czwartek, maja 07, 2015

Wybierzcie sobie...

Wiem, że iloczyn logiczny zbioru zwolenników Grzegorza Brauna i pasjonatów tego blogasa jest niewielki, ale przyjmijmy na chwilę, że coś tam w ogóle jest i wystąpmy do tych ludzi z inwokacją...

Chcecie zagłosować na Grzegorza Brauna, bo jest "antysystemowy", "naprawdę prawicowy", "radykalny jak cholera", itd. itp.? (OK, zgoda, że na tle reszty tego planktonu, o Bulu już nie wspominając, wyróżnia się pozytywnie. Dudę tutaj pomijam.)

PiS, Duda i REALNE odstawienie od żłobu tej @#$ $#^, która nas dręczy, wam nie pasi? No to podsuwam wam niniejszym lepsze - radykalniejsze, bardziej prawicowe, i w ogóle rozwiązanie: ZAGŁOSUJCIE NA PANA TYGRYSA!

Że co? Że nie będzie takiej rubryki? Że chcielibyście ten krzyżyk tak idealnie postawić, ale nie będzie gdzie? No to co z tego, że spytam? Nie stawiajcie przy nikim, a na blankiecie napiszcie coś w rodzaju: "Pan Tygrys na króla!", "Tylko Triarius i nikt inny!", "Triarius na razie na Prezydenta, a potem się zobaczy". Albo przynajmniej jakaś reklama w stylu: "Szarżujący Bawół Twoją Ulubioną Szkołą Wdzięku - magisterium w rok!" (Plus triarius.pl, jeśli łaska, To już nieaktualne.)

Skutek będzie dokładnie ten sam. No, chyba żeby na mój zew nagle, znikąd, odpowiedziały tysiące - wtedy mam szansę skończyć w piątkowy wieczór, bez listu pożegnalnego...  Jak, nie przymierzając, jeden taki wybitny gość niemal dwa tysiące lat temu. (Najzabawniejsze, a piszę to w listopadzie 2015, że już całkiem nie pamiętam o kogo mi chodziło. O Cezara chyba. Chyba, że wprost o Jezusa.) Ale taki odzew nam chyba nie grozi. Zresztą, to byłoby to dla blogera sporym zaszczytem.

Zgoda - mam mniej od pana B. tzw. "dorobku" - ale przecież trochę zalet jednak mam, prawda? Oraz alibi. Bo jak się obiecuje nic nigdy nie zrobić dla Postępu i Szczęścia Ludzkości, to nie ma rady - narzuca to człowiekowi postawę raczej kontemplacyjną, plus ew. pisanie sobie od czasu na czasu czegoś na zapoznanym od świata i ludzi blogasku.

Niektóre moje zalety nawet tutaj jednak dają się dostrzec, a szczególnie jedna, która mnie o wiele lepiej predystynuje do zostania królem, a od błazeństwa zaś dystansuje - otóż ja nie jestem monarchistą. W ogóle nie mogę sobie wyobrazić... Wiecie o co chodzi? I wy ludzie chyba też nie możecie? No to sensowne rozwiązanie jest jedno: głosujcie na Pana T.! (Powiedziałem "T", a nie "B"!).

Skutek będzie dokładnie ten sam - a ile bardziej antysystemowo! No, ew. możecie zagłosować na tego tam Dudę, jeśli wam te miejsca pod krzyżyki aż tak do szczęścia potrzebne. Trudno to wprawdzie nazwać "antysystemowym" - góra "antyplatfąsim" - ale co tam.

triarius

poniedziałek, maja 04, 2015

O wkładaniu kija w szprychy

(W ramach zjadania własnego ogona powiem wam, że) czuję się w obowiązku napisać wam dlaczego, "mimo wszystko", pójdę na te wybory i zagłosuję na tego tam Dudę (choć po prawdzie nawet nie wiem jak on wygląda, a parę jego wypowiedzi wydało mi się nad wyraz mdłymi i z jakimkolwiek tygrysizmem niekompatybilnymi).

I dlaczego uważam, że wy także, kochane ludzięta, powinniście to zrobić, a jeśli któryś nie zrobi, czy jakoś to po swojemu "ulepszy", to, darujcie, idiota i/lub żaden patriota - w dowolnych proporcjach, uzupełniających się do stu procent. Wiem co możecie powiedzieć, sam uważam, że wybory w tym bantustanie (szczególnie tu) niczego same w sobie nie zmienią - bo niby jak? - a w ogóle cała ta dzisiejsza "demokracja" to błazeństwo. Jednak uważam co rzekłem, i to z ogromnym przekonaniem!

Była kiedyś taka dzika dyskusja na jednym hiper-prawicowym portalu, gdzie zostałem zwymyślany od kolaborantów tęskniących za PRLem (co akurat jest wyjątkowo durne w moim przypadku), ponieważ twierdziłem, że, choć III RP to oczywiście żadna "wolna Polska, to jednak głosować (i to, na dzień dzisiejszy, mówiąc urzędniczym żargonem, na PiS, a nie na żadne błazeństwa czy K*winy!) należy i tyle!

Ta dyskusja jest tutaj gdzieś zalinkowana w takim pseudo-tekście pod tytułem. "Masowanie cnotki". (Piękny tytuł, arcydzieło sztuki tytulatorskiej, idalnie pasujący do przekonań i zachowań tamtych moich oponentów - wciąż chyba czekających na Andersa na białym koniu, który ich przeniesie w czasy... Jakie właściwie? Do niektórych z was, panie Amalryk, też się to zresztą odnosi.)

A poza tym gugle i licznie rozsiani erotomani uwielbiają takie tytuły pasjami, z czego ja też mam korzyść. (Choć jaką właściwie, skoro nikt nie tylko mi nie płaci, ale nawet do telewizji zapraszają nie mnie, tylko jakichś...?)

W sumie wyszło, że, jak to ja, tłumacząc dlaczego nie, napisałem już połowę, co najmniej, tego co nie... Więc krótko (jak Bóg da) wam powiem. Otóż tak to widzę... Oczywiście że błazeństwo... Oczywiście że @#$^ III RP to ponury bantustan, niemal już obrażający miano bantustanu... Oczywiście że same wybory nic tu nie zmienią... Jednak zastosujmy mentalny eksperyment: jeśli by 80% uprawnionych do głosowania poszło i zagłosowało na PiS - były to jakiś problem czy zagwozdka dla miłościwie nam tutaj...?

A gdyby tak poszło i zagłosowało 95%, ale na odmianę na miłościwie nam panującą obecnie władzę (to określenie nam wystarczy, niepotrzebne nam nawet zaglądanie za kulisy) - czy to byłby dla tych wszystkich @#$%^ powód do radości? Czy by im nie ułatwiło? I czy by rychło nie zaowocowało następnymi przejawami nas uszczęśliwiania? Jakimś ojro, jakimś tam... Czymś? Prawda?

No to właśnie - kompletnie rozdzielam uznawanie @#$% III RP za moją Polskę, za którą ginęli i tracili majątki (co jest jeszcze gorsze!) moi przodkowie, od wkładania kija w szprychy temu całemu... Co jednak nieco mu utrudnia i psuje humor. Tyle! Przekonywanie dlaczego, mimo wszystko, Duda i PiS już było, a w każdym razie to nie dzisiaj. (Czemu nie K*win, tego tłumaczyć nawet po prostu nie wypada, bo jest w tym założenie umysłowego i/lub moralnego upośledzenia rozmówcy.)

I to by było tego na tyle.

* * *

No to jeszcze coś w rodzaju bonmotu na deser, a raczej dość prozaicznej, lecz za to celnej, myśli, co mi ostatnio przyszła do głowy. Leci to jakoś tak:

 Wszystkie te rytualne zachwyty nad "S" uważam za głupotę lub zgrywę (jeśli nie gorzej), ponieważ ogromnej większości z tych "10 milionów" nie tyle chodziło o "wolną Polskę", co o to, żeby z normalnej pensji można było kupić to, co było w Pewexie, i w ilościach podobnych do tego, co może kupić miekszaniec jakiegoś tam zachodniego kraju. Jednak nie ma co przesadzać, bo coś wzniosłego w tym jednak też było, choć nie aż tele, ile się ludziom wmawia.

Co mianowicie? Wzniosłe w "S" było to, iż motywacją wielu ludzi było coś w stylu: "Nie będzie mi jakiś @#$%^ komuch decydował o tym, że ja nie mogę sobie po prostu kupić tego co jest w Pewexie i żyć jak, powiedzmy, zachodnioniemiecki robotnik!"

Jak to się skończyło, to kto wie ten wie. W sumie b. smutno, i, co więcej, można przypuścić, że właśnie to, konsumpcyjne w sumie, nastawienie, gorzej załatwiło Polskę, niż sto lat zaborów, a nawet pół wieku komuny. Ale to już całkiem inna historia (jak mawiał chyba Kipling).

triarius

P.S. Uświadomiłem sobie po fakcie, że zapomniałem wyjaśnić jak się ma oczywisty fakt, że mój głos to jedna wielomilionowa wszystkich głosów, więc żadnego realnego znaczenia nie ma, do faktu, że jednak trzeba wykonać to ćwiczenie z absurdu i zagłosować... Chodzi o to, że nijak, mimo wszystko, jest się modlić i namawiać innych by szli i stawiali te krzyżyki, kiedy samemu się nie raczy. Tylko tyle i AŻ TYLE!

No to jeszcze WAŻNE OGŁOSZENIE parafialne:

Na rynku są długopisy, którymi napisane rzeczy znikają po kilku godzinach. Za marne 10,50 sztuka, więc to nic dla naszych umiłowanych. W dodatku ostro je od pewnego czasu w sieci raklamują. To oczywiście kolejny z tysiąca sposobów, w jakie oni mogą kantować w tych wyborach. (I nie tylko tych, oczywiście.) A więc:

1. Na wybory idziemy Z WŁASNYM DŁUGOPISEM i go oczywiście używamy zamiast tych oszukanych Komóry!

2. Rozgłaszamy tę informację i ten środek zaradczy tak szeroko i tak wiralnie, jak to tylko możliwe!

niedziela, kwietnia 26, 2015

Ludzie, muchy, chrząszcze i tolerancja

Nie chciałbym się puszyć, ale w mojej jaźni skarby nieprzebrane, a na tym blogu, co każdy widzi gołym okiem, posucha. Posucha, albo takie ejakulacje, jak ta ostatnia. Skrzące się niepohamowaną radością, ale intelektualnie, powiedzmy to sobie bez ogródek, nie całkiem z nóg zwalające.

Postanowilem wam to zrekompensować i zamierzałem napisać coś o globalnej biężączkowatości... Coś stylu "Wodnych igraszek", któreśmy sobie napisali jakieś pół roku temu, jakże à propos, ale o wiele pogłębionych, bo i sytuacja nabrzmiewa niesamowicie... Jednak ta moja historiozoficzna przenikliwość zaczyna mniej już nieco niepokoić - nie to, żeby sama w sobie, ale, mówiąc oględnie... 

Jak by to wyrazić...Nie żyjemy w raju i jedyny, jak się zdaje, człowiek coś z tego rozumiejący i potrafiący przewidywać na sporo ruchów do przodu... Sapienti sat, a kto nie sapiens, niech po prostu nie czyta. Więc zamiast tego coś lżejszego, ale jednak ach, jakże intelektualnie nabrzmiałego!

* * *

Otóż kupiłem ci ja parę dni temu kilka książek w antykwarni, gdzie (niemal) wszystko po pięć złotych, a jedną z nich jest przedwojenna książka "Świat zmysłów", autorstwa prof. W. Buddenbrocka, w oryginale niemiecka, wydana przez Trzaska, Evert, Michalski. A więc zwykła, jak by należało sądzić, popularno-naukowa książka, wydana w celach jak najbardziej komercyjnych dla laików z maturą. 

Ale, Jezu (że tak zgwałcę trzecie, sorry!) - jaki te książki potrafiły mieć niesamowity poziom! Absolutnie nie żartuję. Biologia nie jest obecnie jakąś moją szczególnie wielką pasją, ale ta książka naprawdę jest tak mądra, tak pełna informacji, a do tego taka "filozoficzna", że aż strach! No i na przykład dzisiaj wyczytałem w niej takie coś, na temat zmysłu wzroku różnych stworzeń, reagującego w znacznie większym stopniu niż nasz na ruch. Cytuję:
Widzenie ruchów ma u wielu zwierząt znaczenie w okresie parzenia się. Dla zmysłów samca muchy domowej samiczka jest małym, czarnym, lecącym przedmiotem. Na tej zasadzie mozna zbudować bardzo zabawną pułapkę na muchy. Potrzeba do tego tyko długiej nici, na której końcu przymocowana jest lepka kulka wielkości muchy. Gdy niezbyt szybko pociągnąć nić przez pokój odrazu złapie się na ten lep żądny przygód samiec. Samicy jednak nie złapiemy nigdy. Jak widzimy z tego przykładu, widzenie ruchów ma także swoje strony ujemne. Ponieważ samiec i samica muchy domowej są jednakowej wielkości, prawdopodobieństwo, że samiec zdobędzie sobie samiczkę wynosi 50%, w połowie zaś przypadków natrafi na rywala i spotka się z szorstką odprawą.
No i dobra, co z tego wynika? Dla starego tygrysicznego wygi chyba sporo i nie muszę nawet tłumaczyć. Jednak wytłumaczę, bo nie wiem jak tam w tej chwili z tygrysicznymi wygami. Krótko: Ustaliśmy już sobie, że chcą nas przerobić na owady. Ardrey pociesza się, że to niemożliwe, ale Ardrey od 35 lat nie ogląda tego, co nasi umiłowani z nami wyprawiają, a po drugie - może się to przerabianie nie uda, a nawet na pewno, ale zapłacić za to zapłacimy i tak!

O muchach sobie zaś dotąd rozmawialiśmy chyba głównie w kontekście krytyki artystycznej, ale, jak widać, mucha potrafi więcej. Czytając pointę tego tu cytatu wnikliwy czytelnik z pewnością wykrzyknął coś w rodzaju: "A dlaczego zaraz rywala? Dlaczego koniecznie 'szorstka odprawa'?" No bo fakt - gdyby ta mucha była np. Biedroniem, to by... I ta druga też, to by nie było "rywali" i "szorstkich odpraw", tylko by się szybko porozumieli i byłoby fajnie. Zgoda? 

No to właśnie tak ma być. Widać nasi umiłowani i ich przydupasy, chodzące pod ksywą "moralnych autorytetów", mają dobrze rozwiniętą muszą stronę swej natury, i oni to lepiej czują od byle nas. Dlatego też lepiej - i o ile! - wiedzą, w jakim kierunku należy nas pędzić, żeby był Postęp, Tolerancja i żeby było fajnie. No bo co komu z tego przyjdzie, że się będą muchy biły? Albo ludzie zresztą?

No to jeszcze druga rzecz z tej książki, którą znalazłem zaraz kawałek potem. Autor omawia interesującą kwestię, dlaczego i takie owady jak chrząszcz, które nie muszą przecie trafiać do żadnego mrowiska, a łażą sobie to tu, to tam, mają tak rozwiniętą zdolność chodzenia po prostej? W sensie zachowywania kierunku. No bo że mrówki czy inne pszczoły, to dość oczywiste, ale co z tymi bardziej chaotycznymi? Z tymi żyjącymi z dnia na dzień?

Odpowiedź okazuje się prosta, ale zawiera się w niej zarówno Spengler, z jego podziwem dla Goethego jako subtelnego znawcy przyrody; Ardreyizm stosowany wraz z całą resztą Tygrysizmu; jakże aktualna kwestia emigracji za chlebem; patologiczny przerost kory mózgowej; mocno już dziś spruchniałe Oświecenie; no i oczywiście robaczywość jako taka, czyli (jeśli coś się szybko nie zmieni), to, co nam szykują nasi umiłowani, a alternatywa też nie jest przesadnie atraktycyjna. Autor omawianej tu książki mówi mianowicie tak:
Goethe swojem spojrzeniem proroczem wykrył już rozwiązanie, jakkolwiek nie znał wcale kompasów świetlnych. W Fauście Mephisto mówi:
Ja ci powiadam, że kto myśli dużo,  
Jest jak bydlę, które po lichem pastwisku, 
Zły duch wciąż wodzi, a w kroków parę 
Na wszystkie strony bujna trawa rośnie.
Jeśli przetłumaczyć by poetyckie strofy na prozę życia chrząszcza, oznaczają one: "Gdy w miejscu, w którem jesteś, nie ma nic do jedzenia, na pewno zginiesz z głodu, jeśli będziesz zakreślał koła. Chcąc znaleźć świeży pokarm, musisz biec prosto przed siebie." Aforyzm ten natura wpoiła wszystkim drobnym zwierzętom, które podążają za nim z całą nieomylnością instynktu.
Koniec cytatu. I to by było na tyle. Fajne?

triarius

P.S. Wychodzimy pojedynczo i uważajcie na ogony!

sobota, kwietnia 25, 2015

Podobno zdechł?

Wszedłem sobie ci ja do Kuraka (swoją drogą gość ostatnio naprawdę w formie, polecam!) i z dyskusyi co tam się ona toczy widzę, że jedna kurw... Nie, nie obrażajmy tych pań! W każdym razie w końcu zdechło.

I tak trzymać!

triarius

P.S. Chciałem tu jeszcze umieścić słynny "Burundi dance" tego pana, ale niestety nie można go już  w sieci znalezć. Na YT "namiętnie gwałciło prawa autorskie". Musi  burundyjski rzecznik prasowy protestował. Może nawet groził wojną?

poniedziałek, kwietnia 20, 2015

O największej tragedii

Putin, jak wiadomo, uważa rozpad CCCP za największą tragedię XX w. Miłościwie nam panujące Merkele i Hollandy w pocie czoła pracują nad tym, żeby i nieszczęśni mieszkańcy Europy doszli do tego samego przekonania.

Piękny, i w dodatku zaskakujący, przykład tej konwergencji, o której się swego czasu dość sporo słyszało (jeśli się przykładało ucho tam, gdzie ja przykładałem), ale którą człek naiwnie uważał w sumie za brednię. Nie mogąć uwierzyć, by w tym ubóstwionym i jakże wyidealizowanym "Zachodzie" (ach te sweterki z Pewexu! te Old Spajsy!) był potencjał do czegoś równie paskudnego. No to i mamy!

triarius

wtorek, marca 31, 2015

Coś na ząb dla feministek wszystkich płci (tych bardziej i tych mniej oficjalnych)

Taka myśl mnie właśnie przed chwilą naszła...

Jeśli wiadomo co jest "nastarszym zawodem świata" - to czy nie po prostu dlatego, że to nie jest żaden "zawód", tylko naturalny stan rzeczy? Może nawet nie jedyny możliwy, zgoda, ale absolutnie naturalny.

I czy (wychodząc tu poniekąd na poziom meta) traktowanie wszystkiego w liberalno-marksistowskich kategoriach "zawodów" to nie jest aby lekkie zboczenie?

triarius

P.S. Kiedy facetowi brakuje pięciu centymetrów, kupuje sobie czerwone Ferrari. Kiedy mu brakuje piętnastu, zostaje feministką. (Stare, nasze własne, ale wciąż genialne. ;-)

niedziela, marca 29, 2015

Z ostatniej chwili - genialny tekst Kuraka!

Kurak właśnie napisał dokładnie to, o co mi chodzi. (Nie wszystko to, oczywiście, ale to o czym sobie tu ostatnio, w związku z depresjami i piekłem, rozmawiamy.) Oto linek:

http://kontrowersje.net/pierdolec_nasz_powszedni_ile_mo_na

(Tytuł, który brzmi: "Pierdolec nasz powszedni... ile można", mógłby ew. być mniej banalny, ale w końcu gość pisze codziennie i coś tam jeszcze robi poza tym, więc pewnie nie miał czasu wymyślać czegoś ekstra.)

W każdym razie serdecznie polecam. (I będę musiał wrzucić Kuraka do ulubionych blogów, choć on mnie nawet nie zna, a ja nie lubię tego dłubania.)

* * *

Całkiem nawiasem, w nawiązaniu do tekstu Kuraka, to właśnie widziałem przed chwilą tę demonstrację w Tunezji, tę z prominentami na czele... No i muszę rzec, że znowu mistrzowska praca kamerą (żeby wydawało się, że dużo ludzi, jak zawsze, chyba że akurat ma być odwrotnie, ale to z kolei łatwizna), oni jednak wciąż nie mają zbyt wielu państwowych urzędników w tej biednej Tunezji, skoro to nie wypadło okazalej.

Bo nie wierzę, by ci urzędnicy istnieli, ale całkiem nie mieli pojęcia z której strony chleb posmarowany. (Takim rasistą nie jestem.) A więc... (fanfary, werble) Liberalni rewizjoniści (i inne świry od "wolnego rynku", jeśli takowe istnieją) - macie chyba powód do potężnego orgazmu! Tunezję na sztandary! Nowy Azjatycki Tygrys się pojawił!

triarius

P.S. Z jeszcze ostatniejszej chwili - nowy bonmot: "Chodzenie na prorządowe demonstracje to kapitalizm urzędników". (Wiadomo z czego to parafraza, prawda?)

O piersiowych tonach nabrzmiałych troską

Przezabawne jest słuchać tych wszystkich głębokich piersiowych tonów, wyrażających najwyższej próby troskę o los biednych proli latających na te swoje arbajty tanimi liniami lotniczymi... I przez to zdanych na łaskę i niełaskę podlegających depresjom drugich pilotów... Oraz pierwszych pilotów z pęcherzem wielkości ziarnka gorczycy...

Przezabawne, kiedy nikt nawet słowem przy tej okazji nie piśnie o ludziach mających w swych rękach losy setek milionów takich proli, czego drobną jedynie częścią jest kwestia stanu psychicznego pilotów tanich linii lotniczych.

Tamtych nikt nie kontroluje, nikt ich na zdrowie psychiczne nie bada, ogół nie ma pojęcia jak NAPRAWDĘ ich się do tej roboty selekcjonuje (a ci co mają jakieś intuicje, po nocach spać z tego powodu nie mogą)... Ich track record jest taki, jaki widzimy - że już nie cofnę się do lat, powiedzmy, trzydziestych, ale choćby ten ostatni, płodny w wydarzenia, rok... I co? I nic!

triarius

sobota, marca 28, 2015

Nie żebym śledził, ale wam powiem...

Absolutnie nie śledzę krajowych wydarzeń, a już szczególnie kampanii prezydenckiej, ale coś mi się czasem o ucho lub oko obije, więc poczęstuję was biężączką z głębi mojej sławnej intuicji. (A moje intuicje mają się zwyczaj sprawdzać w takim stopniu, że... Wolę nie podpowiadać różnym takim. Co parę dni mam, w każdym razie, fajne na to dowody.)

No więc usłyszałem ci ja przed chwilą, z obcego telewizora, taką tam wyborczą reklamę, nie wiem czyją (choć tutaj raczej w sumie nietrudno się domyślić), że oto: "Także przystąpienie Polski do euro rozstrzygnie się w tych wyborach". Coś mi się w mózgu (czy gdzieś) zapalaliło, niewykluczone że lampka.

Postawiłem już tu kiedyś tezę, że te wszystkie dotychczasowe trzy Bolki, czyli  Bolek Właściwy, Olek-Zgubił-B-Bolek, i ten obecny ortograf Bulek, służą, temu czemuś, co naprawdę ma coś do powiedzenia w tym nieszczęsnym bantustanie (z przeproszeniem wszelkich przyzwoitych bantustanów, ale już mi brakuje epitetów), przede wszystkim do KOMPROMITOWANIA POLAKÓW za granicą. 

I, w mniejszym stopniu, do wkurwiania wegetujących jeszcze tu i ówdzie oszołomo-patriotów - żeby się powściekali, dostali wrzodów na dwunastnicy albo wylewu. Albo może zdjęli w robocie przy ludziach spodnie. Ew. rozwalili jakiś samolot. Takie rzeczy zawsze się ładnie da wykorzystać. Ale przede wszystkim jednak do kompromitowania.

Może zresztą tej tezy w końcu tak naprawdę nie postawiłem, bo, pamiętam, zacząłem ją tu elokwentnie wyrażać, ale potem się zboczyłem w jakieś pastisze japońskiej klasyki literackiej. Więc ją tutaj właśnie niniejszym stawiam.

No i teraz to co przed chwilą usłyszałem w tej telewizji dla lemingów... Ale jeszcze moment! Niewiele w tym nieszczęsnym kraju zostało już do zrabowania czy rozkradzenia. (Lubię te rozróżnienia: "kradzież - rabunek", "morderstwo - zabójstwo", taki ze mnie prehistoryczny dinozaur!), ale jeśli nam tu wprowadzą to ojro, to niektórzy, niezbyt już raczej liczni, tak się obłowią, że na ośmiorniczki z "Biedronki" po badyla za deko starczy im do siódmego pokolenia w przyszłość. Tego możecie być pewni!

Jak na tym, natomiast, wyjdą tzw. "zwykli Polacy", czyli w znacznej części żałosne lemingi, tych niezbyt szkoda - ale także i ci porządni - to chyba nawet nie muszę opowiadać. Gdyby ktoś miał wątpliwości i potrzebował mojej opinii, no to mówię - wyjdą na tym tak, że pan Zabłocki z mydłem się chowa w tę i z powrotem, Słowo Indianina!

No i mamy tego Komóra, któren, z tego co słyszę, dalej się na każdym kroku kompromituje... Kompromituje się, kompromituje... Z nami na czele, jak te Bolki zawsze... Ale jednak, zapewne, niestety w końcu te wybory wygra. Tak? No to wtedy będzie można, urbi et orbi, ogłosić, że oto: "Polacy wprawdzie Bula za bardzo nie szanują, a nawet z tym lubieniem to była poniekąd ściema"... W każdym razie puścić oko i dać do zrozumienia, bo wprost to raczej tylko w "naszych" (hłe hłe, pozdrowienia dla Jaruzelsko-Ziemkiewiczów!) tzw. mediach nie można...

Więc, w każdym razie, że: "urok i charyzma Bula ludu aż tak nie poraża, ale jednak było przecież powiedziane, że NAPRAWDĘ to chodzi o ojro... Więc Polacy ojra pragną jak powietrza, jak wody, jak Tańców niemal z Gwiazdami, więc to ojro (tarira ojra, tarira raz dwa trzy!) musimy im raz dwa dać. To się nazywa DEMOKRACJA, moi, wciąż niedorastający, wciąż-mimo-wysiłków-autorytetów-słabo-uświadomieni, lecz przecież ukochani, Rodacy!"

Fajne? "No dobra", spyta jakiś Niewierny Tomasz: "a po co oni w ogóle mieliby takie podchody robić? Skoro mogą zrobić TO, to mogą się w ogóle nie obcyndalać, prawda? Więc albo zrobią to w "majestacie prawa" (przez Ogromne P i przy błogosławieństwie sędziów Nakrętek i prokuratorów Jakmutam tego świata), albo na chama i bez-się-obcyndalania." Coś w tym jest, ale to nie całkiem tak działa.

Ci ktosie działają przecież z pewnym wyprzedzeniem. Nie mogą być pewni, czy, za parę miesięcy lub lat, ktoś nie zechce np. wykorzystać (tych dzielnych, szarmanckich i jakże romantycznych, ach!) Polaków do czegoś... W jakimś zakątku grobu... Tak mi się napisało! Freud jakiś?! Zakątku "GLOBU", chciałem rzec. W każdym razie istnieje, choć śladowa, możliwość, że nagle Polacy staną się JĘZYCZKIEM U WAGI w walce realnych sił...

Albo coś. A wtedy jednak to przekonanie, np. owych nielicznych, i już z głodu i martyrologii ogłupiałych, patriotów, że ten durny leming naprawdę chciał, albo niemal chciał, tego ojro, oczywiście temu patriocie, razem z jego nielicznością zresztą, zwiążę ręce i w ogóle. Nie żeby komuś tu groził od razu jakiś Jemen czy inny Budapeszt '56, ale po co?

Po co w ogóle ryzykować, skoro można kolejny raz wykorzystać wiernego Bula - i to w jego klasycznym emploi, ale jednak w nieco innej... Nie tyle "roli", bo ta jest ta sama (rubasznego idioty, za którym nie wiadomo kto, ale na pewno mało sympatyczny, stoi)), tylko, powiedzmy, "funkcji".

I to by w zasadzie było na tyle. No, może nie całkiem, bo podpuściłem was tu nieco, kochane ludzie, mówiąc o rabowaniu i kradzeniu. Nic takiego w tej naszej (?) Polsce nie ma - nie było co najmniej od '39, i raczej szybko się nie pojawi.

To jest po prostu ZAPŁATA, czy może, brutalniej, ŁAPÓWKA, dla tych, którzy ten bantustan za mordy bezpośrednio i na codzień trzymają, nim tu sobie, zgodnie z instrukcjami, manipulują, i tych nieszczęsnych tubylców golą, strzygą i co tam jeszcze... Powiedziałbym może nawet, że to "jałmużna" - gdyby to jednak nie były tak ogromne sumy, w porównaniu z tym, co ma szansę spotkać na swej drodze jakikolwiek przyzwoity Polak.

Od tych, którzy te instrukcje wydają, i od których naprawdę coś istotnego w bantustanie owym nieszczęsnym zależy. (Tylko trza pożeraczom ośmiorniczek z obcego narzecza przetłumaczyć.) W tym kraju, w tym nieszczęsnym bantustanie, nie da się nic ukraść - z definicji. Polacy są do strzyżenia, dojenia... Może nie tylko, ale i tego by mogło wystarczyć. Jak Irokezi, choć o wiele mniej bojowi i nie poradzą sobie w żadnej puszczy.

Zresztą gdzie tu puszcza? Dlaczego akurat Irokezi? Nie z inspiracji Michalkiewicza, bynajmniej, który faktycznie do nich Polaków porównuje. (Megalomiania narodowa jakaś chyba. To nie były lemingi! Ale chodzi chyba o nastawienie tych drugich - wtedy zgoda.)

Tak mi się skojarzyło, kiedy niedawno obejrzałem fajny kanadyjski program o historii ich kraju, gdzie było m.in. o tym, że te niesamowicie długie lufy tych tam strzelb - w rodzaju sławnego Kentucky Rifle opiewanego przez J. F. Coopera (choć on tej nazwy nie wspomina) - dlatego były takie długie, bo Indianie płacili za nie skórami bobrów ułożonymi w stos sięgający szczytu lufy.

Logiczne, nie? Zresztą to tylo drobiazg na marginesie, ale dlaczego się nie pochwalić, skoro wiem? A że potem się po krzakach z taką długaśną lufą nie bardzo dało biegać, ładowało się godzinę, to już ich problem, a zresztą to raczej białym cwaniakom pasowało.

(Swoją drogą, wiecie dlaczego skóry bobrów były aż tak cenne? Podobno z powodu filcu na kapelusze, które wtedy każdy powyżej prola nosił. Nie że coś. Po prostu piece of info. Ta moda była paneuropejska, ale - słuchajcie, słuchajcie! Wyszła z Anglii... A skądby miała? Kołnierze i szuby mniej tu ponoć znaczyły. Tego to wam nawet Coryllus nie powie! Albo o dorszach i wielorybach w XIX w. A dorsze akurat bałtyckie, więc to nie taka sobie błaha sprawa.)

Wracając jednak do naszych rezerwatów i zarażonych wszawą ospą kocy... Żeby była kradzież - coś by musiało być naprawdę NASZE. A nie jest, nie było, zapewne nigdy nie będzie, i to w ogóle nigdy nie było w taki sposób pomyślane.

Podobnie było w różnych tropikalnych koloniach, i teraz mamy tych kolorowych polityków mówiących angielszczyzną przy której nasi... Miejscowi, chcialem rzec, oksfordczycy mogli by się schować pod stół. (Gdzie akurat, dobrze się składa, spadła jedna macka biedronkowej ośmiorniczki, lekko tylko nadgryzona.)

Teraz to się wszystko zaczyna gwałtownie walić - wcale nie wtedy przy "dekolonizacji", tylko dopiero teraz, a to tylko skromny początek, Wtedy właśnie te skorumpowane elity tym tam krajom instalowano, a teraz, nie żeby to wszystko budziło mój entuzjazm, ale jednak odwrotnie... Tyle że Polski to raczej nie dotyczy. To znaczy dotyczy o tyle, że zainstalowano, ale żaden Jemen czy coś.

I teraz to by już NAPRAWDĘ było na tyle. Fęks za uwagę! (Mimo wszystko ja też ten lengłydż posiadłem, może nie jak afrykański polityk, ale na pewno lepiej od miejcowych "Ministrów SZ", i teraz człek nieco jakby rozdarty.)

triarius

czwartek, marca 26, 2015

Sucho w przestworzach

Obiecałem - sobie i światu - nigdy nie uczynić nic dla Postępu i Szczęścia ludzkości, ale, po pierwsze, jestem coś w końcu winien swoim niezliczonym P.T. Czytelnikom; a po drugie, to co chcę zasugerować jest tak banalnie proste, że aż dziw, iż te wszystkie Merkele i inni eksperci, którzy nas wyciągają z wszelkiego rodzaju szamba, bronią przed islamistami i prowadzą do Raju, sami na to dotąd nie wpadli.

A nie wpadli, skoro słyszy się różne mętne gadki o potrzebie poprawienia procedur - zrobili pancerne drzwi, chińskie zamki, i było fajnie, w każdym razie ktoś zarobił, ale teraz te pancerne drzwi jakby akurat zaszkodziły... I tak jest na tym świecie zawsze - także np. z dronami panie Obama. Prosiłym o tym pamiętać! Tylko genialnie proste rozwiązania naprawdę działają!

Chcecie błyskawicznego, niezawodnego i (przede wszystkim, of course!) TANIEGO sposobu - możecie to sobie nazwać "procedurami", jeśli koniecznie chcecie - żeby nie było takich katastrof lotniczych jak ta sprzed dwóch dni? PAMPERSY DLA PILOTÓW - oto rozwiązanie! Jak żaden nie wyjdzie do kibla, to ten drugi nie będzie bez sensu majdrował przy tych tam guzikach! (Pewnie i tak by się nie dało tego opatentować, zresztą nie mam głowy do całej tej biurokracji. I oni to świetnie, @#$^, wiedzą.)

Że co? Że to nie ten tego? A dlaczego, że spytam? Mogą podobno kasjerki po różnych Pasikonikach i tych hipermarketach ze spodniami o podwyższonym kroczku, to mogą chyba i piloci tego tam Luft-czegoś? Zresztą kosmonauci tak właśnie mają, też, o ile kojarzę, a przynajmniej kiedyś mieli.

Więc to się sprawdza. (Teraz w kosmosie jest jeszcze fajniej, o czym lemingi nie wiedzą, ale my nie o tym.) Zresztą skoro się sprawdza na kasie, to sprawdzi się wszędzie. Powtarzam zatem: PAMPERSY DLA PILOTÓW linii lotniczych! Już od jutra! Tanio, sucho, wygodnie - a przede wszystkim BEZPIECZNIE!

To, i chyba tylko to, może jeszcze nieco przedłużyć życie tej naszej (?) cywilizacji. (Przy okazji pozdrowienia dla dni tygodnia i reszty tej wesołej gromadki.) Że mówimy o bezpieczeństwie w lotnictwie? No to właśnie! O tym mówię. I tylko moja propozycja może to bezpieczeństwo należycie zwiększyć. Szybko, tanio...

triarius

P.S. W razie czego wszyscy pamiętają, że jesteśmy, jeden w drugiego, Charly. N'est-ce pas?

czwartek, marca 12, 2015

Jak rozpieprzyć Milościwie Nam Panującą Koalicję (plus Konkurs)

Ludziom się po prostu nie chce! Niektórzy chrzanią, że nie lubią Platfą... formy (całkiem zresztą nie rozumiem dlaczego, przecież jest fajna), ale nawet palcem nie kiwną. I całe szczęście, bo nietrudno by było doprowadzić do podziałów, przez pączkowanie... albo, o zgrozo, jakichś jeszcze gorszych... buldożerów pod, nad i obok dywanu... I innych przerażających rzeczy. Ale nie! - łatwiej siedzieć w domu i oglądać "Czterech pancernych".

Co to byłby w końcu za problem: wziąć kubelek z farbą, gruby pędzel, wyjść parę razy nocą i napisać na paru murach: "TUSKU WRÓĆ!" Ale by się zaczęło kotłować u żło... Na salonach, znaczy! Ale nikomu się nie chce. Fajniej się ogląda pancernego psa i całą resztę, niż awntury na szczytach władzy. Nie mówiąc już o malowaniu. W realu. Bo wychodzenie nocą z domu wymaga przecie ach! jakich poświęceń. Nie to, co dawanie odporu Putinom tego świata, czy innym islamistom.

* * *

A na deser... KONKURS! (Łał!)

Od paru dni pętają mi się po głowie dwie linijki z Gałczyńskiego, nie dostrzegałem powodu, aż wreszcie mnie oświeciło - one, te linijki znaczy, są o naszej ukochanej Merkeli. Tak więc ogłaszam konkurs:

Proszę podać, jaki to fragment z bogatego dorobku Gałczyńskiego mówi o tej słodkiej osobie. Merkeli znaczy. (Chodzi o konkretne dwie linijki.)

Odpowiedzi proszę zgłaszać w komętach. Nagrodą jest odznaka "Certyfikowany Znawca Poezji Merkelicznej", którą można sobie będzie wydrukować (w 3D, jeśli ktoś potrafi), a potem przyszpilić, szpilką, albo nawet agrafką, do garnituru.

Jeśli ktoś znajdzie u Gałczyńskiego inny fragment opiewający słodką M. - nie aż tak celny, ale też niczego sobie - to może, jeśli poprosi, otrzymać (do wydrukowania, ew. w 3D) odznakę: "Też jestem w tym całkiem niezły!" W obu przypadkach dorzucam liście dębowe i diamenty, na koszt obdarowanego, plus oczywiście, jak Bóg przykazał, dochodzi VAT.

Konkretnego ostatecznego terminu nie podaję, ale proszę się pospieszyć, bo niedługo możemy nie mieć głowy do konkursów. Albo coś. Acha, żebym nie zapomniał... Mówię to z całą powagą i stalowym błyskiem w oku: Proszę kontrolować temperament, temperować słownictwo, hamować wybuchy erotycznych zapałów, przystrzyc co ryzykowniejsze metafory - żebyśmy tu znienacka nie mieli bratniej pomocy w postaci enerdowskiej partyzantki!

No i, co by było chyba najsmutniejsze, szczególnie dla naszych milusińskich -  żebyśmy nie stracili kapitana Klossa w telewizji. Mówię serio - ma być kulturalnie! Zresztą na Gałczyńskiego możemy raczej w tym względzie liczyć, więc to będzie w razie czego wasza. ludzie, wina.

triarius

P.S. Środą się nie przejmujcie - mamy przecież dopiero wtorek!