowu czytam. No i pragnę podsumować najistotniejszą część i najważniejszy wniosek tego wszystkiego w krótkim stwierdzeniu, że:
Przyczyną sporej części naszych narodowych kłopotów i tragedii jest fakt, że Polacy zdają się być kompletnie niezdolni do rozpoznania, i w razie konieczności stosowania, AGRESJI ASPOŁECZNEJ.
Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, albo wie i chce sobie ten ważny materiał powtórzyć, zachęcam do wrzucenia w wewnętrzną wyszukiwarkę tego bloga hasła "agresja". A zresztą macie tu gotowy linek:
https://bez-owijania.blogspot.com/search?q=agresja
(Zjadając zaś własny ogon powiem tak: po co ja mam tu cokolwiek pisać, skoro i tak nic z tego nie wynika, to raz, a dwa, że przecież napisałem już tu tak wiele ważnych rzeczy, że gdyby ktokolwiek je przestudiował, zrozumiał i zaczął łaskawie stosować, to bylibyśmy już... Ho ho, gdzie byśmy byli! Trochę żartuję, ale tylko trochę, i wcale nie jest to przesadnie wesołe. Tyle że to całkiem poboczna sprawa i w sumie drobiazg. Nie jestem grafomanem w sensie dosłownym tego słowa i bez pisania spokojnie mogę sobie żyć.)
triarius
Przyczyną sporej części naszych narodowych kłopotów i tragedii jest fakt, że Polacy zdają się być kompletnie niezdolni do rozpoznania, i w razie konieczności stosowania, AGRESJI ASPOŁECZNEJ.
Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, albo wie i chce sobie ten ważny materiał powtórzyć, zachęcam do wrzucenia w wewnętrzną wyszukiwarkę tego bloga hasła "agresja". A zresztą macie tu gotowy linek:
https://bez-owijania.blogspot.com/search?q=agresja
(Zjadając zaś własny ogon powiem tak: po co ja mam tu cokolwiek pisać, skoro i tak nic z tego nie wynika, to raz, a dwa, że przecież napisałem już tu tak wiele ważnych rzeczy, że gdyby ktokolwiek je przestudiował, zrozumiał i zaczął łaskawie stosować, to bylibyśmy już... Ho ho, gdzie byśmy byli! Trochę żartuję, ale tylko trochę, i wcale nie jest to przesadnie wesołe. Tyle że to całkiem poboczna sprawa i w sumie drobiazg. Nie jestem grafomanem w sensie dosłownym tego słowa i bez pisania spokojnie mogę sobie żyć.)
triarius
niedziela, maja 07, 2017
Ośmiorniczko wróć! (czyli "Z Olgą Tokarczuk na podbój świata")
- Mamo, tak strasznie lubię ośmiorniczki - czemu ten pan nam ich nie dozwala?
- No właśnie. Ja też ośmiorniczki uwielbiam. Mogłabym je jeść trzy razy dziennie. Chodźmy mu to powiedzieć!
Serce mam wielkie jak dzwon, nie przymierząjąc, Zygmunta, więc za darmo oddaję ten, praktycznie gotowy, scenariusz Totalnej Opozycji na nowy polityczny spot. Nie mogę zagwarantować, że na pewno będzie skuteczniejszy od tego co sami wymyślili, ale gorzej chyba być nie może, a o ile sensowniej! No i zabawniej oczywiście.
Teraz sobie na warsztat weźmiemy inny wyczyn naszej (?) totalnej opozycji. W zasadzie przebiegająca bez żadnych burzliwych wydarzeń - choćby i czegoś smętnego, w rodzaju podpalenia, czy raczej samozapłonu, Budki Borysa - piętnastotysięczna demonstracja dwóch partii liczących, jak słyszę, po 30 i 140 tysięcy, plus całej reszty niezadowolonych z obecnej władzy, to nie jest coś, o czym by można poważnie rozmawiać...
Ale też ja wcale poważnie o tym rozmawiać nie chcę! Nie jest przecie AŻ tak dobrze, jak by się na podstawie tej żałosnej demonstracji mogło wydawać, no bo jeszcze "Europa" jakoś tam trwa, rzęzi i plwa, ale też na miejscu liderów tej "opozycji" zacząłbym się naprawdę rozpaczliwie martwić. Na szczęście nie muszę.
Wydano też na to podobno dwa melony, a na ile wiem coś o Nalewkach z przyległościami, to ta suma musi być mocno zaniżona. Ale i tak wystarczy na taką demonstrację. To niemal coś takiego jak owe tysiące za porcję robactwa z Biedronki w wytwornym otoczeniu nagrywających mikrofonów. Arystokracja, psia mać! Mają gest!
Co mi się, skoro już się tym zabawiamy, najbardziej na owej prześmiesznej demonstracji podobało? Trudno wybrać, bo praktycznie wszystko. Ale że od czegoś trzeba zacząć, więc zacznę od tego kogoś, kto na pierwszym planie większości telewizyjnych obrazów (a najfajniej mi się to oglądało na Polsacie, którego nie oglądałem od lat, dzięki mordeczki!) wymachiwał wielkim sztandarem z napisem "Młodzi Demokraci".
Jest to, gdyby ktoś nie wiedział, młodzieżówka Platformy, a wielki sztandar i pierwszy plan to naprawdę, muszę to z bólem przyznać, nie było złe posunięcie ze strony... Wiadomo kogo. Dlaczego? - spyta ktoś. No to odpowiem, że dzięki temu udało się zwrócić uwagę publiczności na kogoś, kto, w odróżnieniu od większości młodych wykształconych z dużych miast, mógł jeszcze nie mieć pięćdziesiątki, a pampersy nosi (tylko zgaduję, ale nie wykluczam), wyłącznie do oglądania "Szkła kontaktowego".
Drugim prześmiesznym w tym przezabawnym dniu były występy choreograficzne, lekko już wprawdzie osłabionych głodem, ubeków pod melodię "Katiuszy". A co innego mieli wybrać, że spytam? Nawet oni zorientowali się, widać, że nie mamy akurat żadnego fajnego święta, kiedy to możnaby się radośnie łamać jajeczkiem pod "Podmoskowskije wiecziera". No to krasnoarmieskaja, stalinowskaja "Katiusza" - logiczne!
Teoretycznie mogłoby być coś bardziej unijnego, zachodniego, coś od naszych najszczerszych przyjaciół... Coś jak "Horst Wessel Lied" naprimier,.. Co, że nie wypada? Gorzej? Propagowanie? Wizyta o szóstej rano? Sorry, ale czym się w istocie różni od tego "Katiusza"? Putin miałby niby być lepszy od Mamy Merkeli?!
Zresztą może po prostu bez krasnoarmiejstwa nie udałoby się ściągnąć na demonstrację Olbrychskiego? Bo on, powiedzmy, tamtego nie zna. A przecież lubimy melodie, które znamy, jak uczy reklama banku Millenium. W filmie nie grał, w szkole nie uczyli. "Horst Wessel" znaczy. (Mnie też zresztą nie. I też zresztą nie znam, poza tytułem.)
W sumie było to naprawdę prześmieszne wydarzenie, ta demonstracja wszystkich niezadowolonych z obecnej władzy, ale wszystkiego i tak wam nie pokażę, więc musicie trochę sami, a ja mam jeszcze jeden istotny temat do omówienia. Z przyległościami. Otóż dotychczas przeważnie płakać mi się chciało, gdy myślałem o "naszych", mimo że pilnie ich jak mogę unikam.
Wszystkie te stare - bardziej "wyjedzone" i "przejedzone", niż "wyjadacze"... Często po prostu żałosne to do potęgi i trudno mi zaakceptować, że w tej "nowej Polsce" nadal brylują oślizgłe, średnio zdolne, od lat siedzące na płocie... Jak ich by tu nazwać... Geniusze - niech będzie. Krótko i celnie!
Aż tu ostatnio... Filmik z uczynionych przez same lemingi nagranek z ciamajdanu... Cztery pytania do platfusów... Spocik na ten sam temat... To już sporo, jeśli się porówna z tym co było, ale chyba teraz nagle jest jeszcze lepiej. Otóż znajoma mówi mi dziś, ubolewając, że Gadowski (ten superman, wiecie) płakał, publicznie, jak to supermeni, że na jakieś tam targi książki do Londynu (czy gdzieś) wysłano niejaką Tokarczuk. Jak dobrze pamiętam, to (nomen omen) Olgę.
Owa Tokarczuk pluje bowiem na Polskę... (Tak mnie poinformowano, bo babusa nie znam, tylko mam słuchową pamięć, stąd jest faktycznie pewna szansa, że to Olga.) Pluje, żeśmy, Polacy znaczy, kolonizowali Białoruś i inne takie okropne rzeczy. Na co ja wpadłem w radosną ekstazę i pobiegłem do świnki, żeby sprawdzić czy starczy mi na metrową świecę, grubą jak ramię dorosłego blogera, prawicowego ma się rozumieć, do najbliższego kościoła. W podzięce Bogu, za Jego hojne dary.
Do ociekających testosteronem prawdziwych mężczyzn, choćbym i chciał, z obiektywnych przyczyn odruchowej wrogości odczuwać po prostu nie mogę... No, chyba że do jakichś innych, nie do siebie. Ale przyznam, że zawsze staram się takiego sobie obejrzeć najpierw pod światło, nadgryźć zębem... I tak od razu w orgazm na ich temat nie wpadam.
Do Gadowskiego nic właściwie nie mam - więcej powiem, przypomina mi takiego jednego adoratora mojej matki z czasów bardzo już zamierzchłych. Który to adorator był supersamiec, miał b. ciekawą biografię, rysował jak anioł, wspinał się na pionowe skały, tudzież posiadał Lambrettę. (Wtedy jeszcze nikt nie używał kasku, więc nie był to żałosny obciach, a całkiem przeciwnie.)
Tak że do Gadowskiego (choć mnie kiedyś zablokował na Fejzbuku, długo by było opowiadać, gołe zdjęcia tej tam tenisistki, co to niby taka nasza, się z tym wiążą), jeśli jestem uprzedzony, to raczej na plus, choćby właśnie z powodu Pana Władka.
I rozumiem, że jego zdaniem Polska, zamiast lansować w Londynie tę Tokarczuk, powinna postawić na wylansowanie naszego własnego Bonda - o ileż od pierwowzoru lepszego, a w dodatku prawdziwego! - którym to Bondem (lepszym i prawdziwszym) zgodzi się ewentualnie, z braku alternatyw, zostać sam Gadowski.
Tyle, że te, jak ich nazwać... Super samce (poza waszym, ma się rozumieć, oddanym) często nie błyszczą wyrafinowaną przebiegłością. Wszystko by chcieli bicepami i te rzeczy.
W każdym razie on białą łapkę z nadzieją w oku wystawia do podkucia, a tu mu jakaś Tokarczuk z naszym niegdysiejszym dręczeniem Białorusinów wchodzi w paradę. Fopa! Jednak ja to widzę inaczej - sorry Bond! Anglicy przez setki lat kolonizowali i podbijali innych, aniołkami też nie zawsze byli, tak? Oni to wiedzą - spokojna głowa! Więcej - są z tego dziko dumni. Choć to przecie przeszłość, a teraz za to "przez nos" (żeby użyć kalki z ich narzecza) płacą. Tyle, że w większości zbyt głupi, by to pojąć, więc dumni i bladzi. (Zresztą nie tyle ZA TO płacą, co raczej za swoje obecne, a trwające już od dziesięcioleci, spedalenie. Uleganie syrenim śpiewom liberałów i innej lewizny. Te sprawy.)
A my? Etatowi i wieczni chłopcy do bicia. Czyż nie? Ludziom się wydaje, że my się tego uczymy od Żydów i że to nieludzko cwane. Od Żydów, którzy cudnie na każdym kroku wygrywają i zarabiają prezentując sińce, odleżyny i kikuty To jednak, niestety, moje drogie naiwniaczki, nie tak! Oni przetrwali cztery tysiące lat, mimo że absolutnie nikt ich nigdy nie lubił, a niektórzy naprawdę starali się dać im w kość. No i (choć się Adam Michnik z Bratem z pewnością nie zgodzą) mimo tego, dziś jednak pewne znaczenie w świecie mają.
Do tego sobie ostatnio, ci Żydzi znaczy, dołożyli to skamlenie i siniaki, zgoda, tyle że - nie oszukujmy się! - ze stalowym błyskiem w oku. Ktoś tego błysku nie dostrzega? No a my co? Że zacznę od innej strony... Czy świat może się obyć bez etatowych chłopców do bicia? Może ze mnie stary cynik, ale twierdzę, że nie. I nigdy nie będzie mógł.
Czy jest zatem na to zaszczytne stanowisko wielu stałych, wiecznych i chętnych jak cholera kandydatów? Nie ma! Raz jakiś afrykański szczep dostanie w kość od innego, drugim razem gdzieś wojna, trzęsienie albo powódź - ale to się szybko zmienia, pada to na kogoś innego...
A na stałe, to tylko, sorry, Polacy. I nikt inny. Nie żadni "Irokezi", jak chciał Fryc (i chce Michalkiewicz) bo Irokezi to był bitny lud, który, gdyby nawet usłyszał o JP2, to by się, mówiąc b. już łagodnie, co najwyżej lekceważąco skrzywił. Inaczej Polacy! Prawda? No więc, teraz nagle, wbrew ubolewaniom różnych tam in spe Bondów w krakusce i z husarskimi skrzydłami, okazuje się, że potrafimy jednak kogoś skolonizować...
Że tylko (z całym szacunkiem, to nie jest wyraz lekceważenia) Białorusinów, lud chłopski i niezbyt dotąd znany z państwotwórczych instynktów? Cóż, ale jednak, w końcu od kogoś trzeba zacząć. Raczej blisko, bo nie trzeba wydawać na bilet itd. Niemcy od stuleci przekonują świat - w końcu nas samych przekonali - że jesteśmy całkiem niezdolni do kolonizowania, do budowania państwa, lub choćby utrzymania go, gdyby psim swędem lub w prezencie... Zgoda? Oni to konsekwentnie, jak to potrafią, robią od stuleci, świat uwierzył, my sami też...
Aż tu nagle polski rząd wypuszcza na szerokie wody Olgę Tokarczuk, która cały ten propagandowy antypolski syf jednym machnięciem pióra zmiata z powierzchni ziemi. Mam nieodparte wrażenie, ze jeszcze rok temu posłalibyśmy do tego Londynu Gretkowską, żeby przekonywała Świat, że w Polsce nie dzieje się żadna krzywda kobietom (?) z dwiema łechtaczkami.
(Co za obrzydliwa wizja! Zresztą samo to słowo jest paskudne, choć sam organ i jego łacińską nazwę da się zaakceptować. W końcuśmy nie muślimy.) Żeby nas źle nie sądzili, żeby pamiętali o drzewkach gdzieś tam w tropikach... Jak zawsze. Przy czym oczywiście skutek byłby wprost przeciwny, bo i babus bo pracowicie dowodził czegoś dokładnie przeciwnego, a my byśmy się zaklinali, bili w piersi...
Ale coś się nagle zmieniło, coś pękło, coś... Ach! I choć ani Pan T., ani żaden z paru jego faworytów (czysto profesjonalnie i merytorycznie rzecz biorąc, nie zawsze obecnych osobistych przyjaciół) nadal się do żadnego Trustu Mózgów nie załapał, choć Burze Mózgów robią nam nadal Warzechy z Ziemkiewiczami, to jednak nie mam już prawa się zapluwać krytyką nieudolności i głupoty "naszych" - samo to genialne posunięcie z tą tam Olgą Tokarczuk wyrównuje większość idiotyzmów i samobójów w naszej historii. Tak z grubsza licząc od testamentu Krzywoustego.
A zatem wykrzyknijmy jednym wielkim głosem i niech nas świat usłyszy:
triarius
P.S. A jeśli ktoś jeszcze czuje niedosyt? Jeśli ktoś JESZCZE czuje niedosyt, brakuje mu w powyższym wizji, optymizmu i takich tam - to tutaj ma wizję, optymizm, proroctwo, plus zawoalowane wyjaśnienie, po co ja w ogóle te perły... Skoro przecie niedźwiednikiem nie jestem, prawda? (Bez urazy!) Oto i:
https://bez-owijania.blogspot.com/2011/11/dzien-jaguara-wstepny-szkic-ew.html
- No właśnie. Ja też ośmiorniczki uwielbiam. Mogłabym je jeść trzy razy dziennie. Chodźmy mu to powiedzieć!
Serce mam wielkie jak dzwon, nie przymierząjąc, Zygmunta, więc za darmo oddaję ten, praktycznie gotowy, scenariusz Totalnej Opozycji na nowy polityczny spot. Nie mogę zagwarantować, że na pewno będzie skuteczniejszy od tego co sami wymyślili, ale gorzej chyba być nie może, a o ile sensowniej! No i zabawniej oczywiście.
Teraz sobie na warsztat weźmiemy inny wyczyn naszej (?) totalnej opozycji. W zasadzie przebiegająca bez żadnych burzliwych wydarzeń - choćby i czegoś smętnego, w rodzaju podpalenia, czy raczej samozapłonu, Budki Borysa - piętnastotysięczna demonstracja dwóch partii liczących, jak słyszę, po 30 i 140 tysięcy, plus całej reszty niezadowolonych z obecnej władzy, to nie jest coś, o czym by można poważnie rozmawiać...
Ale też ja wcale poważnie o tym rozmawiać nie chcę! Nie jest przecie AŻ tak dobrze, jak by się na podstawie tej żałosnej demonstracji mogło wydawać, no bo jeszcze "Europa" jakoś tam trwa, rzęzi i plwa, ale też na miejscu liderów tej "opozycji" zacząłbym się naprawdę rozpaczliwie martwić. Na szczęście nie muszę.
Wydano też na to podobno dwa melony, a na ile wiem coś o Nalewkach z przyległościami, to ta suma musi być mocno zaniżona. Ale i tak wystarczy na taką demonstrację. To niemal coś takiego jak owe tysiące za porcję robactwa z Biedronki w wytwornym otoczeniu nagrywających mikrofonów. Arystokracja, psia mać! Mają gest!
Co mi się, skoro już się tym zabawiamy, najbardziej na owej prześmiesznej demonstracji podobało? Trudno wybrać, bo praktycznie wszystko. Ale że od czegoś trzeba zacząć, więc zacznę od tego kogoś, kto na pierwszym planie większości telewizyjnych obrazów (a najfajniej mi się to oglądało na Polsacie, którego nie oglądałem od lat, dzięki mordeczki!) wymachiwał wielkim sztandarem z napisem "Młodzi Demokraci".
Jest to, gdyby ktoś nie wiedział, młodzieżówka Platformy, a wielki sztandar i pierwszy plan to naprawdę, muszę to z bólem przyznać, nie było złe posunięcie ze strony... Wiadomo kogo. Dlaczego? - spyta ktoś. No to odpowiem, że dzięki temu udało się zwrócić uwagę publiczności na kogoś, kto, w odróżnieniu od większości młodych wykształconych z dużych miast, mógł jeszcze nie mieć pięćdziesiątki, a pampersy nosi (tylko zgaduję, ale nie wykluczam), wyłącznie do oglądania "Szkła kontaktowego".
Drugim prześmiesznym w tym przezabawnym dniu były występy choreograficzne, lekko już wprawdzie osłabionych głodem, ubeków pod melodię "Katiuszy". A co innego mieli wybrać, że spytam? Nawet oni zorientowali się, widać, że nie mamy akurat żadnego fajnego święta, kiedy to możnaby się radośnie łamać jajeczkiem pod "Podmoskowskije wiecziera". No to krasnoarmieskaja, stalinowskaja "Katiusza" - logiczne!
Teoretycznie mogłoby być coś bardziej unijnego, zachodniego, coś od naszych najszczerszych przyjaciół... Coś jak "Horst Wessel Lied" naprimier,.. Co, że nie wypada? Gorzej? Propagowanie? Wizyta o szóstej rano? Sorry, ale czym się w istocie różni od tego "Katiusza"? Putin miałby niby być lepszy od Mamy Merkeli?!
Zresztą może po prostu bez krasnoarmiejstwa nie udałoby się ściągnąć na demonstrację Olbrychskiego? Bo on, powiedzmy, tamtego nie zna. A przecież lubimy melodie, które znamy, jak uczy reklama banku Millenium. W filmie nie grał, w szkole nie uczyli. "Horst Wessel" znaczy. (Mnie też zresztą nie. I też zresztą nie znam, poza tytułem.)
W sumie było to naprawdę prześmieszne wydarzenie, ta demonstracja wszystkich niezadowolonych z obecnej władzy, ale wszystkiego i tak wam nie pokażę, więc musicie trochę sami, a ja mam jeszcze jeden istotny temat do omówienia. Z przyległościami. Otóż dotychczas przeważnie płakać mi się chciało, gdy myślałem o "naszych", mimo że pilnie ich jak mogę unikam.
Wszystkie te stare - bardziej "wyjedzone" i "przejedzone", niż "wyjadacze"... Często po prostu żałosne to do potęgi i trudno mi zaakceptować, że w tej "nowej Polsce" nadal brylują oślizgłe, średnio zdolne, od lat siedzące na płocie... Jak ich by tu nazwać... Geniusze - niech będzie. Krótko i celnie!
Aż tu ostatnio... Filmik z uczynionych przez same lemingi nagranek z ciamajdanu... Cztery pytania do platfusów... Spocik na ten sam temat... To już sporo, jeśli się porówna z tym co było, ale chyba teraz nagle jest jeszcze lepiej. Otóż znajoma mówi mi dziś, ubolewając, że Gadowski (ten superman, wiecie) płakał, publicznie, jak to supermeni, że na jakieś tam targi książki do Londynu (czy gdzieś) wysłano niejaką Tokarczuk. Jak dobrze pamiętam, to (nomen omen) Olgę.
Owa Tokarczuk pluje bowiem na Polskę... (Tak mnie poinformowano, bo babusa nie znam, tylko mam słuchową pamięć, stąd jest faktycznie pewna szansa, że to Olga.) Pluje, żeśmy, Polacy znaczy, kolonizowali Białoruś i inne takie okropne rzeczy. Na co ja wpadłem w radosną ekstazę i pobiegłem do świnki, żeby sprawdzić czy starczy mi na metrową świecę, grubą jak ramię dorosłego blogera, prawicowego ma się rozumieć, do najbliższego kościoła. W podzięce Bogu, za Jego hojne dary.
Do ociekających testosteronem prawdziwych mężczyzn, choćbym i chciał, z obiektywnych przyczyn odruchowej wrogości odczuwać po prostu nie mogę... No, chyba że do jakichś innych, nie do siebie. Ale przyznam, że zawsze staram się takiego sobie obejrzeć najpierw pod światło, nadgryźć zębem... I tak od razu w orgazm na ich temat nie wpadam.
Do Gadowskiego nic właściwie nie mam - więcej powiem, przypomina mi takiego jednego adoratora mojej matki z czasów bardzo już zamierzchłych. Który to adorator był supersamiec, miał b. ciekawą biografię, rysował jak anioł, wspinał się na pionowe skały, tudzież posiadał Lambrettę. (Wtedy jeszcze nikt nie używał kasku, więc nie był to żałosny obciach, a całkiem przeciwnie.)
Tak że do Gadowskiego (choć mnie kiedyś zablokował na Fejzbuku, długo by było opowiadać, gołe zdjęcia tej tam tenisistki, co to niby taka nasza, się z tym wiążą), jeśli jestem uprzedzony, to raczej na plus, choćby właśnie z powodu Pana Władka.
I rozumiem, że jego zdaniem Polska, zamiast lansować w Londynie tę Tokarczuk, powinna postawić na wylansowanie naszego własnego Bonda - o ileż od pierwowzoru lepszego, a w dodatku prawdziwego! - którym to Bondem (lepszym i prawdziwszym) zgodzi się ewentualnie, z braku alternatyw, zostać sam Gadowski.
Tyle, że te, jak ich nazwać... Super samce (poza waszym, ma się rozumieć, oddanym) często nie błyszczą wyrafinowaną przebiegłością. Wszystko by chcieli bicepami i te rzeczy.
W każdym razie on białą łapkę z nadzieją w oku wystawia do podkucia, a tu mu jakaś Tokarczuk z naszym niegdysiejszym dręczeniem Białorusinów wchodzi w paradę. Fopa! Jednak ja to widzę inaczej - sorry Bond! Anglicy przez setki lat kolonizowali i podbijali innych, aniołkami też nie zawsze byli, tak? Oni to wiedzą - spokojna głowa! Więcej - są z tego dziko dumni. Choć to przecie przeszłość, a teraz za to "przez nos" (żeby użyć kalki z ich narzecza) płacą. Tyle, że w większości zbyt głupi, by to pojąć, więc dumni i bladzi. (Zresztą nie tyle ZA TO płacą, co raczej za swoje obecne, a trwające już od dziesięcioleci, spedalenie. Uleganie syrenim śpiewom liberałów i innej lewizny. Te sprawy.)
A my? Etatowi i wieczni chłopcy do bicia. Czyż nie? Ludziom się wydaje, że my się tego uczymy od Żydów i że to nieludzko cwane. Od Żydów, którzy cudnie na każdym kroku wygrywają i zarabiają prezentując sińce, odleżyny i kikuty To jednak, niestety, moje drogie naiwniaczki, nie tak! Oni przetrwali cztery tysiące lat, mimo że absolutnie nikt ich nigdy nie lubił, a niektórzy naprawdę starali się dać im w kość. No i (choć się Adam Michnik z Bratem z pewnością nie zgodzą) mimo tego, dziś jednak pewne znaczenie w świecie mają.
Do tego sobie ostatnio, ci Żydzi znaczy, dołożyli to skamlenie i siniaki, zgoda, tyle że - nie oszukujmy się! - ze stalowym błyskiem w oku. Ktoś tego błysku nie dostrzega? No a my co? Że zacznę od innej strony... Czy świat może się obyć bez etatowych chłopców do bicia? Może ze mnie stary cynik, ale twierdzę, że nie. I nigdy nie będzie mógł.
Czy jest zatem na to zaszczytne stanowisko wielu stałych, wiecznych i chętnych jak cholera kandydatów? Nie ma! Raz jakiś afrykański szczep dostanie w kość od innego, drugim razem gdzieś wojna, trzęsienie albo powódź - ale to się szybko zmienia, pada to na kogoś innego...
A na stałe, to tylko, sorry, Polacy. I nikt inny. Nie żadni "Irokezi", jak chciał Fryc (i chce Michalkiewicz) bo Irokezi to był bitny lud, który, gdyby nawet usłyszał o JP2, to by się, mówiąc b. już łagodnie, co najwyżej lekceważąco skrzywił. Inaczej Polacy! Prawda? No więc, teraz nagle, wbrew ubolewaniom różnych tam in spe Bondów w krakusce i z husarskimi skrzydłami, okazuje się, że potrafimy jednak kogoś skolonizować...
Że tylko (z całym szacunkiem, to nie jest wyraz lekceważenia) Białorusinów, lud chłopski i niezbyt dotąd znany z państwotwórczych instynktów? Cóż, ale jednak, w końcu od kogoś trzeba zacząć. Raczej blisko, bo nie trzeba wydawać na bilet itd. Niemcy od stuleci przekonują świat - w końcu nas samych przekonali - że jesteśmy całkiem niezdolni do kolonizowania, do budowania państwa, lub choćby utrzymania go, gdyby psim swędem lub w prezencie... Zgoda? Oni to konsekwentnie, jak to potrafią, robią od stuleci, świat uwierzył, my sami też...
Aż tu nagle polski rząd wypuszcza na szerokie wody Olgę Tokarczuk, która cały ten propagandowy antypolski syf jednym machnięciem pióra zmiata z powierzchni ziemi. Mam nieodparte wrażenie, ze jeszcze rok temu posłalibyśmy do tego Londynu Gretkowską, żeby przekonywała Świat, że w Polsce nie dzieje się żadna krzywda kobietom (?) z dwiema łechtaczkami.
(Co za obrzydliwa wizja! Zresztą samo to słowo jest paskudne, choć sam organ i jego łacińską nazwę da się zaakceptować. W końcuśmy nie muślimy.) Żeby nas źle nie sądzili, żeby pamiętali o drzewkach gdzieś tam w tropikach... Jak zawsze. Przy czym oczywiście skutek byłby wprost przeciwny, bo i babus bo pracowicie dowodził czegoś dokładnie przeciwnego, a my byśmy się zaklinali, bili w piersi...
Ale coś się nagle zmieniło, coś pękło, coś... Ach! I choć ani Pan T., ani żaden z paru jego faworytów (czysto profesjonalnie i merytorycznie rzecz biorąc, nie zawsze obecnych osobistych przyjaciół) nadal się do żadnego Trustu Mózgów nie załapał, choć Burze Mózgów robią nam nadal Warzechy z Ziemkiewiczami, to jednak nie mam już prawa się zapluwać krytyką nieudolności i głupoty "naszych" - samo to genialne posunięcie z tą tam Olgą Tokarczuk wyrównuje większość idiotyzmów i samobójów w naszej historii. Tak z grubsza licząc od testamentu Krzywoustego.
A zatem wykrzyknijmy jednym wielkim głosem i niech nas świat usłyszy:
Niech żyje Olga Tokarczuk - Ambasador Dobrej Zmiany!
triarius
P.S. A jeśli ktoś jeszcze czuje niedosyt? Jeśli ktoś JESZCZE czuje niedosyt, brakuje mu w powyższym wizji, optymizmu i takich tam - to tutaj ma wizję, optymizm, proroctwo, plus zawoalowane wyjaśnienie, po co ja w ogóle te perły... Skoro przecie niedźwiednikiem nie jestem, prawda? (Bez urazy!) Oto i:
https://bez-owijania.blogspot.com/2011/11/dzien-jaguara-wstepny-szkic-ew.html
niedziela, marca 26, 2017
Dwie ulotne myśli (może nawet lekko pozłacane)
Rosyjski pomysł na niezwyciężoną armię: zbyt duże czapki, zbyt małe berety.
* * *
Jeśli autentyczny leming jest choćby w połowie tak żałosny, jak męcizny pokazywane w telewizyjnych reklamach, to naprawdę nie żałuję, że w realu nie mam z nimi praktycznie żadnej styczności.
triarius
* * *
Jeśli autentyczny leming jest choćby w połowie tak żałosny, jak męcizny pokazywane w telewizyjnych reklamach, to naprawdę nie żałuję, że w realu nie mam z nimi praktycznie żadnej styczności.
triarius
słowa kluczowe:
leming,
męcizna,
reklamy telewizyjne,
Rosja,
rosyjska armia
sobota, marca 11, 2017
Kobiecość Na Odmianę Ubrana i Najwspanialsza Muzyka we Wszechświecie
Całkiem przypadkiem (dzięki ci YouTubie, czyli teraz w sumie Googlu!) znalazłem ci ja przed chwilą spory kawał Monteverda w wykonaniu tej samej ekipy, którąśmy tu mieli jakiś czas temu z piękną a nieszcześliwą Cecylią i tą cudowną kalabryjską piosneczkę o jaskółce. Czyli Capella Mediterranea, czyli panna (niezależnie od stanu cywilnego, jak to u aktorek itp.) Aspromonte, piękna jak anioł, czyli panna Flores (o interesującej, mniej konwencjonalnej, co nie musi być wadą, urodzie)... I inni. Nie zapominając o śpiewających facetach i instrumentalistach.
Zaprawdę powiadam: to ich wykonanie, szczególnie tych rozsianych tu i ówdzie fragmentów "Koronacji Poppei", które znam przecież nieźle z wielu wykonań, dodaje jeszcze tej muzyce kopa. Że tak to figlarnie określę, ale mnie wolno.
Mówiąc bardziej konwencjonalnie - Po Prostu Genialne Wykonanie! Wiem, że to dla was zbyt długie i zbyt trudne, ale cóż... My tu jednak nie hołdujemy zasadzie cudnie wykpionej św. p. Jonasza Kofty, że: "ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio!"
Przykro mi, ale niestety nie! Za to, jeśli ktoś się pilnie uczył cudzych narzeczy i/lub z rodziną uprawiał "pas devant les domestiques", to ma tu także napisy po francusku. (Łał, Europa!)
triarius
P.S. Niech mi ktoś powie, że Monteverdi nie jest NAJGENIALNIEJSZY, to go stąd wyprowadzę za uszy! Żartuję oczywiście, ale nie zna się człek i niech mi się tu lepiej nie wypowiada. Kto natomiast, przeciwnie, wysłuchał w całości i w skupieniu, może się mi tu pochwalić i otrzyma Oficjalną Pochwałę i w przyszłości zasiądzie po prawicy.
Zaprawdę powiadam: to ich wykonanie, szczególnie tych rozsianych tu i ówdzie fragmentów "Koronacji Poppei", które znam przecież nieźle z wielu wykonań, dodaje jeszcze tej muzyce kopa. Że tak to figlarnie określę, ale mnie wolno.
Mówiąc bardziej konwencjonalnie - Po Prostu Genialne Wykonanie! Wiem, że to dla was zbyt długie i zbyt trudne, ale cóż... My tu jednak nie hołdujemy zasadzie cudnie wykpionej św. p. Jonasza Kofty, że: "ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio!"
Przykro mi, ale niestety nie! Za to, jeśli ktoś się pilnie uczył cudzych narzeczy i/lub z rodziną uprawiał "pas devant les domestiques", to ma tu także napisy po francusku. (Łał, Europa!)
triarius
P.S. Niech mi ktoś powie, że Monteverdi nie jest NAJGENIALNIEJSZY, to go stąd wyprowadzę za uszy! Żartuję oczywiście, ale nie zna się człek i niech mi się tu lepiej nie wypowiada. Kto natomiast, przeciwnie, wysłuchał w całości i w skupieniu, może się mi tu pochwalić i otrzyma Oficjalną Pochwałę i w przyszłości zasiądzie po prawicy.
środa, marca 08, 2017
Wszystkim Paniom w Dniu Ich Święta...
... WSTWiE "Szarżujący Bawół" składa Najserdeczniejsze Życzenia.
Niestety nie mamy możliwości by obdarować każdej z Pań Tradycyjnym Goździkiem i Dwiema Parami Rajstop (za pokwitowaniem), więc spróbujemy Naszą Miłość i Przywiązanie wyrazić Sztuką. Może poniższa Galeria Klasycznych Malowideł choć w drobnej części zdoła pokazać JAK Kochamy Kobiety. Oby zdołała!
triarius (w imieniu wszystkich Uczniów i całego Grona Pedagogicznego)
Niestety nie mamy możliwości by obdarować każdej z Pań Tradycyjnym Goździkiem i Dwiema Parami Rajstop (za pokwitowaniem), więc spróbujemy Naszą Miłość i Przywiązanie wyrazić Sztuką. Może poniższa Galeria Klasycznych Malowideł choć w drobnej części zdoła pokazać JAK Kochamy Kobiety. Oby zdołała!
triarius (w imieniu wszystkich Uczniów i całego Grona Pedagogicznego)
słowa kluczowe:
8. Marca,
Mieżdunarodnyj Żienskij Dien',
Międzynarodowy Dzień Kobiet
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















