sobota, maja 14, 2016

Bottombook Earthquake

tajny agent
Skoro odnieśliśmy taki sukces z tytułem do połowy w obcym języku (w końcu udało mi się np. zdobyć wejście z Brazylii, łał!), to tym razem będzie on całkiem. Całkiem co, pytacie? Całkiem w obcym języku.

Po tym obowiązkowym nadgryzieniu własnego ogona rozpoczynamy naszą narrację na dzień dzisiejszy...

* * *


- Spóźniliście się Rainbow!

- Ja bardzo przepraszam, panie Saltberg, ale akurat udało mi się namierzyć gniazdo prawicowych oszołomów. Musiałem je natychmiast, zgodnie z instrukcją, zniszczyć. Przepraszam, ale byłem tak zajęty, że nie od razu zwróciłem uwagę na tego esemesa o pilnym zebraniu...

- Zamknijcie się Rainbow. Siadajcie przy stole, galopem, bo sprawa jest cholernie pilna i ważna!

-

- Już są wszyscy, tak?

- (chórem) Tak jest panie Saltberg!

- To słuchajcie... Nie będzie żadnych premii, będą cięcia, i to spore. To raz. A dwa, pracujecie teraz po 16 godzin na dobę, do odwołania. I żadnych pretensji! Do czasu naprawienia szkody nie będzie tu żadnych pieszczot, nawet tych postępowych...

-

- Po waszych minach widzę, że was to zaskoczyło, tak? Tępienie prawicowych oszołomów na Bottombooku szło jak po maśle, sponsorzy zachwyceni, a tu nagle w ten sposób, Tak?

-

- No to wam powiem... Ci akurat sponsorzy to tylko na drobne wydatki, a prawdziwi sponsorzy, dający... Nieważne, kto miał wiedzieć ile i kto, ten wie, reszty to nie obchodzi. Więc mówię, że prawdziwi sponsorzy, od których wszystko zależy, są po prostu WŚCIEKLI!

- ?!?

- Tak, wściekli, mówię. Musimy to natychmiast odkręcić, bo będzie katastrofa. Katastrofa, o jakiej nawet nie możecie mieć wyobrażenia. Serio, tu nie tylko o forsę chodzi. (Nigdy nie chodzi TYLKO o forsę zresztą.)

- Wczoraj odezwało się CIA, dzisiaj Mossad i KGB... Czy jak to się teraz nazywa. A już wcześniej były sygnały i aluzje. Niestety opacznie zdaje się zrozumiane przez odpowiednie wydziały. Będą sankcje!

- :-(

- Wszyscy w sumie mówią to samo: "Jak, do #$%^ nędzy, mamy rejestrować i lokalizować prawicowych oszołomów, monitorować wszystko, co się po ich stronie dzieje, skoro cenzurujecie każdą choćby w najmniejszym stopniu niepoprawną myśl?!" Czasem w bardziej kulawym języku, ale tak to w sumie brzmi. I co teraz?!?

- Panie Salt...

- Milcz! Ja mówię. To było retoryczne pytanie.

- Tak je...

- Krótko! Musimy na gwałt odkręcić tę naszą obecną politykę w kwestii prawicy i wszelkich oszołomów. Może ktoś tutaj tego nie wie, ale istotą naszej działalności... To znaczy świadczymy bardzo ważne usługi dla Ludzkości, przyczyniamy się... I tak dalej. Sami to znacie na pamięć. Ale na serio, to Bottombook nigdy by nie powstał i nie miał szansy podziałać przez tydzień, gdyby nie wsparcie ze strony naszych sponsorów. Mówię o tych poważnych.

-

- Tak że... Do @#$% nędzy - odkręcić mi zaraz to cenzurowanie niepoprawnych treści, bo nie dość, że zbankrutujemy, to jeszcze naślą na nas drona, albo stanie się coś innego, ale równie strasznego... ZROZUMIANO?!?

- (chórem) Tak jest, panie Saltberg!

- No to do roboty, galopem! I żebym żadnego nie widział, jak dzwoni do ukochanego, czy gra w Angry Birds, zanim nasi sponsorzy znowu będą zadowoleni, a wszystkie prawicowe oszołomy dokładnie rejestrowane! To drugie zresztą też dla nas jest chyba ważne, prawda?

- (chórem) Oczywiście, panie Saltberg! Ogromnie ważne!

- To zrobimy tak... Ktoś... Wyznaczam Rainbowa... Zrobi takie nowe Wiki Leaks i ogłosi rewelację, że na Bottombooku wycina się i cenzuruje prawicowe treści.

- (chórem) ??

- Zrobi się hałas i awantura. I o to nam chodzi. Po paru dniach ogłosimy, że bardzo przepraszamy, poprawimy się i już nigdy więcej.

- (ktoś z sali) Rozumiem... Pan jest GENIALNY!

- Jestem, wiem, ale teraz cicho! Oszołomy się ucieszą. Wezmą to oczywiście za dobrą monetę, bo to w większości idioci.

 - (chórem) !!

- Znowu zaczną te swoje kawałki pisać. Bez żadnych hamulców, czy odrobiny ostrożności. Rozumiecie?

- (ktoś z sali) Nie rozumiem... To oszołomy będą sobie teraz swobodnie głosić na naszym Bottombooku swoje zatrute treści? Cała nasza dotychczasowa polityka...

- Jesteś idiotą Bumtzeiss!

- Ależ panie Saltberg... Cała idea Bottombooka polega przecież na tym, żeby...

- Jesteś zwolniony Bumtzeiss, wynoś się i nie przeszkadzaj!

- ;-(

- Więc zrobimy tak jak mówiłem. Rainbow zostaje whistle blowerem, idzie do prasy i wygłasza te oburzone pierdoły. Reszta galopem pędzi zmieniać ustawienia!

- (chórem) Tak jest, panie Saltberg!

- OK, ogłaszam koniec spotkania. Do roboty!

-

- Acha, szef od pijaru zaczeka.

- Tak panie Saltberg?

- My tu musimy uspokoić naszych sponsorów, tych prawdziwych. Przekonać ich, że za parę dni najdalej będę znowu mogli sobie u nas łowić oszołomów. I że taki głupi błąd się już nigdy nie powtórzy.

- Tak jest!

- Że to była dziecięca choroba lewicowości, a winny został już wyrzucony na pysk. Jeśli chcą, mogą się nim dalej sami zająć. Kto pierwszy, ten lepszy! Na pewno to ich ucieszy i nam przebaczą. Tylko trzeba to zgrabnie sformułować, ale w końcu za coś chyba dostajecie te miliony miesięcznie.

triarius

P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo i uważać na drony! (Co z ogonami? Na ogony oczywiście też uważać. Muszę wam zawsze wszystko tłumaczyć?)

piątek, maja 13, 2016

Dwa bąmoty z kluczem (plus um pequeno bônus autobiográfico)

amore siciliano
Na początek bąmoty. Z kluczem. (Łał!)

*

Człowiek prawdziwie kulturalny to ten, który wulgarnie bluzga, kiedy przypadkiem włączy się na sam koniec "Amore Siciliano".

*

Istnieją autorzy zdolni do pisania fascynujących rzeczy, którym jednak przemożny moralny imperatyw nakazuje zanudzać czytelników niemal na śmierć.

* * *

Teraz zaś obiecany bonusik. (Faktycznie w jakimś stopniu autobiograficzny.)

Otóż, pomijając kwestię mego braku spontanicznej sympatii do banksterów i "centroprawicy" (z ew. wyjątkiem naszego PiS), zaimponował mi ten nowy przejściowy rząd w Brazylii jedną rzeczą - mianowicie swym kawaleryjskim wypięciem się na politpoprawność. Wszystkie zachodnie stacje trąbią, szczerze zszokowane lub nieźle to udając, iż w tym rządzie są sami biali faceci. Absolutnie żadnej kobiety! (Nie mówiąc już o jakichś dziwotworach z implantami.)

Do tego faktycznie, w tych podłych czasach, trzeba mieć jaja. I nie jest to, Jakżesz Szanowna Targowico (to była ironia!), żadna tam aluzja do naszej polskiej sytuacji, a tym mniej "otrzeźwienie"! Nasza pani Premier na razie wypada w moich oczach bardzo dobrze, wczoraj nawet widziałem jej zdjęcie, na którym mi się, pierwszy raz, spodobała jako kobieta...

Niby mogłaby to być robota retuszera, ale zobaczcie jak skutki takiej roboty wyglądają na przykładzie Schetyny, ozdabiającego ponoć całą Warszawę swą nową fizjonomią przedwojennego filmowego amanta! Ładny?

Tak że nie o pani Premier tu mówimy, i ja drgawek na widok każdej kobiety w polityce wprost nie dostaję, ale też osobiście widziałbym je raczej gdzie indziej, to raz, a dwa, i ważniejsze, jest to, że wszelkie te parytety i inne lewackie totalitaryzmy to jawna kpina z proli i ich "demokracji".

Kpina czyniona przez rozbestwioną już do ostateczności globalną lewacką (a przy tym jak najbardziej zblatowaną z finansami, "kapitalizmem", i chodzącą na pasku Rosji) biurokratyczną międzynarodówkę. Czyste plucie prolom w gębę, plus kolejny kamień pod ich nogi, gdyby kiedyś zechcieli odzyskać jakąś w miarę autentyczną demokrację.

Żródłem, fontanną i mekką politpoprawności - co by ktoś o tym nie myślał i sobie nie wmawiał - jest Ameryka. W dużym stopniu w wyniku leberalnej wszechwładzy panoszących się tam bezczelnie prawników, bo bez nich cała ta rtęciowa lewizna na różnych Harvardach mogła by sobie gadać do upojenia.

No i ta północna Ameryka w oczach słabnie, coraz więcej państw i innych sił urządza z niej sobie jawne kpiny, ale jednak ten przejściowy rząd, osłabionej w tej chwili mocno, Brazylii, przysłowiowe gonady pokazał.

Nie było to wcale takie znowu "pequeno", ale może da się czytać, więc nie płaczmy. No a dlaczego "autobiográfico". A dlatego, że w pewnym sensie omal nie urodziłem się Brazylijczykiem. W każdym razie w połowie. Czy jak to tam liczyć. Matka, w wieku licealnym, w roku Pańskim 1947 miała się z rodziną załapać na ucieczkę z rozkosznego PRLu - właśnie do Brazylii. Niestety cała ta siatka tuż przed finałem wpadła. Cóż, mówi się...

Cały taki, jaki jestem, bym nie był - zgoda. Może równie piękny, może trochę bardziej beżowy, choć raczej mniej mądry. (I tak byście
amore siciliano
mnie kochali, estou certo?) Jednak Brazylia, w porównaniu z PRLem, ma swoje zalety i zawsze jakoś mnie do tych tam spraw... Że wszystkich nie wymienię, bo są z nami kobiety i dzieci... Ciągnęło. Jak to do bębnów, BJJtów, braku PRLu, dwóch mężów Dony Flor... Ciepło jest... (Choć węży nie lubię.)

Tak więc, choć Brazylii nijak w moim sercu do Szkocji (tylko że to raczej chodzi o Szkocję wyczytaną w młodości u Walter Scotta i R.L. Stevensona, plus oczywiście ta muzyka, ach!), jednak jest dla mnie jakoś specjalna. Ich język też ma fascynującą fonetykę i, choć naprawdę go nie znam i chyba już nie zdążę, kręci mnie mocno. A skoro jesteśmy przy języku, to oczywiście i Amália, której imię zakorzeniło się nawet dość mocno w mojej, jakby nie było, rodzinie.

Tak że kończymy w sposób wywołujący u tego gościa, który lata temu stwierdził na prawica-niet coś w stylu, że: "nawet taki naturszczyk jak pan Triarius byłby lepszy od Ziemkiewicza, gdyby tylko nie mówił tyle o sobie", intensywne kręcenie się w grobie. Czy gdzie on tam teraz jest. (Tak czy tak, niniejszym go pozdrawiam.) Jednak, na poważną na odmianę nutę, trzeba rzec, iż w tej historyjce jest jednak spory kawałek naszej wspólnej historii. Não é?

A żeby na zupełny koniec było coś mniej egocentrycznego i bardziej ponadczasowego, pozwólcie mi wykrzyknąć: "Na drzewo z politpoprawnością i tzw. "równouprawnieniem"! Tymczasowy rządzie Brazylii - prowadź nas!" ;-)

triarius

czwartek, maja 12, 2016

Ogłoszenia parafialne część 2 (wiosna 2016)

Nie mam ostatnio głowy do pisania, ale za to z przytupem wchodzę w czwarte tysiąclecie, więc możecie sobie tu kliknąć, zaakceptować mnie na Skype, a ja obiecuję, że mimo zaaferowania itd., będę wam próbował stworzyć i wygłosić co najmniej jednego bąmota dziennie. To szybsze i bardziej wielozadaniowe od pisania.

Oto i czwarte tysiąclecie - patrzcie, bo dla wielu z was (choć mówię to z żalem) będzie to jedyna okazja żeby ujrzeć tę odległą przyszłość. A tym bardziej na nią kliknąć. (Niestety blogger nie pozwala mi tego tu wkleić bezpośrednio, tchórz jeden, więc musicie klikać dwa razy.)

Kliknij na Pana Tygrysa!


triarius

Ogłoszenia parafialne (wiosna 2016)

Co pewien czas muszą być ogłoszenia parafialne - zarówno w ramach obowiązkowego zjadania własnego ogona, jak i w ramach zaprowadzania porządku wśród ukochanej, ale jednak zdezorganizowanej, trzódki. A więc, w imię Boże...

1. Ta pierwsza sprawa jest cholernie ważna i pilna! Dajcie mi na gwałt (nie w tym sensie, chyba żeby za obopólną zgodą oczywiście) lekarza albo pielęgniarkę, który/która by znał/znała angielski na tyle, żeby być w stanie sprawdzić tłumaczenie medycznego tekstu w Wikipedii z angielskiego na polski. Roboty niewiele, a płacą za to sto dolarów, więc nie wygłupiajcie się - Polacy nie są jeszcze tak bogaci, by się na takie okazje wypinać. Dawać mi kogoś takiego i to galopem! Z góry dziękuję.

2. Sprawa druga jest... Sami zobaczycie, jeśli przeczytacie. Otóż, postanowiłem ci ja rozkręcić w końcu jakiś biznes, bo tak się dalej nie da. Do znaczy da się, ale co to za wyciskanie soku z liberalizmu, że spytam? Wziąłem się więc za to, mimo w tej chwili dziwnie skromnych środków, ostro, i pierwszy raz w życiu naprawdę mi się tego typu działanie podoba.

Parę razy już robiłem różne rzeczy dla forsy, sam z siebie, nie mówię o wykonywaniu #$%^ roboty, skutki bywały niezłe, ale to raczej była gorączkowa wirtualna bieganina, nerwy i postępująca schizoidia, niż przyjemność. Teraz jest inaczej. (Możecie to potraktować jako triumf leberalizmu nad człowiekiem... Wiecie jakim. Jeśli bardzo chcecie.)

Mam ci ja b. fajny pomysł na biznes, polegający na sprzedawaniu usług dla lokalnych i niewielkich biznesów - w rodzaju stronek na komórki i inne iPady, reklamowych klipów video, instalacja i/lub polepszanie stronek internetowych, itp. Pomysł na łapanie klientów też mam bardzo ciekawy i, jeśli się znam na przewidywaniu przyszłości, niezwykle skuteczny.

Część tych usług jest z góry, przynajmniej na razie, dostosowana do rynku amerykańskiego, ale w końcu mamy globalizm i internet, ale chciałbym jak najbardziej działać też w (tej naszej, nowej i znacznie już mniej dusznej) Polsce. W związku z tym moja stronka, co ją sobie buduję, jest w zamierzeniu dwujęzyczna, i sporo z tego już udało mi się zrealizować. Oto ona: triarius.com. (Zwracam uwagę na https:// - tacy jesteśmy poważni!)

Po co ja wam to wszystko opowiadam? Pomijając jakieś takie sprawy z teorii motywacji (które akurat tutaj nie grają istotnej roli), chodzi mi o dwie sprawy:

1. Gdyby ktoś mógł zwięźle i konkretnie doradzić w sprawach zakładania biznesu - kapitał (chyba trochę jednak będzie trzeba, choć niewiele, bo jechałem dotąd na prywatnych wydatkach i prywatnych wyrzeczeniach), sprawy biurokratyczne... Te rzeczy. Oraz ludzie - ludzie są najważniejsi, jak to zauważył już tow. Lenin, a po nim tylu innych. Tylko że oni muszą być zaufani, niezbyt konfliktowi, najlepiej żeby znali i kochali Pana Tygrysa...

Nie że coś. Na gwałt W TEJ sprawie nikogo nie potrzebuję, ale jeśli ktoś chce spróbować emailem czy przez Skype sprzedać za grosze komórkową stronkę ślusarzowi w Bakersfield, Kalifornia, to to jest już teraz do zrobienia, choć moja strona jeszcze w budowie i nie ma ustalonych procedur. Albo wujkowi pod Bełchatowem. Jednak narzędzia i zasoby już w większości są. Albo jeśli ktoś zna się na informatyce, ma opanowany Wordpress - wtedy, z moją i Bożą pomocą, może sporo zarobić instalując lub ulepszając firmowe stronki.

Serio - tu już można zacząć sporo zarabiać, tylko że ja, raz: nie całkiem ta natura, żeby łazić za szewcem i mu klarować; i dwa: mam na razie masę pilniejszej roboty. Ale przecież macie firmy, rodziny mają firmy, znajomi... Zaprawdę powiadam wam: wszyscy byliby o wiele szczęśliwsi - wy, klient, a także i ja... Zaś Polska rosłaby w siłę, a ludziom żyłoby się dostatniej. Wreszcie.

2. Ponieważ ta moja stronka jest na triarius.com, więc narzuca się przekierowanie mojej sławnej domeny triarius.pl na polską jej wersję (z możliwością ręcznej zmiany języka przez odwiedzającego stronkę), w związku z czym muszę ją zdjąć z tego tutaj blogasa. Na rok różni dają domeny .pl za darmo, więc można by sobie coś innego, a słodkiego, znaleźć, choć potem trzeba będzie płacić, ale cóż. Albo szukajcie w wyszukiwarce. Lub przez https://bez-owijania.blogspot.com - po prostu. (W tej chwili zresztą triarius.pl i tak nie działa, bo majstrowałem w DNSach i się propaguje. A Majdaniu jakoś z tego nie ma.)

3. Będę ci ja miał jeszcze inne sprawy do parafialnego ogłaszania, ale na razie tyle. W tej chwili ważne i pilne jest natomiast to z lekarzem lub pielęgniarką! Dajcie mi ich! Pokażcie, do @#$% nędzy, żeście operatywni, macie kontakty i w ogóle w Polsce jest teraz super, a będzie lepiej. Co?

triarius

piątek, kwietnia 29, 2016

W tych podłych...

Hermafrodyta
(Początek całkiem jak w bulli papieskiej. Jeszcze tylko powinno być po łacinie.)

Otóż w tych (podłych) czasach, kiedy:

1, monarchia stała się już tylko trzeciorzędną operą mydlaną dla kucht i furmanów;

2. wszystkie formy instytucjonalnego zachodniego chrześcijaństwa załamały się i nawet nie próbują udawać, że nie biegają na posługi globalnemu totalitaryzmowi od "praw człowieka", wszechogarniajacej "tolerancji" i politpoprawności;

3. wszelkie prawdziwe bogactwo jest już praktycznie nie do pomyślenia, jeśli nie zostanie zaaprobowane i nie będzie służyć wyżej wspomnianemu globalnemu totalitaryzmowi;

4. Itd.;

jedynym realnym kryterium prawicowości - rozumianej jako opozycja, przeciwieństwo i, chciałoby się, w jakiejś odległej przyszłości pogromca wyżej wspomnianego - wydaje mi się być stosunek do tzw. "równouprawnienia płci". To jest kamień probierczy, to jest dział wód, to jest jeden z bardzo niewielu frontów, na których jeszcze w ogóle możemy zadziałać. Nikt, kto akceptuje obecnie od gminu akceptowany poziom "równouprawnienia" (często zresztą po prostu z braku wyjścia), nie może się w mojej opinii nazwać "prawicowcem" - jeśli to słowo ma oznaczać to, co powiedziałem, a jest to (w mojej skromnej opinii oczywiście) JEDYNE sensowne rozumienie tego słowa w tej (szpetnej i coraz bardziej ponurej) epoce.

Wszystko inne, to albo pic i samooszukiwanie, albo "sentymentalizm" w sensie, w jakim to słowo rozumiał Brzozowski (o czym może kiedyś). Jeśli ktoś uważa wszystkie te... Niech im będzie - "kobiety" - pilotów myśliwców, dyrektorów koncernów, generałów, prezydentów, policjantów, bokserów itd. za coś normalnego, to, sorry, ale dla mnie jest co najwyżej centrowym... W sumie lemingiem, nie da się ukryć.

Wszystkie te rzeczy to tylko baba z brodą, wybryk chorego mózgu, pryszcz na dupie Historii. Miną jak sen jakiś złoty... W taki czy inny sposób. Z mniejszym lub większym kacem. Już zresztą mijają na naszych oczach - tylko trzeba nie mieć na nich bielma i umieć patrzeć. Najpotężniejsze mocarstwo z najpotężniejszą armią na świecie nie może sobie poradzić z kilkudziesięciu tysiącami obdartusów z ręczną bronią - ale za to ma już w tych siłach zbrojnych całe 16% tych dziwnych nie-facetów, którzy niedawno uzyskali prawo służenia we wszystkich dosłownie formacjach...

Co można z pożytkiem wypowiedzieć w odwrotnej kolejności, proszę: najpotężniejsze mocarstwo z najpotężniejszą armią na świecie ma już w tych siłach zbrojnych całe 16% tych dziwnych nie-facetów, którzy niedawno uzyskali prawo służenia we wszystkich dosłownie formacjach, ale za to nie może sobie poradzić z kilkudziesięciu tysiącami obdartusów z ręczną bronią.

I oczywiście nikt żadnego związku pomiędzy tymi jakże interesującymi faktami zauważyć raczy. Ale to dopiero początek. Kiedy tych tam krwiożerczych niewiast będzie powiedzmy 80%, a faceci zaczną w rewanżu dawać mleko - wtedy ho ho! Wtedy nikt Ameryce nie podskoczy! I tak jest wszędzie, a tam gdzie kobiety są jak najbardziej na miejscu, pakuje się na siłę eunuchoidalne hybrydy ze szczątkowymi kuśkami.

I tak się wesoło toczy ten nasz światek, ale jeśli kogoś zdjęcia z Marsa, albo nowy model różowej golarki do części intymnych, przekonały, że kwitniemy, Zachód znaczy, to muszę nieśmiało zaznaczyć, że ja mam odmienne zdanie. Co zaś do kobiet - na odmianę tych prawdziwych i nie udających chłopów - to oczywiście, że do głowy mi nawet by nie przyszło je lekce-sobie-ważyć, albo też ociągać się z przychylaniem im nieba, kąpaniem w mleku oślic i smarowanie krągłości miodem. Wstyd mi nawet za was, moje ludzie, że muszę wam takie trywialne rzeczy jak zwykłym idiotom tłumaczyć.

I to by było dzisiaj na tyle.

triarius

P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo i uważać mi na łaszących się obłudnie szpicli!

niedziela, kwietnia 03, 2016

O jednym genialnym Ezopie

Czytałem ci ja kiedyś taką bajkę Ezopa... Nawiasem po łacinie, bo było to w ramach przecudnego radiowo-książkowego kursu "Łacina bez pomocy Orbiliusza"... (Od lat nawiasem nie mogę się nadziwić, że jedyny w historii radiowy kurs martwego języka był właśnie w PRL, za Gierka, a w dodatku była to łacina, która dla wciąż balansujących na skraju Zachodu i wschodniej barbarii Polaków jest jak pożywna pierś, i smakowita, matki, ach! Ale co wy o tym możecie wiedzieć, "łacińska cywilizacjo".)

Czytałem więc, a także zapewne usłyszałem, ową bajkę Ezopa, która była o tym, że Żmija, wzruszona prośbami Jeża, któren nie miał się gdzie podziać na zimę, zaprosiła go do swojej jamki, gdzie zaraz jeż zaczął się wiercić, dotkliwie raz po raz kłując gospodynię, a kiedy ta się skarżyła i prosiła go, by przestał, robił się coraz bardziej niegrzeczny i bezczelny, aż na koniec Żmija, w środku zimy, uciekła z własnego domu na tułaczą poniewierkę. Tyle!

Nie wymaga wielkiej tygrysicznej inteligencji dostrzeżenie w tej historii sprzed ponad dwóch i pół tysiąca lat analogii z tym, co się w Europie dzieje całkiem ostatnio, a przy jeszcze nieco większej inteligencji automatycznie człowiek zaczyna się zastanawiać dlaczego Ezop wybrał takie dziwnie mało sympatyczne stworzenie do roli pozytywnego i skrzywdzonego bohatera - tym bardziej, że szwarccharakterem jest całkiem sam w sobie sympatyczny Jeżyk... Tyle że kolczasty, ale czy to jego wina?

Ja się nad tą kwestią, przyznam otwarcie, zastanawiam od samego początku, czyli już ponad 35 lat. Przy Ezopie to oczywiście nic nie jest, ale w skali ludzkiego żywota całkiem przecie sporo, zgoda? Nie powiem, że mi nic do głowy nie przychodziło, ale nigdy dotąd jakaś jednoznaczna i klarowna odpowiedź mi się nie sformułowała. Aż do teraz. No to wy się też spróbujcie nad tym zastanowić. Tylko galopem!

Nie chciałbym bowiem, byście i wy zastanawiali się nad tym 35 lat, bo wtedy może mnie tu już nie być, albo w każdym razie może tu nie być tego bloga, którego zastąpią osiemset-wymiarowe hologramy oparte na technologii odkrytej przypadkiem podczas badania Alfy Centauri, a wspartej badaniami nad pyłkiem kwiatowym z Saturna. Czy coś podobnego. (Wygłupiam się oczywiście, niczego takiego już nigdy nie będzie, co by Nicki tego świata sobie na podstawie obejrzanych filmów wyobrażały.)

Więc się zastanawiacie...

I się zastanawiacie...

I się zastanawiacie...

I się zastanawiacie...

Już? Mogę powiedzieć o co panu E. chodziło i dlaczego świadczy to o jego geniuszu? W dodatku o geniuszu PONADCZASOWYM? Każdy szmirus potrafiłby wymyślić bajeczkę o rozkosznym mięciutkim Króliczku, cynicznie wykorzystanym przez paskudnego Tasiemca, albo przez paskudną... No przecież, że Żmiję! Prawda? Ezop jednak tego nie zrobił, a naszych Aktorów poobsadzał niemal dokładnie w przeciwnych rolach do tych, w których by ich obsadził przeciętny reżyser.

Otóż moja odpowiedź jest taka: Ezop po prostu właśnie nie chciał, żeby to była historia słodkiego, może nieco wprawdzie naiwnego, stworzonka, wykorzystanego przez paskudnika bez sumienia. To miała być historia (i pięknie się to panu E. udało), o tym, że słodycz słodyczą, może my Polacy... Albo raczej "my Grecy"... Naprawdę jesteśmy cudne ptacy, najcudowniejsze skrzydlate stworzenia pod słońcem, i w ogóle... Albo i nie... Może nawet przeciwnie...

Natomiast nasz gość, z początku wcale nie taki znowu "nieproszony", ale szybko niechciany i, powiedzmy to sobie otwarcie - w przykry sposób agresywny, wcale nie musi być z natury czymś paskudnym... Tyle, że to nie ma większego znaczenia! Tu chodzi o naszą jamkę, nasz domek, i jeśli jakiś gość - słodki z natury, czy nie, nawet niech ci on będzie z początku miły naszemu sercu, a nasza gościnność dająca nam błogie poczucie, żeśmy oto jeszcze cudniejsze ptacy, niż przed chwilą, i że niechybnie pójdziemy do nieba...

To nie jest tutaj istotne. Ważne jest to, że gość to jest gość, a facet, który nam w jakikolwiek sposób odbiera nasz domek, albo jego istotną część, odbiera nam nasza SUWERENNOŚĆ, przestawia nam nasze życie w istotny sposób niezgodnie z naszą w tej kwestii wolą, w dodatku trwale... To po prostu nie jest fajny gość, a zapraszanie takiego gościa do siebie, do swojej jamki (tu mi się nagle w mózgu pojawiły jeszcze inne skojarzenia, ale dla wspólnego dobra zamilczę), choćby płakał i trząsł się z zimna, nie jest jednoznacznie mądrą, czy nawet jednoznacznie wzniosłą, decyzją.

Tak to widzę i mam niepłonną, że paru ludzi przekonałem, iż Ezop wielki był, a ci Grecy, choć nie mieli różowych golarek, ani nawet komórek, wiedzieli o świecie parę rzeczy, których my się już nigdy dowiedzieć chyba nie zdążymy... (No, chyba żebyśmy pilnie studiowali Panatygrysiego blogaska.)

triarius