niedziela, października 25, 2015

Wracamy do Średniowiecza!

Wracamy zatem do Średniowiecza! Jakby nie kojarzył jak wygląda Średniowiecze, to poniżej drobna ilustracja...


Chyba nienajgorzej, prawda? Nawet pomijając topory i morgensterny. Teraz sobie możemy luźniutkim truchtem do tygrysicznego Baroku, ale bez pośpiechu, bo jak sobie dłużej pozostaniemy w Średniowieczu, to też będzie bardzo fajnie.

Całkiem na serio, te wybory to - jeśli coś ma się naprawdę poprawić - tylko pierwszy malutki kroczek, ale trzeba było go zrobić, bo osiem lat platfąsów i cztery lata Bula, to naprawdę już przesada. Szkoda że tak późno i takim kosztem.

(Co do Bula, to jego naczelnym zadaniem było, moim skromnym, po prostu kompromitowanie Polaków gdzie się dało, co nawet jak na bantustan jest dość specjalnym traktowaniem małowartościowych tubylców.)

Tak że, jeśli ktoś nie głosował, albo głosował na jakieś twory dla lemingów, to niech mi się łaskawie do tego przez najbliższych parę lat nie przyznaje, i nie pieprzy, że wszyscy politycy to jedna banda, a wybory w III RP nic nie znaczą.

Zgoda, że III RP pod niektórymi względami jest nawet gorsza od PRL (w niektórych okresach), ale rola wyborów parlamentarnych w obu tych pokracznych avatarach jest całkiem inna! I nie sądzę, by ktokolwiek będący w stanie coś zrozumieć z mojego blogasa, nie mówiąc już czerpiący  z niego intelektualną przyjemność, mógł jeszcze, na jesieni roku 2015 tego nie rozumieć.

W ostateczności, jeśli naprawdę jest to trudniej niektórym zrozumieć, niż mi się wydaje, to proszę pytać, ale jednak bez przyznawania się do żadnych własnych szczeniackich, z tym wyborami związanych, głupot, dobra?

Oczywiście nie jest idealnie, bo wtedy 80% miejsc mieliby Zjednoczeni Tygrysiści Stosowani, a 20% PiS, jednak jeśli K**win i ZSL się nie załapią, będzie słodko, a jeśli do tego prlowsko-eurokomunistyczna lewizna by także wypadła, byłaby to przysłowiowa wisienka na przysłowiowym torcie. Teraz niedługo zresztą platfąseria powinna się między sobą pożreć, rozpaść i zgnić, więc naprawdę powinno być fajnie.

Ja na przykład mam zamiar od jutra przestać rzucać śmieci gdzie popadnie przed blokiem, jak to robiłem od kiedy mi te miejscowe @#$% zamknęły na głucho blokowy ssyp. Nie wiem, czy długo z tym wytrzymam, ale zamiar przecie wzniosły, n'est-ce pas? (To oczywiście tylko taka narracja und konfabulacja, proszę mnie nie pociągać!)

W dodatku na YT mają więcej Średniowiecza, które serdecznie polecam, a Biedronka ma całkiem niezłe wina za marne grosze. Nie tylko zresztą ci zresztą, ale na początek nowej drogi wystarczy i nie trzeba nawet wiele szukać. Całuję wszystkich serdecznie z dubeltówki, z innej dubeltówki chętnie bym... Milcz serce, ma nie być zemsty! (I tak mówiłem o soli, nie o ołowiu.)

W każdym razie jesteśmy do przodu i możemy zacząć... To co jest do zaczęcia. Niech żyje Jarosław Kaczyński, niech żyje Prawo i Sprawiedliwość, niech żyje Polska! Amen! (I niech żyje Tygrysizm Stosowany, dodam szeptem.)

triarius

P.S. Swoją drogą, będę się nadal upierał, że to nie tyle jakieś "mądrzenie Polaków" i "przeglądanie lemingów na oczy", nie jakieś konkretne działania PiSu czy platfąsów przesądziły o mniejszym niż kiedyś entuzjaźmie ludu dla dotychczasowej światłej i europejskiej władzy, tylko właśnie nieuchronny spadek w oczach ludu, z lemingami na czele, prestiżu Unii i zanik związanych z nią nadziei.

Sorry, ale naprawdę nie potrzeba żadnej większej bystrości, żeby dostrzec, że Unia kompletnie nie spełnia nadziei, które w niej pokładały lemingi! Nie mówiąc już o nadziejach ludzi mniej durnych i podatnych na plewy propagandy od rasowego leminga - z których spora część także od Unii spodziewała się raczej dobra, niż tego @#$%, które otrzymaliśmy, które mamy i które na naszych oczach narasta.

Gdyby nie to, platfąsy rządziłyby w tymkraju do samego końca i nikt by im nie podskoczył, a na pewno już nie PiS. Co nie zmienia faktu, że...Wygraliśwa, kochane ludzie, a te @#$% dostały w dupę!

sobota, października 24, 2015

A teraz, zamiast, jak ostatnio, wygłupów - pisarski kompromis i B. POWAŻNA TREŚĆ...

Właśnie przeczytałem, co Towarzysz Mąka napisał pod moim wczorajszym tutaj arcydziełem. Naprawdę polecam zapoznanie się - tym bardziej, że właśnie zamierzam tu wstrzelić coś cholernie a propósito. I to są ogromnie ważne sprawy.

Dzisiaj mam coś naprawdę poważnego, ważnego, szokującego, no i tytułowy kompromis... Dotrzymam! Pisać już wiele nie będę, za to wkleję wam parę linków, a wy sobie zobaczycie o co tam chodzi, w razie czego przetłumaczycie Guglem - dzięki czemu będzie oczywiste, że ja tu nic od siebie nie dodałem, ani nie przekłamałem. A to istotne, ponieważ sprawa po prostu stawia na sztorc włosy (gdzie kto je tam ma). Nie żartuję!

No więc dostajecie te linki i proszę, żebyście naprawdę sprawdzili chociaż jeden z nich dokładnie, o czym to jest. Jeśli was nie ruszy, to cóż, ale napawdę powinno.

http://www.infowars.com/dhs-contractor-apologizes-for-selling-shooting-targets-of-children/

http://www.infowars.com/company-behind-shooting-targets-of-children-received-2-million-from-dhs/

Tutaj Google Images, żeby ktoś nie myślał, że te oszołomy łżą...

https://www.google.pl/search?q=dhs+shooting+targets&tbm=isch&imgil=MeR3OtX5Dd-f-M%253A%253B49QOltrAL1AZ0M%253Bhttp%25253A%25252F%25252Fjoshuapundit.blogspot.com%25252F2013%25252F02%25252Fdhs-buys-no-hesitation-shooting-targets.html&source=iu&pf=m&fir=MeR3OtX5Dd-f-M%253A%252C49QOltrAL1AZ0M%252C_&biw=1280&bih=591&usg=__Mdymhc9mXqDhsnjVaqBwuAesBzM%3D#imgrc=MeR3OtX5Dd-f-M%3A&usg=__Mdymhc9mXqDhsnjVaqBwuAesBzM%3D

Tutaj wyszukiwanie Google na ten sam temat, jakbyście chcieli jeszcze więcej info:

https://www.google.pl/search?q=dhs+shooting+targets&ie=utf-8&oe=utf-8&gws_rd=cr&ei=e8crVqr_Kce3swGh9YjQAw

A tutaj, dla wszystkich słodkich niedouczków out there, Tłumacz Google, gdzie sobie to możecie ładnie przetłumaczyć i zrozumieć:

https://translate.google.com/

To tyle konkretów, jednak podam wam także nieco kwestii do się zastanowienia...

1. Nie brakuje wam tu czasem misia panda, lesbijki z różowymi włosami na jeża i kolczykiem w nosie, rabina z pejsami do kolan, dwóch całujących się pedałów, lewackiego demonstranta z postępowym hasełkiem na koszulce...? A zresztą, czy taki np. Obama nie może mieć złego brata bliźniaka? I jaki wobec tego byłby najlepszy obrazek na tarczy dla ludzi mających się pozbyć głupich skrupułów związanych z wyglądem zabijanej ofiary? Ale sza, bo skończę jak Nicpoń, albo gorzej, bo z dronem w czaszce! Choć ja przecież nie o samym Obamie mówiłem.

2. Jak to się ma do tego, cośmy sobie kiedyś tu na temat dużych obywatelskich armii i ich związku z demokracją, w opozycji do dronów, kamer inwigilacyjnych i najemnych zbirów na usługach? (Powie ktoś, że tak musi być, bo terroryzm. Na to ja spytam: a kto, psze państwa, ostrzegał i nie chciał? Ani egzotycznych imigrantów, ani rozbijania rodziny, ani komunizmu, ani zwichniętych ról płciowych? Żeby na tym poprzestać. Bo bez tego przecież świat byłby dziś całkiem inny, i zapewne sporo lepszy, prawda?)

3. Jak to się ma do naszych - i nie tylko przecie naszych - opowieści o prolach i tych drugich? I na przykład do naszej tu kiedyś opublikowanej opowieści o Robin Hoodzie, jeleniach i pedofilach? Hę?

4. Już nie będę sobie nawet strzępił jęzora na temat "wykonywania rozkazów", jako obrony przed sądem, bo żadnych sądów raczej nie będzie. Różnica jest oczywiście taka, że tamci byli be, a te Obamy to mamy gwarancję, że one są demokratycznie wybrane, więc nie tylko chcą dla nas dobrze, ale w dodatku naprawdę wiedzą co dobre i potrafią do tego dążyć jak nikt inny. Nawet jeśli  to by miało polegać na wpakowaniu nam kuli w łeb - wszystko dla naszego przecież dobra!

W takim, @#$%^%, świecie przyszło nam żyć!

triarius


P.S. A tu sobie zjemy na deser własny ogon - taktownie bo w Post Scriptum i małą czcionką. Dla wielbicieli i koneserów, choć po prawdzie to trochę do naszego głównego wątku nie pasuje. Gdzieś jednak chcialbym dbać o dobre relacje z moimi P.T. Potencjalnymi, więc niech mi będzie wybaczonym!

W owego ramach zjadania własnego ogona (co, jak wiadomo, na pewnym stadium geniuszu jest niezbędne absolutnie) powiem, że od mojego niedawnego "powrotu" nadal całkiem nie chce mi się pisać - stąd te improwizowane literackie, mniej lub więcej, utworki - ale lata blogaskowania mają tę zaletę, że od "powrotu" znowu rodzą mi się (ach to położnictwo!) w głowie fajne teksty, czyli świat mi się analizuje (a co innego można z takim czymś zrobić?) i mam jakąś tam intelektualną satysfakcję - tyle że nadal za cholerę nie mam chęci tego klepać.

Przyczyna zresztą może być i taka, że ostatnio się nie bijam, ani nic, i potwornie się w sumie nudzę. Się nie bijam, bo nie mam z kim i gdzie (długo by było opowiadać), tylko robię ogólnorozwojówkę, taką dla zawodników MMA (choć w tej chwili na poziomie dla przedszkolaków i/lub emerytów raczej, za to w b. śnobistycznym gymie, bo gdzie indziej nie mam warunków... byle mi kochani zalegli klienci forsę zdążyli na czas przysłać), a zresztą w tej właśnie chwili jestem przeziębiony, więc nie ćwiczę i się wprost potwornie nudzę. 

Dlatego też nuda klepania gotowego tekstu z głowy mnie po prostu odrzuca. Więc, jeśli komuś zależy, to niech mi płaci, zaprasza do telewizji, udziela duchow(n)ego wsparcia, zapozna z fajną ciotką... Albo chociaż ęteraktywnie dyskutuje - bo inaczej nijak, sorry!

piątek, października 23, 2015

Co słychać w prawicowych mediach?

W prawicowych mediach, w ścisłym sensie, nie mamy większego pojęcia co słychać, ponieważ, z powodu nikłego naszego zainteresowania, nie śledzimy. Zamiast tego sami sobie tutaj własne prawicowe media stworzymy - cóż z tego, że jednorazowego użytku?

* * *

Witam państwa, mówi Prawicowe Radio "Bijąc w tarabany". Jesteśmy na ruchliwym deptaku, gdzie będziemy przeprowadzać krótkie wywiady z przypadkowo napotkanymi ludźmi. O, ten pan w patriotycznej koszulce to coś dla nas!

- Witam pana, może nam pan poświęcić kilka minut? Reprezentuję nową prawicową stację "Bijąc w tarabany". Może pan już o nas słyszał?

- Chyba coś gdzieś, na jakimś blogu.

- No więc, nasi słuchacze tego nie mogą zobaczyć, ale wygląda pan naprawdę imponująco! I jakże prawicowo oraz patriotycznie! Poza patriotyczną koszulką, ma pan na sobie fantazyjny kapelusik w kształcie... chyba fortepianu?

- Tak, zgadza się. Fortepian Chopina. Pisze się Chopin, mówi się Szopen. Właśnie był festiwal, to sobie kazałem. Bo na ogół noszę krakuskę

- Więc to, a do tego prasłowiańskie łapcie z łyka, pas słucki, przy którym... Każdy chyba czytał i zna. A to przy pasie poza tymi... to chyba karabela, tak?

- Tak, po prawej prawdziwa karabela z nierdzewnej stali, po lewej miecz wykopany jakiś czas temu pod Nidzicą. Stosownie zardzewiały i wyszczerbiony na wrażych karkach.

- Widzę i podziwiam, ale to w sumie sama rączka, i to nie cała.

- Za to ile patriotycznej tradycji!

- Zgoda. Do tego hajdawery w łowickie pasy, podgolony łeb... Przepraszam za określenie, ale tak się to fachowo nazywa... Sumiasty wąs... No i oczywiście niedbale narzucony na grzbiet więzienny pasiak. Naprawdę widać, że pan jest patriotą! No i oczywiście w krzepkiej garści nieodzowna ciupaga. Miniaturka. To chyba taki duży długopis?

- Dziękuję, to obowiązek każdego Polaka! A ta ciupaga to naprawdę cenny zabytek, od pokoleń w mojej rodzinie. Jeszcze z Cepelii! No chyba, że nie miotacz płomieni!

- No nie - a to chyba... kula u nogi?! Widziałem, że pan tak jakoś powłóczy, ale żeby... Chyba nie prawdziwa?

- Wie pan, panie redaktorze, trochę faktycznie wydrążona, bo tak po mieście... Sam by pan spróbował!

- Oczywiście rozumiemy! Nawet nasza służbowa włosiennica robi swoje, a pan przecież idzie o wiele dalej. No a ile się człek musiał przyzwyczajać do wyłącznie kremówkowej diety! To co pan niesie pod pachą, to są...? Czyżby to były...?

- Tak, to autentyczne husarskie skrzydła, wykonane wiernie na podstawie starych rycin. Właśnie jestem umówiony na zabieg. Wszczepią mi je w kość krzyżową. Tytanowe śruby i te rzeczy. Bardzo ładnie będzie to wyglądać. Widziałem symulację komputerową. Inni patrioci będą płakać z zazdrości.

- Au, to musi boleć!

- Niechaj narodowie wżdy postronni znają, że Polacy nie gęsi!

- Oby więcej było takich patriotów! To już nawet nie będę zgadywał, czy w tym plecaczku ma pan kremówki... Ale zgadłem? A może nam pan podać swoje imię?

- Zgadł pan, ale to było łatwe. Jestem K. Mszczuj. Pozdrawiam pana i słuchaczy!

- Kamszczuj? Ładnie i jak oryginalnie! Choć to chyba nie polskie?

- Oczywiście że polskie! Ale to nie tak. Najpierw jest litra K, z kropką, a potem imię Mszczuj. Prasłowiańskie.

- Powie nam pan co oznacza to K?

- Wolałbym nie, bo się wstydzę.

- No, pięknie prosimy!

- Niech będzie. K to od Krowin. Mama chciała wesprzeć rodzący się kapitalizm. Kiedyś się też podpisywałem Krowin M. B., ale trochę się rozejrzałem po świecie, łuski mi spadły... Sam pan wie.

- Tak, oczywiście. Wielu tak miało. A to M to od Mszczuj?

- Też niestety nie. To było od Mises. I od razu panu powiem...

- I naszym słuchaczom też!

- I słuchaczom... Że B to od Balcerowicz. Wszystko przed nazwiskiem. Ale sobie legalnie zmieniłem. Matka rozpaczała, do dziś chyba nie może przeżyć.

- No to faktycznie my wolimy Mszczuj, choć to się trudno wymawia i dużo śliny człowiek traci. A co do zasadniczej części naszego spotkania, bo już chyba skończyliśmy prezentację, to chciałbym pana poprosić, żeby pan nam powiedział czy leży panu na sercu... suwerenność Polski?

- Tak, leży mi, i to bardzo, ponieważ...

- Ponieważ...?

- Ponieważ wtedy zmniejszą się podziały społeczne, będzie można zmniejszyć podatki, poprawi się przedsiębiorczość, gospodarka ruszy, poprawi się stopa życiowa...

- I co jeszcze?

- Kury będą się lepiej nieść... Krowy będą bardziej przymilne, kobiety będą dawać więcej mleka... No i Polska wygra wreszcie Euro. Nie tylko to ma się rozumieć, ale między innymi. W ogóle suwerenność jest niezwykle ważna, bo od niej bardzo wiele innych rzeczy zależy. Co pokrótce tu przedstawiłem, bo mam to, skromnie dodam, dobrze przemyślane.

- Dziękujemy panu Mszczujowi za tę światłą i jakże prawicową wypowiedź! I z pewnością zgodzi się z nim w tych wszystkich kwestiach każdy autentyczny prawicowy patriota.

- K. Mszczujowi, jeśli mogę prosić. Nie chcę, żeby mnie mylono z innymi prawicowymi patriotami. A poza tym, było miło, ale teraz już naprawdę muszę lecieć, bo mam umówioną wizytę.

- Dziękujemy za rozmowę i zachęcamy do słuchania Prawicowego Radia "Bijąc w tarabany". No i oczywiście życzymy udanego zabiegu!

- Bóg, Honor, Ojczyzna!

...

Rozglądamy się... I oto zbliża się do nas jakiś młody człowiek. Minimalizm i prosta elegancja - bojówki, adidasy... Żadnej prawicowej czy patriotycznej ostentacji, ale jest wokół niego jakaś aura, jakby łuna od niego biła. Żywa ilustracja hasła "wszystko co mam, noszę z sobą", bo też te kieszenie w bojówkach ogromne. Jednak z pewnością nic zbędnego. Podejdźmy więc do niego!

- Dzień dobry, jestem z Prawicowego Radia "Bijąc w tarabany". Przeprowadzam wywiady z przypadkowymi przechodniami. Domyślam się, że jest pan Tygrysistą Stosowanym?

- I owszem. Jak można nie być?

- Pewnie ma pan rację. Dodajmy, że pod pachą ma pan książkę. "The Social Contract". Robert... Ardrey, tak?

- Zgadza się. To podstawa! 

- No może teraz już przejdźmy do rzeczy. Pytanie: zależy panu na suwerenności Polski i, jeśli tak, to dlaczego?

...

* * *

No dobra - teraz zadanie dla Szan. Publiczności i wszelkiego ew. tygrysicznego narybku: co na powyższe pytanie odpowie szczery i doświadczony Tygrysista?

triarius

środa, października 21, 2015

Piosenka o jarzębinie w unowocześnionej (i udramatyzowanej) szacie

Zainspirowany moim poprzednim wpisem i pod nim dyskusją, a także po to, by mnie nikt nie posądzał o jakieś "dziennikarstwo obywatelskie", zaserwuję wam teraz, kochane ludzie, cuś nie-do-wyobrażenia-artystycznego na motywie ślicznej karelskiej piosenki o jarzębinie, bardziej w tymkraju (sic!) znanej w swej stachanowskiej szacie z epoki na razie poniekąd minionej.

* * *


Występują: Dziewczę, Jarzębina, Dzielny Tokarz, Ślusarz* Zuch, Konferansjer, Chór Starców, Tło Muzyczne z Taśmy, Publiczność, Kurtyna

Akcja!

Tło Muzyczne z Taśmy: (fanfary, werble)

Chór Starców: (zawodzi)

Kurtyna: (podnosi się)

Konferansjer: (wychodzi, kłania się, po czym mówi) Teatrzyk Objazdowy "Moherek" ma zaszczyt przedstawić komedię romantyczną w jednym akcie pt. "Jarzębina".

Publiczność: (razdaliś burnyje apładismienty)

Dziewczę: (śpiewa tęsknie na adekwatną melodię) Jarzębino czerwona, któremu serce dać? Jeden Dzielny Tokarz, a drugi Ślusarz Zuch...

Jarzębina: (milczy)

Dziewczę: (w zamyśleniu, coraz smutniejsze, drapie się po głowie)

Dzielny Tokarz: Czekamy!

Ślusarz Zuch: Czekamy!

Dziewczę: (śpiewa na adekwatną melodię, ale jeszcze bardziej tęsknie) Jarzębino czerwona, któremu serce dać? Jeden Dzielny Tokarz, a drugi Ślusarz Zuch...

Jarzębina: (milczy)

Dziewczę: (w zamyśleniu, coraz smutniejsze, drapie się po głowie)

Dzielny Tokarz: (wyraźnie zniecierpliwiony) No, czekamy!

Ślusarz Zuch: My też.

Dziewczę: (wciąż na adekwatną melodię, ale już niemal z rozpaczą w głosie) Jarzębino czerwona, któremu...? (przerywa, drapie się po głowie, znowu chwila zastanowienia, nagle jej twarz rozjaśnia się, Publiczność przez kilka sekund ma okazję podziwiać kawał naprawdę wielkiego aktorstwa, potem z nadzieją w głosie) Wiecie co chłopaki? Mam dwie nerki - może TO załatwi sprawę?

Tło Muzyczne z Taśmy: (fanfary, werble)

Chór Starców: (zawodzi**)

Publiczność: (burnyje apładismienty, okrzyki)  Bis! Bis!

Konferansjer: (kłania się b. nisko, po czym wychodzi na widownię i zbiera dobrowolne datki)

Kurtyna: (opada)

Publiczność: (z ociąganiem opuszcza salkę, z nadzieją na następną ucztę duchową z Teatrzykiem "Moherek" za czas jakiś)

-------------------------------------------

* Po prawdzie to nie pamiętam, czy on był ślusarz, być może był to jednak kowal. (Choć to nieco przecież zalatuje kułactwem, n'est-ce pas?) W każdym razie na pewno ubek.

** Bo i co miałby innego robić?

triarius

P.S. Napisałem tutaj raz "tenkraj", żeby się włączyć trend, ale po prawdzie, to ja chyba gorszy jestem od tych platfąsów, bo ja, choć czasem i oczywiście bez wstrętu piszę "Polska", to jednak przeważnie jest to "ten ponury bantustan", albo "ten z jakichś niewiadomych powodów od Boga przeklęty kraj". Tak że nie wiem...

sobota, października 17, 2015

O co walczymy

Nie wiem jak z wami - mnie chodzi dokładnie O TO:



A tutaj całość...


Całe jest to fantastyczne, ale na początek zachęcam do wskoczenia w to dokładnie po godzinie (60:00), wysłuchanie do końca (znowu zaraz będzie Riturnella, ale nam to oczywiście nie przeszkadza), potem znowu od 60:00, potem znowu, potem znowu, a na koniec przchodzimy w tryb rozpoczynania od samego początku. Choć oczywiście od razu całość też jak najbardziej wskazana, jeśli ktoś woli.

Mógłym na temat tego koncertu rapsodyzować godzinami, ale słów było tu już i tak sporo, nie wiem do ilu trafiły, więc na odmianę niech przemówią czyny.

triarius

niedziela, października 11, 2015

O Tusku śpiewajmy wszyscy wraz!

Przeglądałem właśnie moje nuty i inne muzyczne info, aż natrafiłem na coś, co mną wprost wstrząsło (sic!). Oto okazuje się, że znany niegdyś (a w dodatku niezły, co nie jest tym samym, tyle, że to już nie była ta autentyczna wersja, wcielenie znaczy, czyli skład, tylko o wiele, wiele słabsza) zespół Fleetwood Mac wykonywał utwór poświęcony Tuskowi... Nie żartuję - tytuł jest "Tusk", a tekst absolutnie nie może być o niczym innym.

Lata to musiały być zaś '70. Powie ktoś, że to tylko zbieżność nazwisk... I powie głupio! Wkleję wam to tutaj, a do tego przetłumaczę dla niedouczków out there - zobaczycie, że to na pewno o TYM Tusku i wszystko się przepięknie zgadza.

Więc najpierw po ichniemu. Skopiujcie sobie, wydrukujcie, potem możecie to grać śpiewać do upojenia. Macie tu nawet fachowe uwagi wykonawcze. Melodii sam na razie wprawdzie nie kojarzę, ale pewnie jest na YT, czy gdzieś. A zresztą słowa są takie, że nawet sama deklamacja zrobi furorę! Albo może spróbujcie do tego dopasować melodię "Ody do Radości". To by dopiero było!

Przysięgam, że w oryginale nic nie zmieniałem, a tłumaczenie jest tak wierne, jak się dało.

* * *

Tusk – Fleetwood Mac

Percussive/Strumming Pattern: D, DD, D, DDD, DDD – D


This pattern is used with the thumb striking all related strings in the chords being played
by slapping the strings (rather hard) right at the sound hole of the acoustic. The thumb
should be slapped against the strings as if you were giving a ‘thumbs up’ sign. In other
words the thumb needs to be pointed towards the sky. The “-“ indicated in the strumming
pattern above only applies to the verse. This means that we need to emphasize this last “D”
before starting the pattern over. This “- D” needs to be struck hard.


Chords Used:
Dm: x57765
G: 355433
A: 577655
C5: x355xx


(Begin Percussive Intro in Dm)


Dm
Why don't you ask him if he's going to stay?
Dm G A
Why don't you ask him if he's going away?
Dm
Why don't you tell me what's going on?
Dm G A
Why don't you tell me who's on the phone?
(Provide a break here playing the Dm a few times)
Dm
Why don't you ask him what's going on?
Dm G A
Why don't you ask him who's the latest on this throne?
Dm C5 G C5
Don't say that you love me!
A Dm C5 G C5
Just tell me that you want me!
A Dm C5 G C5
Don't say that you love me!
A
Just tell me that you . . . (back to Dm)


(The entire song can just repeat here. Be sure to end on the A chord abruptly.)


* * *

A teraz przekład. (Sam tekst - akordy pomijam, jakoś to sobie same musicie zsynchronizować, niedouczki kochane.)

Dlaczego go nie spytasz, czy pozostanie?
Dlaczego go nie spytasz, czy odchodzi?
Dlaczego mi nie powiesz, co się dzieje?
Dlaczego mi nie powiesz, kto telefonuje?

Dlaczego go nie spytasz, co się dzieje?
Dlaczego go nie spytasz, kto jako ostatni siedzi na tym tronie?

Nie mów, że mnie kochasz!
Po prostu powiedz, że mnie potrzebujesz!
Nie mów, że... (I to się wielokrotnie powtarza.)

* * *

Tyle. Nie słodkie? I nie na sto procent o TYM Tusku? (Prorocy jacyś, swoją drogą. Pewnie Spenglera przeczytali.)

triarius

P.S. Po prawdzie, to to pisanie przecinka przed każdym "że" nie ma żadnego sensu, ale co ja będę z tym walczył, skoro bez przecinka wygląda tak "niezwykle", że widokiem swoim nawet mnie razi. (Co swoją drogą z naszym zasadniczym tu tematem, jak to u mnie, ma b. mało wspólnego.)

piątek, października 09, 2015

Przegląd wydarzeń (jesień 2015)

Po prawdzie, to nie mam pojęcia dlaczego, skoro ci imigranci to takie wielkie dobro i "ubogacają", ci tam "przemytnicy" nie dostają od Unii orderów, tylko Unia wciąż ich obiecuje złapać i zgnoić.

* * *
W nawiązaniu do powyższego... Ktoś może spytać, dlaczego "ubogacają" w cudzysłowie, a "wielkie dobro" nie. A nawet jak nie spyta, to ja i tak wam ludzie powiem. Otóż słowo "ubogacać" wydaje mi się tak obrzydliwie kremówkowo-obłudne, że za jego używanie skazywałbym na prace społeczne. Co najmniej. 6 h za użycie w mowie, 8 h za użycie piśmie.

Kiedyś katolicyzm gadał po łacinie albo księdzem Wujkiem. I komu to, @#$%^, przeszkadzało? Powie ktoś, że to wtedy był normalny, prozaiczny język, bo ks. Wujek takim właśnie pisał. Po pierwsze wątpię, czy się specjalnie nie sprężył, żeby wyszło bardziej hieratycznie, a po drugie, nawet jeśli, to i tak po dwudziestu latach był to już język wzgl. archaiczny i hieratyczny.

Co zaś do "ubogacania", to wątpię, czy jacyś normalni ludzie tak kiedyś w ogóle mówili - używali tego słowa znaczy. Może gdzieś, w jakiejś gwarze to występuje, ale wątpię czy w normalnej polszczyźnie, i to nie jest ładna gwara.

I tak to chyba przebiegło, że kiedy zniknął ks. Wujek, że o łacinie nie wspomnę, to do tego języka GWybu, udającego pracowicie, choć nieskutecznie, język, którym się posługiwał Duch Święty, Jezus i Apostołowie, dodano takie słodkie kremówkowe perełki, jak "ubogacanie", "Jezu ufam TOBIE!" (a nie komu, że spytam? Belzebubowi? Też mi rewelacja!), i temu podobnież...

Zresztą w świeckim cywilu też są rzeczy, za które bym skazywał na prace społeczne, albo i gorzej. W języku znaczy. Pomijam już "koktaile M*otowa", ale np. "unikatowy" - zapewne żeby się nie kojarzyło (głupim prolom, który mają się na tę reklamę nabrać i wybulić) z "unikaniem"...

Albo jak sportowi sprawozdawcy unikają "ci" i mówią o opisywanych atletach "panowie" np. "panowie dzisiaj chyba nie mają ochoty okładać się po mordach", zamiast po ludzku "ci panowie... itd.". Czy to, @#$%^&, nasza wina, że jedna mniejszość wymyśliła sobie imię żeńskie CIPA i teraz nie można już przez to po ludzku, czyli po polsku, mówić?!

Uzupełniam po dniach paru:

Komentator poinformował mnie, że to "Jezu ufam Tobie!" jest jeszcze przedwojenne. Może faktycznie co do tego nie miałem racji, interpretując to jako żałosną pseudo-hieratyczność posoborowego "katolickiego" języka. Może tam faktycznie chodziło o "Jezu ufam Tobie, a nie tym @#$%^ ..." I w miejsce kropek wpisać sobie co pasuje, np.: modernizatorów religijnych, leberałów, judaizatorów.

Ten sam komentator poinformował mnie/nas, że obecny Synod toczy obrady w grupach językowych. Co za koszmarny upadek!

* * *

Jesteśmy chyba w większej matni, sieci i pajęczynie, niż to nam się wydawało. No bo tak... Zawsze podejrzewałem, że w tej miłościwie nam... jak to wyrazić.... miłościwie nas uszczęśliwiającej elicie... są siły, mające, przede wszystkim, albo nawet jako cel po prostu jedyny, zamiar rozwalić zachodnią cywilizację - nie bacząc na koszty i bez oglądania się na subtelny dobór środków.

Nie wiedziałem jednak - biję się w piersi - że one są aż tak silne, że to tak szybko pójdzie, i bez najmniejszego, jak się zdaje, oporu ze strony tych "normalnych" elit - tych co chcą się tylko nachapać, popokazywać w telewizjach, robić za autorytety itd. Mówimy oczywiście o imigrantach, bo to jest sprawa po prostu nieprawdopodobna, na niesamowitą skalę w całej historii, a osiedlenie Wizygotów w Cesarstwie Rzymskim jakiś czas temu to przy tym Pikuś, mały Pikuś.

Ale spójrzmy na media... Rodzimych, tych "politycznych", nie oglądam - poza czasem TV Trwam i paru blogasami. B. rzadko jakiś linek z takiego blogasa gdzieś mnie zaprowadzi, ale tam raczej, jak się to zaraz okazuje, nigdy nic ciekawego nie ma. Mówimy więc o CNN'ach i BBC'ach.

Na tasiemce np. od wczoraj leci wiadomość, że "bohater zamachu we Francji został w US of A potraktowany ostrzem". I nic! Nie udało mi się w tych telewizjach dowiedzieć niczego bliższego. Nawet tego, czy to "stabbed" oznacza pilniczek do paznokci, czy nóż typu Appleyard-Sykes, ani czy gość doznał poważnych ran, czy tylko otarcia naskórka. Kto to zrobił? Co się z nim stało? Co teraz? Nic!

Sprawa jest dość przerażająca, w stylu poniekąd najlepszych westernów i czarnych kryminałów, tylko że w realu naprawdę nie ma w tym niczego zabawnego. Jeśli po mieście szaleją gansterzy, a policja ma niewiele sił i niewiele z tym potrafi zrobić - jest marnie, ale to nie maksymalny koszmar. Jeśli po mieście szaleją gansterzy, a ty wiesz, że nigdzie się nie możesz zwrócić, bo policjant jest zapewne przez nich kupiony, sędzia też, nie mówiąc już że dostawca pizzy może być hitmanem... Gorzej, prawda?

No a jeśli odważne zachowanie w walce z zamachowcem kończy się, w krótkim czasie, tysiące kilometrów dalej, za ogromnym oceanem, właśnie tak? I jeśli media nic bliższego na ten temat nie raczą? Podobna jest sytuacja z tym niedawnym zamachem na szkołę (wyższą, ale niespecjalnie wysoką) w Oregon. Nie podają nam jak się nazywał zamachowiec, nie podają czy i kiedy przeszedł na islam, jaką miał karnację...

Wiemy, że specjalnie wybrał sobie chrześcijan i słyszałem dziwną opowieść "od ojca jednej z uratowanych", że mówił coś o tym, że "niedługo się zatem spotkają". Więc to nie tak, że on chrześcijan nie lubił - on właśnie ich kochał i organizował sobie zgraną paczkę w raju, kiedy tam się, za małą chwilę, znajdzie!

Dlaczego miałby sobie wyobrażać, że oni będą chcieli spędzać czas akurat z nim...? No fakt - w raju jest tak fajnie, że wdzięczność będzie przepełniała ich serca i uznają go za swojego dobroczyńcę numero uno! Mogło by tak być? Niby by mogło, ale nie jest to AŻ TAK oczywiste, żeby to od razu przyjąć za pewnik i nie oczekiwać od kochanych mediów jakiegoś tego tematu pogłębienia. Prawda?

Na świecie roi się od brzydkich ludzi i niektórzy z nich mogą wciąż uważać, że on chrześcijan właśnie lubił i dlatego ich zastrzeliwał. (W nielubieniu chrześcijan, jak nas uszą, nie ma nic złego, ale strzelanie do nich bez specjalnego zezwolenia na razie jest be. W każdym razie dopóki pasuje to Obamie w jego kampanii przeciw posiadaniu broni palnej.) Warto by było te wątpliwości, te smętne podejrzenia i iście moherowe paranoje rozwiać, zgoda? Ale jakoś nikt się do rozwiewania nie poczuwa, a paranoja kwitnie w najlepsze.

Niby nikt tymi mediami (podobno) ręcznie nie steruje, a jednak zachowują się dokładnie tak, jakby sterował. Dotychczas najbardziej mnie bulwersowało (dziwaczne słowo, swoją drogą, kuchenna francuszczyzna, jeśli mnie spytać, o wiele już wolę "anawa") to, jak zgrabnie leberały wymiksowały z publicznej świadomości i "wymiany idei" Ardreya - całkiem bez cenzury, przy "wolnym", jakby nie było, rynku...

Głównie chyba prawami autorskimi (nie jestem prawnikiem, ale tak mi to wyszło) i niewątpliwie subtelnym naciskiem na jego syna. (W końcu kto chce być dziecięciem wroga ludu, kiedy może być dziecięciem wybitnego scenarzysty i dramaturga?) Jednak to, co się w tej chwili, od jakiegoś czasu, dzieje w zachodnich mediach, zaczyna mi wyglądać na nowy etap i wersję o wiele bardziej dopracowaną.

A trzeba wam wiedzieć, że to nie tylko CNN i BBC, bo także parę innych amerykańskich kanałów oglądam, niezbyt pilnie, ale jednak okiem rzucam i w razie czego jak sęp, a do tego dwa francuskojęzyczne, czyli Francja, Belgia, Szwajcaria Romańska też.

Z tym że te francuskojęzyczne to po prostu zgroza, jaka tam miłość do "Zjednoczonej Europy" i ogólnie lewizna, więc nawet nie warto właściwie wspominać. Tym niemniej wydaje się, że na froncie propagandy oni mają to już nieźle dopięte, to zaś sugeruje, że przygotowani są na o wiele więcej i mają jeszcze sporo fajnych sztuczek w rękawie. (I kto im w tym może przeszkodzić?) Zresztą po co zgadywać, skoro gołym okiem widać sprawę tych tam "emigrantów" i to, co się w związku z tym dzieje.

* * *

Zapomniałem, że to jeszcze miałem napisać...

Ostatnia afera z cwanym układem fałszującym testy analizy spalin w tym sztandarowym produkcie naszych zachodnich sąsiadów nasuwa pytanie, czy ktoś się może zainteresował możliwością istnienia analogicznych układów np. w czołgach, które od tych sąsiadów Polska kupiła? (Szczerze mówiąc, to ja bym się nad tym zastanawiał o wiele wcześniej i nawet bez afery VW, choć to akurat do moich psich zawodowych obowiązków nie należy).

Powiedzmy my tu sobie dopracowujemy demokrację, a nasz sąsiad postanawia nam zafundować bratnią pomoc. My (choć to oczywiście myśl całkiem już nie z księżyca, tylko z jakiejś odległej galaktyki) tym nie jesteśmy zachwyceni i postanawiamy ich nieco postraszyć czołgami... Jakimi? 

Ponoć się Leopard wabią i są ichniej właśnie produkcji. A tutaj - zaskoczenie - czołgi, zamiast jeździć, warczeć i strzelać, zaczynają np. wygrywać skoczne umpa, umpa... I klepać drug druga po obciągniętych nieekologiczną skórą zadkach. Albo coś równe ludycznego. Komuś to, że spytam, pasuje? Czy może WŁAŚNIE DLATEGO te akurat czołgi kupiono? Czy po prostu nikt, bez afery VW i trujących ponad dopuszczalne normy spalin, na taką możliwość nie wpadł? No to niech wpadnie i sprawdzi!

Zresztą ta sprawa ma i drugi aspekt - równie ważny, a w każdym razie mniej hipo-od ew. bratniej zza Odry pomocy -tetyczny. Analiza spalin... zatrucie środowiska... warstwa ozonowa... ocieplenie klimatu... wspólny wysiłek Całej Ludzkości w celu zwalczenia tego wszystkiego... Nie szczędząc oczywiście środków i poświęceń.

Tyle że właśnie się okazało, że tutaj GRANO ABSOLUTNIE NIEUCZCIWIE, prawda? No to czy nie należy w takim przypadku wywrócić stolika, zerwać wszystkich dotychczasowych załganych umów, wypiąć się na poświęcenia...? Jeśli nawet pominiemy etyczny imperatyw dania winowajcy po mordzie. To oczywiście należy zrobić, ale to nie dla takich bantustanów jak III RP. 

Jednak gra była, jak się okazuje, od początku oszukana, nakładano na nas ciężary, samemu udając, że też się je dźwiga, co było kłamstwem... Więc co teraz? Które to pytanie kieruję do tzw. "polskich polityków". 

(Tym niemniej na PiS głosować 25. TRZEBA i jak mi ktoś powie, że to nie ma żadnego znaczenia, bo oszukują, albo że to jedna banda, to będę gryzł. Nie będę, z wrodzonej dobroci, nikogo wprost pytał, ale jak mi ktoś sam powie, że nie głosował, albo że nie na PiS, i nie zgwałcił w tym kierunku całej rodziny plus maksymalnej ilości krewnych i znajomych Królika - stanę się nieprzyjemny. Nie żartuję!)

triarius

P.S. Hejt hejt!

O hejcie

My tu hejt hejt, a jeśli ktoś nie hejt hejt, to my go hejt. (I, proszę państwa, to nie będzie żaden hejt.)

triarius

P.S. Odpowiedziałbym Amalrykowi na jego nabrzmiały wiedzą i inteligęcją komęt pod niedawnym "Dys end det", ale boję się tych komętów na bloggerze jak samego Belzebuba. Inni chyba też się boją komętać, i tak właśnie, w cwany i mało widoczny sposób, nasi Ukochani, po Ardreyu, załatwiają kolejną genialną, naprawdę prawicową i budzącą cień nadziei inicjatywę... :-(

środa, października 07, 2015

O największej sile we wszechświecie

Einstein, jak wiadomo, twierdził, iż największą siłą we wszechświecie jest procent składany, co  autorzy wszystkich znanych mi poradników jak się wzbogacić biorą za dobrą monetę, choć z całą pewnością była to jedynie ironia. Ja też, wyznam, od lat zastanawiam się nad tym, co mogłoby być ową największą siłą i miałem na ten temat bardzo różne pomysły. Jednak od jakiegoś czasu zdecydowanie skłaniam się do przekonania, że nie ma we wszechświecie siły większej od samobójczej głupoty zidiociałej z przeżarcia i zmęczonej życiem cywilizacji.

triarius


P.S. Teraz, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, mamy tu teraz taką umowę: Ja piszę kiedy mnie najdzie szczera i autentyczna ochota (bo faktycznie mnie po trzech miesiącach naszła i to może nie być koniec) i tylko wtedy - wy zaś, dobrzy ludzie, komętacie jak opętani, dodajecie mi otuchy, wznosicie miłe uchu okrzyki... ew. coś możecie lekko skrytykować (i tak okaże się, że to ja mam rację), plus wyrazić jakieś nieśmiałe pragnienia czy postulaty... Ale poza tym to są moje drzwi od wychodka i wywieszam sobie co zechcę, a nikt nie może mi nic narzucać. Pasuje? ;-)

A powód tego, że jednak znowu...? Głównie to, że musiałem znowu wybulić za domenę triarius.pl. Poza tym - dlaczego to akurat ja mam milczeć, a tylu tysiąckroć przepłaconych idiotów robi za ekspertów?!

wtorek, października 06, 2015

Dys end det

Taką oto mamy fantazję, żeby napisać coś i zobaczyć, czy nam się zwiększy ilość licznikowych odwiedzin... I w ogóle, czy coś się stanie. (Trzęsienie ziemi? Ile na skali? Będzie jednak krótkie, choć - ach jakżesz błyskotliwe, bo już się nie poczuwamy do dostarczania ludziom duchowej strawy. Ot co!)

* * * * *

Wczoraj Nobla dostał Campbell, więc góry można było obstawiać, że zaraz będzie McDonald. No, chyba żeby Kungliga Vetanskapsademien nie znała historii. Ale zna, bo się spełniło. A więc polityka historyczna wciąż trzyma się nieźle, a to w końcu dobrze ponad 300 lat.

(Nie macie pojęcia o co chodzi? No dobra, nie każdy ma czas na takie głupoty jak książki, i nie każdy ma w żyłach nieśmiertelną krew MacLeodów. Więc tu macie:

https://en.wikipedia.org/wiki/Massacre_of_Glencoe

http://www.heartoscotland.com/Categories/CampbellsandMacDonalds.htm

 I teraz już mi na wieki wieków pamiętać - dobra?

* * *

Tak się słodko brenzlować "kozimi synami" i ogólnie nurzać się w samozadowoleniu, prawda? No to zastanówcie się chwilę jak niesamowicie takie zwykłe zgrzebne taliby załatwili parę dni temu Amerykanów...

I żeby mi tu nikt - ani uczciwy czytelnik, ani służbowy ubek - nie wmawiał, że mi się taliby, czy inne Państwo Islamskie, podobają! Nie, nie podobają mi się. Masowi islamscy imigranci w Europie też mi się nie podobają, a w Polsce to już szkoda gadać. Niezależnie od tego, co akurat aktualnie na ten temat ma do powiedzenia Tusk czy inna Merkela.

Choćby to, że te, dziwnie rzadkie, brody islamistów są niemal równie obrzydliwe do oglądania jak pejsy, a od pejsów naprawdę mało co paskudniejszego potrafię sobie wyobrazić. Mówimy teraz o czystej walce, a nie o etycznych racjach, które zresztą też wcale tak w stu procentach po stronie "liberalnych demokracji" się nie znajdują.

No dobra, powie ktoś, ale co właściwie zrobili te taliby Amerykanom? Otóż z całego tego bełkotu dla upośledzonych na umyśle, który nam sączą (różnojęzyczne, żeby nie było!) media, wynika (choć oni nam tego z pewnością NIGDY nie powiedzą, a być może nawet sami sobie nie będą mieli odwagi tego powiedzieć), że taliby, mając fajnie ulokowanego agenta w tzw. "afgańskiej armii" tam na północy kraju, gdzie, jak słyszę, dotąd nie działali, poszli tam, zaatakowali to tam miasto, prowokując amerykańskie naloty, z których jeden cwanie skierowali wprost na ten tam szpital.

Skutki muszą już być ogromne, przede wszystkim te, o których na media nie raczą, a będą jeszcze o wiele większe. Przyznam, że analogii to tak ogromnej klęski potężnej, jakby nie było (w końcu, nie zapominajmy, że uzbrojonej także i w atomy i inne takie szpeja) armii (w sensie sił zbrojnych) ze strony dysponującej prymitywnymi środkami partyzantki, musiałbym w w swojej wiedzy o historii szukać długo i nie wiem czy by mi się udało.

I to nawet nie było jakieś ordynarne zaproszenie na rozmowy i zamordowanie wodzów, jak z Crassusem czy w Anabasis Ksenofonta. Arminius to też przy tym cienias, co miał w końcu ogromne środki, a co osiągnął? Załatwił głupie trzy legiony. A to w dodatku tym razem były tylko zwykłe kozie syny, więc...

Jest to hipoteza (co słusznie poniekąd ktoś nam może zarzucić) z gatunku niewywrotnych, no bo przecież nie ma możliwości, by, jeśli my tu mamy rację, Amerykanie ogłosili światu, jak żałośnie zostali ograni przez "kozich synów" i czym w istocie jest ta cała "afgańska armia". Tak oczywiście jednak, żeby byle leming nie zrozumiał co się naprawdę stało. Jednak, choć oczywiście my tu Poppera kochamy nad życie, chybotliwe hipotezy moglibyśmy jeść łyżkami, to Prawdę kochamy jeszcze mocniej i jeśli tak musi być, to cóż - c'est la vie. Tak pewnie było i tak my piszemy.

Więc co? Nic, spokojnie! Najlepiej o takich sprawach nie myśleć, a jeśli się już pomyśli, to przecież zawsze można facetów kąśliwym epitetem (jak komunę wierszowanym hasełkiem i cytatem z JP2, ach, jak to komucha bolało!), aż im w pięty pójdzie. I dalej słodko śnimy o wiecznym życiu w niewyobrażalnym, ach, luksusie. No bo jak inaczej? (Tylko niech wam się koza nie przyśni!)

Swoją drogą, Amalryk, którego tu oczywiście ogromnie wszyscy kochamy i cenimy, głosił nam zawsze, że partyzantka nigdy nic w istocie nie może i regularnym wojskom nie podskoczy. Ciekaw byłbym jego komentarza do poruszonej tu przed chwilą sprawy.

To nawet bardziej chyba klarowna rzecz od innej kontrowersyjnej Amalryka (i "Wydawnictwa Podziemnego") tezy - tej, że w PRL-bis wybory nie mają absolutnie żadnego znaczenia. Co się, jak ja to widzę, ewidentnie, a za to całkiem zgodnie z moimi ocenami, ostatnio nie sprawdziło. (Nie żebym nie dostrzegał ogromnych zagrożeń także w tym hipotetycznym obecnym przemieszczeniu Polski spod po podkutej racicy Naszych Kochanych Sąsiadów Zza Zachodniej Miedzy pod puszyste wymię Dobrotliwego Mocarstwa Zza Oceanu.)

triarius

P.S. Jak zechcę, to sobie może coś tu napiszę. Wolno mi? Albo nie tu. Ale spokojnie, bo raczej rzadko lub nigdy.

wtorek, czerwca 16, 2015

No więc to by było na tyle

Z powodu nikłego zainteresowania Szan. Publiczności (i Władz) ten blog zostaje zlikwidowany.

(Uzupełniam po trzech miesiącach: na razie wciąż istnieje, trochę z przyczyn niejako technicznych, a trochę tak sobie. Może go w końcu zdejmę, a może nie. W każdym razie już tu nie piszę - NA TO sobie ładnie zapracowaliście. ;-)

To była interesująca przygoda. Dziękuję wszystkim i pozdrawiam czule.

triarius

P.S. Gdyby ktoś miał do mnie jakąś sprawę - genialni siostrzeńcy? cztery tony nawozu (byle był sztuczny!)? trening wirującej ręki? coś jeszcze fajniejszego? - to, jak się trochę poszuka, można mnie w sumie znaleźć. (Jak i każdego dzisiaj.) Kontakt przez np. maila, Skype, niepopy albo bmpl24. (Nie że coś.)


sobota, czerwca 13, 2015

O różnego rodzaju pionach, futbolu i dywanach

Bantustany, takie jak nieszczęsna III RP, mają to do siebie, że niemal nic nie jest tu takie, jak wygląda, i nawet inteligentny człowiek przeważnie nie jest w stanie powiedzieć o tych sprawach nic pewnego. Poza oczywiście sprawami tak ogólnymi, jak "służby z lewa, z prawa i z tropików".

Musi to oczywiście smucić każdego patriotę takich teoretycznych państw, jednak z tzw. "resztą demokratycznego świata" sytuacja jest dokładnie odwrotna i to też wcale nie jest powód do radości dla tamtejszych patriotów. (Zakładamy sobie milcząco, że takowi jeszcze tu i ówdzie istnieją.) Konkretnie - wbrew temu co sobie prawicowcy (i "prawicowcy") próbują wmawiać - tam wcale nie rządzą jakieś "służby", tylko naprawdę te Merkele i Obamy.

Czyli BIUROKRACJA. Oczywiście żadne z nich nie rządzi indywidualnie i suwerennie, ale oni, czyli BIUROKRACJA, a służby, armie i inne takie instytucje, które w historii i w geografii bywały znaczące, nawet nie pisną. Łykają tylko te poniżenia, tych babskich ministrów obrony... Itd. BIUROKRACJA, moi państwo!

Jak w staliniźmie, choć oczywiście o wiele mniej jednoosobowo, z dość oczywistych względów. Jednak trzeba wam, kochani ludkowie, pamiętać, że Stalin też do wielkiej kariery wystartował jako PERSONALNY w Biurze Politycznym, czy czymś takim.

Biurokracja oczywiście ma swoją siłę, swoją skuteczność, ale wystarczy spojrzeć z lotu ptaka na historię ostatnich kilku lat, żeby bez trudu rozpoznać, gdzie to Zachód (wraz z liberalną demokracją i "prawami człowieka") prowadzi. (Nawet Putin obraził się, że jemu pokojowego Nobla na zachętę nie dali i gra laureatowi na nosie aż miło. Niewykluczone, że tak samo jest z Państwem Islamskim, hłe hłe!)

W ramach tej globalnej biurokracji odbywa się oczywiście ciągła walka, ale przeważnie jednak POD dywanem i prolom nic do tego. Choć bywają wyjątki. Jednym była na przykład sprawa tego Strauss-Khana, co nam ją właśnie przypomniano.

Inna taka sprawa to ostatnia awantura wokół korupcji w FIFA. No i właśnie z telewizji (zagranicznej) dowiedziałem się o paru drobiażdżkach, które mnie do napisania niniejszego tekstu zapłodniły. Otóż Francja właśnie pono przegrała z meczu towarzyskim z Albanią, a Portugalia, dzięki hat-trickowi Ronaldo (co zachwyciło komentatorów, nie żartuję!), wygrała 3:2 z Armenią. W nogę.

Kiedyś bym poprosił o komentarz Jareckiego, co się na sporcie zna jak nikt, ale coś się boczy i kręci się chyba w jakiś dziwnych środowiskach, więc sam muszę sobie spointować. (Czy jak to się w końcu pisze.) Wygląda mi to zatem tak, że FIFA nieco oklapła, więc od razu mecze stały się uczciwsze, może nawet całkiem uczciwe...

(Z pewnością nie na bardzo długo, bo komu się opłacają uczciwe mecze?) Więc i wyniki się diametralnie zmieniają, światowa elita zostaje nagle sprowadzona do realnych rozmiarów. Przez czas jakiś kibiców i innych "znawców" (tu pozdrowienia dla red. Wołka), czeka, o ile się bardzo nie mylę, sporo zaskoczeń. W fajnym świecie żyjemy, nie ma co!

A przy okazji, coś mi się przypomniało. Dziś na tasiemce w telewizjach biegało, że wedle jakiegoś matematyka, zapewne autorytetu, skoro się na niego powołują, ten tam samolot co znikł nad oceanem, spadł PIONOWO. Więc wedle mojego rozumienia (a było się kiedyś inżynierem i w młodości b. się lotnictwem podniecałem) drugi...

Jak mu tam było? No ten drugi pilot co rozwalił samolot o Alpy. Lutz mu było? Bo inaczej nie ma chyba sposobu, żeby taki samolot zaczął nagle pionowo pikować. Jeśli mu się coś urwało, to raczej nosem w ocean nie zarył, bo ma przcież cholerny szwung do przodu. Więc trzeba by ten szwung przekierować w dół - to jedyny sposób na pionowość.

Dla samobójcy jednak, jak się chwilę zastanowić, to takie zarycie nosem jest właśnie idealne. No a jeśli to nie było naprawdę pionowo, to po co oni by nam tą wiadomością zawracali głowy? Do tego dodać tego gościa, co dzisiaj samobojczo zaatakował posterunek policji w Dallas, bo mu dziecko odebrali za tłuczenie baby, czy coś takiego.

Nie ma jak nastojaszczij raj na ziemi, który nam stworzyli nasi umiłowani! Tyle, że jednak nie każdy potrafi się na nim poznać, i nie każdy ma w nim ochotę dożyć do samej eutanazji. Niektórzy, i jakby słychać o nich coraz częściej, są nawet tak czegoś wkurwieni, że jeszcze chcą nieco zadziałać, zamiast grzecznie poprosić o eutanazję, albo  wziąc kawałek postronka, zamknąć drzwi na wszystkie zamki i spokojnie odejść. Co za ludzie!

I co za dziwny jednak ten raj. Nie wszystko jednak jest na minus. Świat nam, czyli Zachodowi, kurczy się niemal w oczach, ale za to "równouprawnienie płci" ma się świetnie, a nawet coraz lepiej. Z przyległościami. Prorokuję, że będzie ono w najbliższych latach kwitnąć tak, że z trudem uwierzymy własnym oczom. Z pewnością nadąży za kurczeniem się świata, albo nawet lepiej.

Na tym przecież zresztą polega raj ziemski, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział. Ciasno, ale za to jak równo! To, że BIUROKRACJE z samej swojej natury taką urawniłowkę uwielbiają, nie ma tu nic do rzeczy i w ogóle nie wypada tego wspominać. Jest RAJ i tak trzymać!

triarius

P.S. Swoją drogą przedziwne, że w brzydkich i gwałcących prawa człowiecze krajach ludzie samobójstw popełniać nie lubią, a jak ich porządnie uszczęśliwić, to zaczynają pasjami. (Pomijając już nawet Weekendowego, któren jest w sumie zjawiskiem lokalnym.) I to jeszcze takie rozszerzone, jak to się fachowo nazywa. Jakby te obie rzeczy położyć na szalkach wagi, no to nie wiem...

środa, czerwca 10, 2015

Długi cień króla rybałtów (1)

Śmy sobie tu swego czasu mówili, że to co się teraz w świecie dzieje, to nie islam plus jakieś tam jeszcze drobne dodatki, tylko że sprawą zasadniczą wydaje się gwałtowne słabnięcie i (excusez le mot, komu tego potrzeba!) pedalenie się Zachodu, a wojujący islam to po prostu śliczna wisienka na tym dorodnym torcie, bo liczni inni też podobnie działają, tylko ciszej i ostrożniej. (Może poza Putinem, bo o nim, szeroko pojętym, też nie należy zapominać.)

No i mówiliśmy sobie, że np. ci tam muzułmanie na Bliskim Wschodzie traktują te swoje żałosne, narzucome im przecież przez kolonizatorów (i jeszcze gorzej,) państwa i ich granice, jako coś mocno paskudnego i do dupy. Czyli jako coś całkiem sprzecznego z ich własnym pojmowaniem państwa i narodu. (Z Iranem jest nieco inaczej, bo tam akurat państwo ma tysiące lat z przerwami. No i Egipt.)

Żeby już nawet pominąć ten drobny fakt, że to w ich oczach albo państwa marionetkowe, albo też utrzymywane przy życiu, przy zamkniętych akurat w tej sytuacji oczętach obrońców praw człowieka i "zachodnich wartości", jedynie dlatego, że stanowią, wbrew własnej oczywiście chęci, zaporę do rozprawy tych tam ludów z Izraelem i sprzedają Zachodowi ropę. Chodzi o pojmowanie narodu - to przede wszystkim, z tego dopiero wynika ew. koncepcja państwa - w przypadku akurat islamu charekterystyczne dla (Spenglerem jedziemy, uwaga!) Magiańskiej Kultury/Cywilizacji.

Święta księga, sakralny język, prawda jako concensus prawych mężów, duch  spływający z góry do serc, pojmowanie różnych rzeczy, które dla nas, ludzi Zachodu (ach!) są czystą dynamiką, jako różnego rodzaju esencji... Te sprawy. No i te ich narody są całkiem nie-terytorialne - w jednej wiosce może ich żyć kilka, i ani się ze sobą nie zmieszają, ani nawet nie nawiążą bliższych kontaktów. Taka "bałkanizacja", im to pasuje - nam, europejskim gojom, o wiele mniej. Wystarczy zresztą spojrzeć na, co śpiewa w duszy Gazownikowi, albo innej Unii Europejskiej, żeby zobaczyć, że to (poza oczywiście obrzydlistwem charakteru itd.) całkiem inne pojmowanie tych spraw.

Kiedy to napisałem... Nie w tak wielu słowach, bo tym razem chyba to wyraziłem o wiele dokładniej, ale jednak to miałem na myśli i taką myśl w węzłowatej formie z siebie wyemitowałem... Więc kiedy to napisałem, zaczęła mnie męczyć myśl, że "Jak to tak? Oni mają te swoje państwa, wraz z ich granicami, oparte na najgłębszych zasadach ich własnej K/C (nie "Komitet Centralny", tylko "Kultura/Cywilizacja, szpęglerycznie, tutaj to częsty skrót), na swojej religii -  co najmniej w świecie celów i ideałów, a my co? Wszystko od początku do końca oparte na przypadku? Albo nawet gorzej, bo na jakichś szemranych biurokratyczno-tajnopolicyjnych machinacjach?

Chodzi o to, i to wtedy napisałem, że nasze zachodnie narody popowstawały niejako "od tyłu" - czyli najpierw były państwa, nawet jak nie zawsze spełniały obecne wygórowane w tym względzie wymagania, a one tworzyły dopiero narody. I te państwa, a pośrednio i narody, to wynik różnych tam dynastycznych przepychanek, małżeństw, koligacji, i czego tam jeszcze.

W każdym razie dynastie, monarchie, a w niektórych przypadkach (Szwajcaria, Holandia) wobec nich opozycja. Co oczywiście explicite pisze Spengler w swym Magnum Opus, mając, jak zwykle, zupełną rację. Jednak w porównaniu z tamtym religijnym i wzniosłym ideałem narodu wydało mi się to jakieś takie cienkie, marne, a nawet trochę - jako żem w sumie republikanin, a nie monarchista - poniżające.

I polały mi się z ócz łzy rzęsiste. Jednak po chwili przypomniałem sobie, com kiedyś czytał, konkretnie o bitwie pod Bouvines, i tam właśnie znalazłem pewne treści, które także sugerują, że i u nas, w zachodniej cywilizacji (dla szpęglerystów "Faustycznej") narody i państwa, choć całkiem inaczej niż u Magianów, także jednak mają swoje korzenie w podstawowych zasadach, w podstawowych Prawdach... Czyli w sumie - jako że niewiele Prawdy nam pozostanie, jeśli całkiem usuniemy (szeroko pojętą) religię - na sprawach religijnych.

Oczywiście - król, Francji akurat konkretnie, kiedyś leczył np. dotykiem skrofuły. To była funkcja jak najbardziej sakralna. (Co zdaje się rozumieć Braun, chcąc koronować Chrystusa, a czego nie chcą zrozumieć wszyscy ci przezabawni "liberalno-konserwatywni monarchiści".) Nie mówiąc już o takich pikantnych, a prehistorią wprost pachnących sprawach jak to, że np. król Francji do samego praktycznie końca tej ich tysiącletniej monarchii (nie mówimy o najpóźniejszej, porewolucyjnej monarchii, mniej lub bardziej liberalnej, choć w przypadku Ludwika XVIII raczej jednak hiper-konserwatywno-cnotliwej) miał, także w oczach papieży, prawo do dwóch żon.

Do żony i oficjalnej kochanki, mówiąc hiper-formalnie, bo litera prawa kanonicznego nie dawała się tu nagiąć, ale jednak ta kochanka bywała traktowana, także i przez Watykan, jako absolutnie prawidłowa, przyzwoita kobieta, o randze, z założenia, niemal odpowiadającej randze królowej, a w praktyce często o wiele ponad królową, choć jej, kochanki znaczy, rządy trwały na ogół jednak krócej, no i ew. dzieci były znacznie mniej dostojne.

(Oczywiście nie jestem tak naiwny, by nie wiedzieć, że Watykan niemal zawsze zdolny był do kompromisów z możnymi tego świata, ale jednak w tym przypadku król nie był dla niego po prostu zwykłym facetem, i jakoś to wszystko, nawet bardzo religijnym ludziom, za bardzo nie przeszkadzało. Itd. Zresztą sprawa tych dwóch żon to w sumie drobiazg, ale mnie kręcą takie antropologiczne zjawiska, tym bardziej te z erotyką w tle. I przypomina się "Le roi a fait battre tambours", o której to ślicznej balladce kiedyś pisałem.)

Te rzeczy coś oczywiście mówią o sakralnych aspektach przy narodzinach naszych zachodnich narodów i państw, ale, przyzna chyba każdy, w sposób pośredni i pozostawiający niedosyt. Dlatego też tak się ucieszyłem przypominając sobie com wyczytał w tamtej książce o przesławnej bitwie sprzed ośmiuset już lat.

c. d. n. (albo i, oczywiście, nie, i od was to w pewnym stopniu zależy, kochani ludkowie z paluszkami jak szpony od mi tutaj pilnego komętowania... nie żeby coś!)

triarius